Vivian spojrzała na nią z oczekiwaną pogardą, jakby oceniała bezdomnego żebraka na ulicy. – Po prostu podaj swoją cenę – rzuciła z drwiną.
Becky pokręciła głową. – Nie chcę pieniędzy. Chcę Marka. Oddaj mi go.
Vivian wybuchnęła śmiechem, jakby usłyszała najbardziej absurdalny żart. – Becky, w jakim ty świecie fantazji żyjesz? Mark to teraz tylko kości. Proszysz mnie o niego? Nie mów mi, że zapomnia






