languageJęzyk

Rozdział 6

Autor: Anya Moreau 5 kwi 2026

Louisa nagle odwróciła się, uśmiechając się: "Wygląda na to, że jednak nie zjemy tej ryby. Nic nie szkodzi – poprosimy restaurację o przygotowanie nowej.

"Chociaż słyszałam, że wszystkie ryby złowione dziś przez restaurację są dość duże. Obawiam się, że ten talerz nie wystarczy. A restauracja prawdopodobnie nie dysponuje większymi półmiskami na ryby."

Jej aluzja była jasna: o ile Grupa Capulet mogła nie być idealnym wyborem dla Grupy Taylor, o tyle wymagania Grupy Taylor były zbyt wygórowane. Poza Grupą Capulet żadna inna firma nie miała możliwości udźwignąć całego projektu.

Właśnie z tego powodu Grupa Taylor na samym początku wybrała Grupę Capulet.

Przekaz Louisy był oczywisty – odrobiła pracę domową na temat Grupy Taylor. Grupa Capulet była ich jedyną realną opcją, więc nie powinni próbować wykorzystywać sytuacji.

George w końcu się odprężył. Mimo wszystko wiedziała, co robi.

Wyraz twarzy Davida stał się niezręczny, gdy wydusił przez zaciśnięte zęby: "Wygląda na to, że dobrze przygotowałaś się do lekcji."

Louisa odwzajemniła uśmiech, unosząc kieliszek. "Panie Foster, schlebia mi pan. Na zdrowie!"

Potem spotkanie przebiegło bez dalszych komplikacji, a umowa została pomyślnie podpisana.

Louisa czuła, że gwałtownie słabnie. Żołądek palił ją żywym ogniem, piekąc tak intensywnie, że jej twarz przybrała trupiobladą barwę. Obraz przed oczami wciąż jej się rozmywał, na czole perliły się krople potu, a bluzka przemokła na wylot.

Kolejny drink prawdopodobnie by ją zabił.

Ale David wciąż dolewał jej alkoholu. Jego intencje były teraz boleśnie oczywiste.

Skoro nie mógł wymusić lepszych warunków od Grupy Capulet, zamierzał kazać Louisie zapłacić własnym ciałem.

Vivian również przejrzała to na wylot.

Zauważyła udręczony wyraz twarzy Louisy i uśmiechnęła się chłodno, ze złośliwym błyskiem w oku. Chciała zobaczyć, jak Louisa wywinie się z tego bez ochrony George'a.

Z tą myślą odwróciła się do George'a, natychmiast przeistaczając się w niewinną, żałosną młodą kobietę. "George, jestem zmęczona. Zapach alkoholu przyprawia mnie o mdłości. Czy mógłbyś najpierw odwieźć mnie do domu?"

"Cóż..." George zawahał się, instynktownie zerkając w stronę Louisy.

Vivian natychmiast chwyciła go za rękę, patrząc na niego błagalnie, a jej ton był uosobieniem kokieteryjnego wdzięku. "George."

George rozważył sytuację. Louisa prawdopodobnie potrzebowała jeszcze dwudziestu minut, by wszystko załatwić – akurat tyle czasu, by zdążył odwieźć Vivian do domu.

David, wyczuwając okazję, powiedział do George'a: "Panie Capulet, śmiało, niech pan odwiezie swoją asystentkę do domu. Pani Forbes może zostać i wypić ze mną jeszcze kilka drinków."

George kiwnął chłodno głową, mówiąc do Louisy: "Zostawiam to tobie. Najpierw odwiozę ją do domu."

Nie czekając na odpowiedź Louisy, chwycił płaszcz i wyszedł z Vivian.

Zupełnie przegapił triumfalne spojrzenie, które Vivian rzuciła Louisie, gdy nie patrzył – jawną kpinę: "Louisa, nie mogę się doczekać, by zobaczyć, jak giniesz!"

Louisa mocno zacisnęła pięści. Kiedy zamknęły się za nimi drzwi, poczuła, jak krew ścina jej się w żyłach.

Czy George nie widział, że David upijał ją, bo chciał ją wykorzystać?

Niech to szlag! Niech szlag trafi George'a!

Dla dobra Vivian naprawdę nie obchodziło go, czy Louisa zrujnuje jego projekt.

Skoro tak, to czego miała się jeszcze bać?

Jej ciało osiągnęło granice wytrzymałości. Wydawało się, że opuściły ją wszystkie siły, a metaliczna słodycz podeszła z żołądka do gardła.

Zmusiła się do przełknięcia krwi.

Czas uciekał. Musiała szybko się ratować.

Ale teraz w prywatnej sali zostali tylko ona i David. W bezpośredniej konfrontacji nie miała szans na ucieczkę.

Gdy nie było już nikogo, David przestał ukrywać swoje intencje.

Podszedł do Louisy, pożerając ją swoimi małymi oczkami, oblizując zęby i uśmiechając się. "Pan Capulet wydaje się młody, ale zna zasady gry. Zobaczył, że wpadłaś mi w oko, więc w zasadzie sam mi cię podał na tacy."

Louisa zachowała zewnętrzny spokój, gdy David się zbliżał. Jej dłoń opadła na torebkę, mocno zaciskając się na pasku, podczas gdy dyskretnie lustrowała pokój, szukając jakiejkolwiek drogi ucieczki.

A jednak jej twarz pozostała opanowana, zdobyła się nawet na uśmiech do Davida. "Tak, pan Capulet wyszedł, ale pani Foster wciąż tu jest."

"Co masz na myśli?" David nie rozumiał.

Uśmiech Louisy rozjaśniał. "Nie rozmawia pan z żoną? Nie wiedział pan, że umówiła się dziś na kolację ze swoimi bliskimi przyjaciółkami w Klubie Dreamscape? Sprawdziłam to dla pana – pani Foster jest na tym piętrze, w pokoju D. Nie powinien pan iść się przywitać?"

Louisa celowo wybrała Klub Dreamscape, ponieważ miała tam być żona Davida – zapewniając sobie drogę ucieczki.

David wżenił się w pieniądze i większość życia spędził pod kontrolą i nadzorem żony.

Ale tym razem nie dał się zastraszyć. Zmierzył Louisę wrogim spojrzeniem. "Nawet jeśli ta stara baba tu dziś jest, i tak cię wezmę. Nie uciekniesz!"

Wyciągnął rękę, by ją chwycić.

Louisa szybko zrobiła unik i nagle krzyknęła w stronę drzwi: "Pani Foster!"

David, uwarunkowany latami małżeństwa, instynktownie odwrócił głowę w stronę wejścia.

W tym ułamku sekundy Louisa zebrała resztki sił, by rzucić się do wyjścia.

David zorientował się, że został oszukany i przeklinając, natychmiast rzucił się w pogoń.

W tym momencie Louisa ledwo trzymała się na nogach, nie mówiąc już o biegu. Rozpaczliwie modliła się, by natknąć się na kogokolwiek z personelu, kto mógłby ją uratować.

Na jej nieszczęście, gdy wybiegła, w zasięgu wzroku nie było ani żywej duszy. Chwilę później David ją dopadł.

Spojrzał na jej ciało drapieżnym uśmiechem, oblizując wargi. "Suko, zobaczymy, jak uciekniesz tym razem."

Zanim skończył mówić, chwycił ją za nadgarstek i pociągnął z powrotem w stronę pokoju.

Ona instynktownie użyła drugiej ręki, by rozpaczliwie złapać się krawędzi parapetu.

Ale wypiła dziś zbyt dużo alkoholu, a gdy ból żołądka się nasilił, czuła, jakby jej wnętrzności palił żywy ogień.

Resztki sił, które pozostały w jej ciele, szybko uchodziły.

Nie miała już siły się bronić. Ogarnęło ją poczucie beznadziei.

Jej palce stopniowo puszczały parapet, a David ze złośliwym uśmiechem wciągnął ją z powrotem do pokoju.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki