languageJęzyk

Rozdział 10

Autor: Anya Moreau 5 kwi 2026

Julian stał tam, wyglądając olśniewająco w ciemnoszarym garniturze, który był zarazem swobodny i wyrafinowany. Miał w sobie coś takiego, co sprawiało, że człowiek się zatrzymywał i nie mógł oderwać od niego wzroku – przystojne rysy twarzy, pełne gracji ruchy, jakby został wyrzeźbiony przez samego Boga.

Spojrzał w stronę Louisy, posyłając jej jedynie szybkie spojrzenie.

Złapała jego wzrok i nagle wszystko z wczorajszej nocy wróciło ze zdwojoną siłą. Facet, który pomógł jej w Klubie Dreamscape? To był on.

Pamiętała te oczy – spokojne, opanowane, przypominające czyste źródło. W jakiś sposób sprawiały, że czuła się bezpiecznie.

Później zwymiotowała na niego, a on, zamiast wybuchnąć gniewem, zawiózł ją do szpitala i pokrył wszystkie rachunki. Prawdziwy dżentelmen.

Nigdy by nie pomyślała, że będzie tym samym facetem, z którym miała dziś rozmowę o pracę.

Flora zauważyła, że Louisa się zamyśliła, i szturchnęła ją, szepcząc: "Wiem, że miło popatrzeć na pana Tudora, ale nie gap się tak. On nie leci na kobiety z ukrytymi motywami. Zachowaj spokój.

"I żeby było jasne, nie jestem z nim na stopie koleżeńskiej, więc jeśli coś zepsujesz, radzisz sobie sama. Zrób dobre wrażenie."

Louisa lekko zmarszczyła brwi, ale milczała. To nie jego wygląd ją rozproszył; po prostu nie spodziewała się, że jej wybawcą okaże się on.

Kiedy ona wciąż zastanawiała się, jak mu podziękować, Flora już ciągnęła ją w jego stronę.

Flora uśmiechnęła się do Juliana i Wallace'a, mówiąc: "Panie Tudor, panie Morgan, witam. To moja przyjaciółka, Louisa Forbes. Pomyślałam, że chciałaby poznać pana Tudora osobiście."

Julian uniósł brew, jego spojrzenie przeniosło się na Louisę, przez ułamek sekundy omiatając wzrokiem jej długie nogi, po czym odwrócił wzrok, rzucając jedynie: "Okej."

Jego chłodny ton zaskoczył Louisę. Może nie pamiętał wczorajszej nocy. Zresztą dlaczego miałby pamiętać? Była w rozsypce, a dla niego to prawdopodobnie była tylko kolejna noc.

Wallace z kolei cały promieniał. Objął Florę ramieniem, jakby byli starymi znajomymi, i z uśmiechem zlustrował Louisę wzrokiem. "Panno Forbes, wygląda pani świetnie! Jak pani to robi, że z każdym dniem jest pani coraz piękniejsza?"

Ponieważ Grupa Morgan i Grupa Capulet współpracowały ze sobą, znali się.

Louisa posłała mu uprzejmy uśmiech. "Panie Morgan, jest pan zbyt łaskawy."

Wallace zamierzał kontynuować pogawędkę, kiedy Julian rzucił mu kij bilardowy.

"Twoja kolej."

Julian ruszył do strefy wypoczynkowej, a Louisa przypomniała sobie, że jeszcze mu nie podziękowała. Poszła za nim, nie zauważając, jak blisko się znajduje.

Nagle się zatrzymał.

Nie zdążyła się zatrzymać w porę i jej policzek uderzył o jego ramię.

Julian odwrócił się do niej, a jego głos, zazwyczaj głęboki i chłodny, nosił teraz w sobie nutę rozbawienia: "Nie patrzysz, gdzie idziesz, prawda?"

Louisa poczuła falę zakłopotania i szybko odpowiedziała: "Przepraszam!"

Julian nie powiedział nic więcej.

Jego asystent, Teddy Young, wystąpił naprzód i wręczył mu starannie złożony, mokry ręcznik. Julian wziął go i wytarł dłonie, a jego ruchy były precyzyjne i powolne.

Louisa obserwowała go, zafascynowana tymi wyrazistymi dłońmi obracającymi ręcznik. Mężczyźni tacy jak on, z tak doskonale skrywanymi emocjami, byli rzadkością. Jego twarz niczego nie zdradzała.

Wypaliła: "Panie Tudor, czy mogę dodać pana na WhatsAppie?"

Julian zatrzymał się, unosząc brew. Następnie oddał ręcznik Teddy'emu, spojrzał na nią i powiedział ze spokojem: "Przyszłaś tu tylko po to, żeby dodać mnie na WhatsAppie?"

Louisa nagle przypomniała sobie, że ten gracz wielkiego formatu nigdy nie był bohaterem żadnych skandali i słynął z trzymania kobiet na dystans.

Natychmiast cofnęła się o dwa kroki, zachowując między nimi dystans, a jej ton był równie opanowany: "Panie Tudor, źle mnie pan zrozumiał. Dopiero dzisiaj dowiedziałam się, że to pan mi pomógł zeszłej nocy. Chciałam dodać pana na WhatsAppie, by zwrócić panu koszty leczenia i ubrań. Z całą pewnością odwdzięczę się za pańską życzliwość. A jeśli chodzi o to, dlaczego tu jestem..."

Spojrzała na niego i kontynuowała: "Rzeczywiście przyszłam tu dla pana. Chcę ubiegać się o stanowisko pańskiej sekretarki."

Julian nie był zaskoczony, jakby już wcześniej odgadł jej intencje. Jego wzrok zatrzymał się na jej uderzająco pięknej twarzy, a po chwili odpowiedział po prostu: "Nie nadajesz się."

Louisa spodziewała się, że dostanie się do Grupy Tudor nie będzie łatwe. Jednak nie zależało jej na tym desperacko.

Skinęła chłodno głową. "Przepraszam za kłopot, do widzenia."

Bez słowa odwróciła się, by odejść.

Niespodziewanie, po zaledwie dwóch krokach, z tyłu dobiegł ją jego głos: "Nie miałaś mnie dodać na WhatsAppie?"

Louisa uświadomiła sobie, że zapomniała o spłacie długu. Niezręcznie spojrzała na niego przez ramię i zobaczyła, że już wyciągnął telefon i wyświetlił kod QR.

Instynktownie podeszła, zeskanowała jego kod i dodała go, zupełnie nieświadoma, że jego wzrok był w nią utkwiony.

Ale ktoś przechodzący obok to zauważył i zerknął w ich stronę.

To był George.

Tak się złożyło, że był tam z przyjaciółmi na partyjce i zobaczył kobietę stojącą twarzą w twarz z Julianem. Spojrzał tylko przelotnie, ale im dłużej się przyglądał, tym bardziej te plecy przypominały Louisę.

A kiedy spuściła wzrok, dostrzegł ten oszałamiająco znajomy profil.

To naprawdę była ona? Czy nie mówiła, że poszła na zakupy z przyjaciółkami? Dlaczego była tutaj z jakimś mężczyzną? Czy go okłamała?

Na tę myśl twarz George'a pociemniała, a on sam ruszył szybkim krokiem w ich stronę.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki