Perspektywa Elary
— Słucham? — zapytałam, choć wcale nie byłam bardziej zszokowana niż przed otwarciem drzwi.
Życie zatraciło dla mnie jakikolwiek punkt odniesienia. To była po prostu kolejna rzecz, która dołożyła się do tego, co już się wydarzyło.
— Mogę wejść? — zapytała, mijając mnie energicznym krokiem, z burzą blond włosów i obłokiem drogich perfum. Patrzyłam z tyłu, jak podchodzi do sofy, a jej długie nogi były nienagannie opięte czarnymi, aksamitnymi spodniami, zaś góra stroju składała się ze zwiewnych warstw fioletowego jedwabiu. Opadła na kanapę.
— Masz może kawę? — zapytała.
— Zamierzasz wyjść za Kaelena? — zapytałam, przymykając drzwi wejściowe.
— Tak, i to wkrótce. — Wyglądała na zadowoloną z siebie. — Na początku, oczywiście, kiedy usłyszałam, że ma jakąś ludzką kochankę, którą ubóstwia, powiedziałam: absolutnie nie. Ale potem wyjaśniono mi sytuację, i cóż, bycia Luną się po prostu nie odrzuca, prawda?
Zmarszczyła brwi i spojrzała na fotel, który tak idealnie pasował do sofy. — Nie usiądziesz?
Podeszłam do fotela i usiadłam. Moje stopy wydawały się nieco odrętwiałe, podobnie jak palce dłoni.
— Więc — powiedziała w sekundę po tym, jak opadłam na fotel — powiedział mi, że jesteś w ciąży, więc oczywiście musimy o tym porozmawiać. Powiedz mi też, czy robisz jakąś karierę zawodową?
— Myślę, że powinnam porozmawiać z Kaelenem, zanim będziemy kontynuować tę rozmowę — powiedziałam.
— To do niego zadzwoń — odparła, wzruszając ramionami.
Wyciągnięcie telefonu z kieszeni i wybranie numeru Kaelena zdrętwiałymi palcami przyszło mi z trudem, ale dałam radę. Zgłosiła się poczta głosowa.
— Muszę poczekać, aż zobaczy mój numer i oddzwoni.
Vespera prychnęła, spojrzała na mnie z litością, po czym wyciągnęła własny telefon, który, jak zauważyłam, przełączyła na głośnomówiący, wybierając numer. Sygnał odezwał się dwa razy.
— Słucham, Vespera? — odezwał się głos Kaelena, a mój żołądek skurczył się z bólu. Jasne było, którą z nas Kaelen brał na poważnie.
— Kochanie — powiedziała, uśmiechając się do mnie triumfalnie. — O której jutro idziemy obejrzeć suknię zaręczynową i pierścionki?
Kaelen zabrzmiał na nieco zniecierpliwionego, ale odpowiedział:
— O wpół do jedenastej.
— Zarezerwowałam już nadmorską rezydencję na przyjęcie zaręczynowe.
— Rób, co chcesz — odparł, a ja bez trudu potrafiłam wyobrazić sobie wyraz jego twarzy. — Rozłączam się.
Zrobiła minę małej dziewczynki i przemówiła nieco wyższym głosem: — A nie powiedziałeś jeszcze o tym swojej małej kochance?
— Ona ma na imię Elara.
Vespera uniosła na mnie brwi, jakby chciała powiedzieć, że powinnam być szczęśliwa, że w ogóle się do tego przyznał. Nie dbałam o to.
— I mówiłem ci, nie musi wiedzieć.
— Nie boisz się, że cię zostawi, jak tylko się dowie?
— Ona potrzebuje moich pieniędzy. — Odpowiedź Kaelena była szybka i stanowcza. — Z kredytami studenckimi i dzieckiem w drodze, jak mogłaby odejść?
Ach — pomyślałam i złapałam się na tym, że kiwam głową, w miarę jak niektóre rzeczy zaczynały nabierać sensu, nie włączając w to jego oferty miliona dolarów na zaspokojenie moich „potrzeb”. Tak właśnie naprawdę mnie postrzegał: nie jako przyszłą artystkę, której pomagał w realizacji celów, ale jako zwykłą, łasą na kasę pijawkę. Czy uważał, że nasze dziecko to też pasożyt?
Vespera wciąż mówiła do telefonu: — Co do dziecka, przemyślałam to. Nie chcę, żeby Elara urodziła przed naszym ślubem. To byłby skandal.
— Zmuszanie kobiety do usunięcia ciąży jest nielegalne, nawet ludzkiej kobiety. — Zauważyłam, że jego ton stał się gniewny. Prawdopodobnie martwił się, że ludzie się dowiedzą i zaszkodzi to jego kampanii. — Uważaj, żebyś nie skończyła w więzieniu.
A więc to tak. Z ciałem ogarniętym całkowitym odrętwieniem, próbowałam zmusić się do zaakceptowania faktu, że Kaelen nie chciał tego dziecka, a jego jedynym zmartwieniem było uniknięcie problemów prawnych. Otworzyłam usta, żeby mu powiedzieć, że tu jestem i słyszałam każde słowo, ale Vespera jedynie cmoknęła w słuchawkę na pożegnanie i zakończyła połączenie.
— Cóż, to prawda, nie mogę cię zmusić — zwróciła się do mnie — ale naprawdę musisz wyskrobać z siebie to coś, zanim przysporzy Kaelenowi kłopotów. Zresztą, to, że mój mąż będzie miał ludzką kochankę to już wystarczająco złe; nie potrzebuję dziecka w tym układzie.
Zarzucenie włosów za lewe ramię musiało być jej dobrze wyćwiczonym ruchem. — Cóż, Kaelen ewidentnie nie chce być tym złym w tej sytuacji, więc jako jego narzeczona, ja wezmę to na siebie, lecz nie będę przy tym bezduszna. — Zaśmiała się z lekkim trelem.
— Przypuszczam, że zamieszkasz z nami, więc najlepszą wymówką będzie to, że jesteś moją asystentką. Mam już jedną, ale kolejna by się przydała. — Wzruszyła ramionami. — Więc, podczas gdy ja zlecę sporządzenie umowy wraz z klauzulą poufności, ty usuniesz ciążę i podasz mi swoją cenę.
Okej, nawet jako człowiek stojący twarzą w twarz z alfą, miałam swoje granice bycia poniżaną.
— Na początek wezmę miliard dolarów do końca tygodnia, a potem będziemy mogły porozmawiać o mojej pensji.
Vespera spojrzała na mnie, jakbym nasikała na jej buty, co właściwie byłoby całkiem satysfakcjonujące.
— Nie dam rady zebrać miliarda dolarów w tydzień!
— Zatem nie stać cię ani na moje dziecko, ani na mnie w roli twojej asystentki — powiedziałam.
— To absurdalne — oznajmiła, wstając i zarzucając pasek torebki Chanel na ramię. — Zostawię Kaelenowi rozprawienie się z tobą. — Kilkoma długimi krokami wyszła, zatrzaskując za sobą drzwi.
A raczej, zrobiłaby to, gdybym nie złapała drzwi i nie krzyknęła za nią:
— Ale nie martw się, chcę tylko porozmawiać z Kaelenem jeszcze ten jeden raz. Jeśli Kaelen tak naprawdę chce tylko zatrzymać mnie jako kochankę, wkrótce odejdę.
Nie pofatygowała się z odpowiedzią, prawdopodobnie myśląc, że mówię o odejściu tylko po to, by wynegocjować więcej pieniędzy.
Nie chciałam pieniędzy. Nie chciałam jakiejś kobiety alfa uśmiechającej się z wyższością, podczas gdy niszczyła mi życie. Chciałam wyjaśnień, rozmowy. Chciałam wiedzieć, że mój związek z moim przeznaczonym partnerem nie zakończy się w tak marny sposób.
Ale wtedy Vespera zatrzymała się i odwróciła z jeszcze szerszym uśmiechem niż wcześniej. — Powinnaś przyjść wieczorem na przyjęcie. Tam będziesz mogła rozmawiać z Kaelenem, ile tylko dusza zapragnie.
— Kaelen mówił, że to przyjęcie tylko dla alfów.
Zaśmiała się. — Zaufaj mi, będzie tam mnóstwo osób twojej rangi. — Po czym wykonała idealny obrót rodem z wybiegu i podeszła do czerwonego, sportowego samochodu zaparkowanego na ulicy.
Pamiętałam, że przyjęcie miało odbyć się w Waldorfie, więc nie musiałam nikogo pytać o adres.
Zostawszy sama w domu, wzięłam kąpiel, ogoliłam nogi i poświęciłam zdecydowanie zbyt dużo czasu na makijaż. Miałam bardzo ładną sukienkę na przyjęcia w tak ciemnoczerwonym kolorze, że aż wpadał w czerń; opuszczała się na ramiona i miała rozkloszowaną spódnicę, absolutna klasyka. Założyłam ją niemalże wyzywająco, próbując odnaleźć w sobie więcej siły.
Szłam na przyjęcie i miałam zamiar dobrze się bawić, niech to szlag. Wsunęłam na stopy moje najlepsze buty i zamówiłam Ubera.
Hotel Waldorf płonął blaskiem świateł i błyszczącymi kreacjami ludzi. Podeszłam do głównych drzwi z podniesionym podbródkiem i przeszłam przez lobby, odmawiając nawiązania z kimkolwiek kontaktu wzrokowego. Jednakże przy samych drzwiach sali balowej zostałam zatrzymana przez pracownika hotelu, ubranego w czerwień i czerń.
— Przepraszam, panienko — odezwał się. — Od tego miejsca ludzie wymagają eskorty alfy.
Siła, którą na nowo w sobie wznieciłam, całkowicie ze mnie uszła. Nawet wystrojona do granic możliwości, zostałam z miejsca odrzucona. Wpatrywałam się w jego uprzejme, lecz chłodne oczy. Był omegą, to było widać na pierwszy rzut oka. Miałam ochotę go dotknąć, żeby sprawdzić, czy drgnie przed splamieniem się ze strony zwykłego człowieka, takiego jak ja.
To jest świat Kaelena, pomyślałam; coś, co nigdy nie przeszło mi przez myśl podczas całego czasu, jaki spędziliśmy razem. On uważał, że nie ma tu dla mnie miejsca. Może miał rację.
— Elara?
Znajomy głos wywołał moje imię zza moich pleców, a ja odwróciłam się z zaskoczeniem.






