Niespodziewanie w tym momencie winda wydała dźwięk.
Ktoś przyjechał? Louisa odzyskała nadzieję i spojrzała w stronę windy.
Drzwi się otworzyły, a z nich wyłoniło się czterech mężczyzn w garniturach, ustawiając się w dwóch równych rzędach przy windzie.
Następnie wysiadł wysoki, uderzająco przystojny mężczyzna.
Miał około trzydziestki, a jego rzeźbione rysy twarzy były wręcz zadziwiająco doskonałe. Cała jego istota emanowała wrodzoną elegancją i szlachetnością.
Za nim podążali dyrektor klubu oraz dyrektor generalny.
Dyrektor generalny posłał mu przymilny uśmiech, wskazując z szacunkiem dłonią: "Panie Tudor, to piętro dla VIP-ów naszego Klubu Dreamscape. Proszę tędy."
Julian skinął chłodno głową.
Louisa, która myślała, że ratunek jest w zasięgu ręki, patrzyła, jak grupa odchodzi w przeciwnym kierunku, nie dostrzegając jej sytuacji.
Chciała krzyczeć o pomoc, ale mimo że użyła wszystkich swoich sił, nie była w stanie wydać z siebie ani dźwięku.
W akcie desperacji zrzuciła na podłogę antyczny wazon z pobliskiej półki, wywołując głośny dźwięk tłuczonego szkła.
Grupa Juliana zatrzymała się i obejrzała za siebie.
Z oddali spojrzenia Louisy i Juliana zderzyły się w powietrzu.
Jej wzrok był zamazany – nie mogła dokładnie rozpoznać jego rysów, widziała jedynie wysoką, elegancką sylwetkę zbliżającą się do niej ze światła.
Zatoczyła się, jakby miała upaść, jej twarz była blada, włosy w nieładzie, a ona sama wyglądała na wrak człowieka.
W miarę jak Julian się zbliżał, jego wyraz twarzy stawał się coraz chłodniejszy.
Dyrektor generalny podążający za nim poczuł, jak miękną mu nogi, i wydukał: "Panie Tudor, proszę nie podchodzić bliżej. Może pan zrobić sobie krzywdę. Zaraz każę komuś się tym zająć."
Rzucił menedżerowi spojrzenie ostre jak sztylet. "Na co czekasz? Natychmiast to posprzątaj!"
Jako że był to obiekt należący do Grupy Tudor, była to pierwsza inspekcja Juliana w Klubie Dreamscape od czasu jego powrotu. Wszyscy bali się rozzłościć tego ważnego gracza.
Menedżer szybko wezwał personel do sprzątania.
Julian ich zignorował, rzucił tylko okiem na rozbite kawałki, po czym podszedł do Louisy. "Co się stało?"
Jego głos był niski i głęboki, nosił w sobie lodowaty chłód.
Wszyscy wokół nich ledwie śmieli oddychać.
Louisa spojrzała na niego, napotykając te zimne, przenikliwe oczy.
Chciała coś powiedzieć, ale jej żołądek boleśnie się skurczył, jakby ostry nóż raz za razem przecinał go na wylot.
Metaliczna słodycz, którą tłumiła w gardle, nie dała się dłużej powstrzymać. Wypluła ustami krew, brudząc jego drogą białą koszulę.
W jednej chwili wszyscy wokół nich zamarli z przerażenia, wykrzykując unisono: "Panie Tudor!"
Wszyscy jego podwładni wiedzieli, że Julian był myzofobem.
Julian nie zwracał na nich uwagi. Widząc, że Louisa zaraz zemdleje, szybko wyciągnął ręce, chwytając ją w ramiona i bez wysiłku podnosząc.
"Teddy, przygotuj samochód!"
---
Louisa nie pamiętała niczego z tego, co wydarzyło się później.
Kiedy odzyskała przytomność, znajdowała się w szpitalnej sali dla VIP-ów.
Ostre światło słoneczne wpadające przez okno na moment ją zdezorientowało.
Sceny z poprzedniej nocy przemknęły jej przed oczami niczym klatki filmu – George porzucający ją, by wyjść z Vivian; David próbujący ją zgwałcić, podczas gdy ona rozpaczliwie usiłowała uciec.
Fizyczny ból i rozpacz w jej sercu splotły się ze sobą, powracając do jej ciała.
Na koniec obraz tego nieznajomego wyłaniającego się ze światła.
Chciała przyjrzeć mu się wyraźnie, ale miała zawroty głowy i zamazany wzrok – nie mogła dostrzec jego twarzy.
"Obudziłaś się?" Nagle tuż obok rozległ się głos.
Louisa powoli odwróciła głowę w stronę dźwięku i zobaczyła twarz George'a.
Jej wyraz twarzy pozostał neutralny, gdy zapytała beznamiętnie: "Co ty tu robisz?"
George zapytał ją z tłumionym gniewem: "Dlaczego na mnie wczoraj nie poczekałaś?"
Czy to było oskarżenie? Louisa nagle poczuła chęć wybuchnięcia śmiechem. Dlaczego na niego nie poczekała?
Gdyby została w tym pokoju choćby sekundę dłużej, zostałaby zgwałcona przez tego drania.
Ale nie miała ochoty niczego tłumaczyć George'owi. Po prostu skinęła głową, a jej ton był całkowicie obojętny. "Przepraszam."
Oczywiście George odebrał to jako sarkazm. Jego twarz natychmiast pociemniała. "Louisa, co to za zachowanie? Tylko dlatego, że wczoraj najpierw odwiozłem Vivian do domu, wpakowałaś się do szpitala? Nawet jeśli chciałaś, żebym się martwił, nie powinnaś być tak lekkomyślna w kwestii swojego zdrowia."
Więc myślał, że ponieważ on zdradził jako pierwszy, ona torturowała samą siebie, żeby go ukarać?
Miała ledwie tyle sił, by mówić, ale słysząc ten absurd, naprawdę roześmiała się na głos.
Czy George naprawdę był aż tak narcystyczny?
Jej głos złagodniał. "Nie martw się, nie będziesz musiał już więcej użerać się z tym problemem."
Nie miała już wobec niego żadnych oczekiwań.
"Louisa!" Myśląc, że wciąż jest zła, odezwał się z irytacją w głosie. "Jak długo zamierzasz to ciągnąć? Już ci to wyjaśniałem – wczoraj najpierw odwiozłem Vivian, tylko dlatego, że powrót samotnej młodej kobiety nie był bezpieczny.
"Między nami nie ma tego, co myślisz. Ona jest dla mnie jak siostra. Czy nie możesz przestać tego nadinterpretować?"
"Jak siostra, jasne." Uśmiechnęła się gorzko.
Więc wciąż kłamał. Walczyła z pragnieniem rzucenia mu w twarz wszystkich dowodów jego niewierności. Za zaledwie 28 dni umowa rozwodowa miała wejść w życie, a ona mogła mu wreszcie kazać wynosić się na dobre.
Jej ton nie mógłby być bardziej płaski, gdy dodała: "W takim razie gratulacje. Twoja siostra jest wspaniała."
George był zbyt wściekły, by mówić, jego twarz pociemniała przerażająco.
Louisa nie miała ochoty kontynuować tej bezsensownej kłótni. Na szczęście w tym momencie weszła pielęgniarka.
Zwróciła się do niej: "Chcę się wypisać. Czy mogłaby mi pani pomóc w formalnościach związanych z wypisem?"
Pielęgniarka wyglądała na zdezorientowaną, zerkając na George'a. Nigdy nie spotkała się z sytuacją, w której pacjent chciał zająć się własnym wypisem w obecności rodziny.
Louisa zrozumiała to spojrzenie. "Proszę nie zwracać na niego uwagi. Proszę mnie po prostu tam zabrać."
Pielęgniarka skinęła głową, zamierzając coś powiedzieć, kiedy George podszedł szybkim krokiem, oznajmiając stanowczo: "Ja to zrobię!"
Louisa nie kłóciła się z nim.
Po zebraniu swoich rzeczy opuściła salę.
Przy dyżurce pielęgniarek zapytała: "Nazywam się Louisa Forbes z pokoju 1887. Czy mogłaby mi pani powiedzieć, kto przywiózł mnie tu wczoraj?"






