Louisa naprawdę była u kresu wytrzymałości. Żałowała wszystkiego – tego, że dziś w nocy tu przyszła, weszła do jego domu, a zwłaszcza tego, że zabłąkała się do jego gabinetu.
„Jakiego rodzaju to głód?” – zapytała, przełykając z trudem ślinę.
Julian, widząc jej ostrożny wyraz twarzy, uznał, że nie powinien się już z nią drażnić, bo inaczej sam też wpadnie w kłopoty.
„Głód w żołądku” – odpowiedział






