Perspektywa Elary
Czekałam na odpowiedź, ale Kaelen tylko na mnie patrzył, a wyraz jego twarzy zmienił się z zimnego w całkowicie nieodgadniony. Miałam zamiar nalegać, by coś powiedział, gdy ktoś głośno zapukał do naszych drzwi. Kaelen odwrócił się i otworzył je szeroko, uśmiechając się swoim profesjonalnym uśmiechem, podczas gdy do środka weszło kilka osób.
Niektórych z nich kojarzyłam z artykułów i wywiadów telewizyjnych, w których dyskutowano o możliwej kandydaturze Kaelena, ale inni byli nieznajomymi. Wszyscy ewidentnie, choć nienachalnie, ociekali bogactwem i wszyscy byli alfami, z wyjątkiem dwóch mężczyzn beta, którzy zachowywali się jak asystenci swoich szefów alfa.
Czując presję, by okazać się łaskawą gospodynią, wystąpiłam naprzód i powitałam ich wszystkich w naszym domu, ale oni zaledwie przelotnie nawiązali ze mną kontakt wzrokowy, rzucili kilka zdawkowych skinień głową, a potem zdawali się zapomnieć o moim istnieniu.
— Więc to ty jesteś tym człowiekiem? — zapytał jeden z nich z tą wyniosłą, lecz nie do końca obraźliwą pogardą, do której tak przywykłam ze strony alf. Był mniej więcej w wieku Kaelena, lecz nie tak wysoki, i nosił starannie ułożone, jasnobrązowe włosy.
Powiedziałam coś o swoim imieniu, ale nikt nie zdawał się tego zauważyć.
— Może pójdziesz na górę i trochę odpoczniesz? — Kaelen odwrócił się do mnie, a ja miałam nadzieję, że wykorzysta ten moment, by mnie właściwie przedstawić, ale zamiast tego dodał: — Będziemy mogli dokończyć naszą rozmowę później.
Chciałam zaprotestować, zwrócić uwagę, że jako jego przyszła żona i matka jego dziecka mam pełne prawo zostać z tymi ludźmi, gdy będą omawiać przyszłość Kaelena. Jednak oczy Kaelena stały się zimne – to nie było to spojrzenie, które znałam – i z niechęcią się zgodziłam, wycofując się z części życia mojego partnera, która, jak nigdy wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy, całkowicie mnie wykluczała.
Owszem – myślałam, wchodząc po schodach z nogami ciężkimi jak z ołowiu – moje życie z Kaelenem zawsze było prywatne, ale nigdy nie sądziłam, że on się mnie wstydzi albo że chce mnie ukryć przed innymi ludźmi w swoim życiu. Czy byłam naiwna? Ci alfowie nie potraktowali mnie z szacunkiem, jakim obdarzono by nawet pokojówkę.
Weszłam do głównej sypialni, by przebrać się z garsonki, którą miałam na sobie u lekarza, i założyłam dżinsy oraz zachlapany farbą fartuch, co natychmiast poprawiło mi nastrój. Moje płótno stało tak, jak je zostawiłam – plamy i fale jasnych kolorów, które miały stać się tłem dla pola polnych kwiatów, obrazu, który malowałam, by uczcić niedawne uzyskanie tytułu licencjata sztuk pięknych.
Dorastając, zawsze wiedziałam, że chcę malować. Jedyną prawdziwą przeszkodą były pieniądze, ale ciężko pracowałam i otrzymałam kilka stypendiów, by skończyć studia w cztery lata.
Tym razem zajęło to trochę więcej czasu niż zwykle, ale w końcu zatraciłam się w swojej sztuce, w tym, co Kaelen lubił nazywać moim „nieziemskim transem”. Pędzel stał się przedłużeniem mojego ciała, pozwalając mi szybować i tańczyć.
Malowałam farbami olejnymi, które sama ucierałam i mieszałam, a obrazy na płótnie układały się dokładnie tak, jak tego pragnęłam.
Wdychałam zapach oleju lnianego, który przez niektórych bywał uważany za drażniący, ale dla mnie był jak stary przyjaciel, niczym zapach charakteryzacji dla aktora. To była ta jedyna dziedzina mojego życia, w której znalazłam uznanie i podziw nawet u bet i alfów.
Złapałam się na tym, że zastanawiam się, czy któryś z Alfów na dole lubi sztukę, po czym surowo upomniałam samą siebie, że nie potrzebuję ich aprobaty.
Skoncentrowanie się przychodziło mi o wiele trudniej niż zazwyczaj. Otrzymałam dwie wspaniałe wiadomości – o dziecku i kandydaturze Kaelena – więc dlaczego czułam się tak samotna, tak bardzo oddalona od mojego przeznaczonego partnera? Skrzywiłam się na widok mojego płótna. Radość, którą próbowałam ukazać, wcale z niego nie biła; linie wyglądały na niepewne i zagubione.
Malowałam w spokoju aż do zachodu słońca, brnąc przez to, dopóki nie byłam nieco bardziej zadowolona z obrazu, jeśli nawet nie ze swojej ogólnej sytuacji.
Malowanie przy sztucznym świetle nigdy mi nie wychodziło, nawet gdy mój temat był abstrakcyjny. Zeszłam cicho do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę, słuchając szmeru głosów alfów w salonie, po czym wróciłam na górę i przyjrzałam się płótnu, które przygotowywałam przed porządnym szlifowaniem.
Położyłam się spać sama, czując chłód i niepokój. Znacznie później, grubo po północy, Kaelen dołączył do mnie, a jego ciało było wciąż lekko wilgotne po wieczornym prysznicu. Wciąż na wpół śpiąc, przewróciłam się na bok i położyłam mu ramię na piersi. Zareagował natychmiast, śmiejąc się cicho, i czule mnie objął.
Byłam zaspana, więc nie był to dobry moment na rozmowę o naszym dziecku, ale poczułam, że moje obawy nieco się rozwiewają, gdy pocałował mnie w podbródek, czoło, a potem w usta. Jego ciepła dłoń przesunęła się po moim ramieniu i plecach, i znów ogarnęło mnie przyjemne uczucie tego, jak mój przeznaczony partner idealnie pasuje do mojego ciała i – jak zakładałam – do mojej duszy. Zsunął ramiączko mojej koszuli nocnej i pocałował mnie w ramię, schodząc niżej do moich piersi, które obnażył na chłodne powietrze sypialni i swój ciepły oddech.
Zadrżałam i poczułam, jak się uśmiecha. Ale nawet odpowiadając na jego dotyk, zastanawiałam się, na ile to wszystko jest prawdziwe.
Następnego ranka nadal czułam to rozdarcie, ale poczekałam, aż oboje z Kaelenem wypijemy trochę kawy, zanim zapytałam:
— Jesteś gotów, żeby porozmawiać teraz o ciąży?
— Tak, musimy porozmawiać — powiedział — ale muszę lecieć do biura.
— Rozumiem. W takim razie wieczorem?
Pokręcił głową i spojrzał na zegarek. — Mam dziś po pracy spotkanie alfów połączone ze zbiórką funduszy w hotelu Waldorf, więc nie czekaj na mnie.
— W Waldorfie? — powtórzyłam, uśmiechając się do niego przez zaciśnięte zęby. — Brzmi fajnie. Nigdy tam nie byłam.
Wzruszył ramionami i dopił kawę do końca. — Tylko dla alfów, tak jak wczoraj. Nie miałabyś z kim porozmawiać.
Chciałam powiedzieć, że mógłby mnie przedstawić swoim przyjaciołom i wtedy miałabym z kim porozmawiać, ale zamiast tego naciskałam, by usłyszeć chociaż kilka słów na temat naszego dziecka.
Zdjął teczkę z blatu i sprawdził jej zawartość. — Jeśli chcesz je zatrzymać, oczywiście pokryję wszystkie koszty.
— Koszty? — zapytałam, głęboko rozczarowana, nawet nie próbując tego ukryć.
Spojrzał wtedy w górę. — Dzieci są drogie, a moje dziecko powinno być wychowywane z troską i szacunkiem. Przez co najmniej ten rok, kiedy ja będę prowadził kampanię, będziesz musiała wziąć to na siebie.
— Ale jesteśmy przeznaczonymi partnerami — zaoponowałam. — Czy nie powinniśmy wziąć ślubu, skoro spodziewamy się dziecka?
Spojrzał na mnie surowo. — Wyborcom nie spodoba się ludzka Luna.
Z szoku otworzyłam usta. — To czysta dyskryminacja! Mówiłeś, że będziesz startował z programem o równości ludzi i wilków!
Wyglądał, jakby z trudem powstrzymał się od przewrócenia oczami. — Jest ogromna różnica między walczeniem o prawa obywatelskie a wpychaniem ludziom do gardeł ludzkiej Luny.
— Co ty właśnie powiedziałeś? — Zeskoczyłam ze stołka barowego i stanęłam w miejscu.
Machnął na mnie ręką, wykorzystując ten ruch, by sprawdzić zegarek. — Słuchaj, bez problemu będę w stanie dać ci milion dolarów na wychowanie tego dzieciaka — powiedział, celowo akcentując potoczne, ludzkie określenie. — To więcej niż będziesz potrzebować.
Niewiele brakowało, bym czymś w niego rzuciła. — Tu chodzi o twoje ojcostwo w stosunku do naszego dziecka, a nie o pieniądze.
— Posłuchaj, muszę iść do pracy, a przez jakiś czas będę pracował o wiele więcej. Zajmij się sprawami tak, jak uważasz za stosowne. — Wstał, chwycił swoją teczkę, a mój gniew sprawił, że po prostu stałam tam i patrzyłam, jak wychodzi z kuchni. Usłyszałam, jak drzwi do garażu otwierają się i zamykają.
W pewnego rodzaju mgle uprzątnęłam naczynia po śniadaniu. Co się właśnie stało? Byłam matką jego dziecka, jego przeznaczoną partnerką i przyszłą żoną, czy nie? A jeśli nie, to kim, do cholery, byłam?
Usiadłam na sofie w salonie, niezdolna nawet zebrać w sobie wystarczająco dużo sił, by pójść malować. Nic nie miało sensu, a wszystko, czym myślałam, że jest moje życie, okazało się nieprawdziwe. Byłam zbyt oszołomiona, by chociażby płakać.
Rozległo się energiczne pukanie i niemal automatycznie podeszłam do drzwi wejściowych, zastanawiając się, czy Kaelen czegoś zapomniał. Zobaczyłam tam wysoką, piękną kobietę alfa.
— Słucham? — zapytałam ją. — W czym mogę pomóc? Kim pani jest?
— Och, jestem Vespera — powiedziała, posyłając mi wyćwiczony uśmiech — narzeczona Kaelena. Przyszłam zobaczyć, z kim będę dzielić mojego męża.






