languageJęzyk

#ROZDZIAŁ 5: Pusty dom

Autor: Adriana4 maj 2026

Perspektywa Kaelena

Obudziłem się w strefie wypoczynkowej mojego biura; szyja przykleiła mi się do skórzanej kanapy, a całe ciało było zziębnięte. W ustach czułem posmak wywietrzałego szampana i zdecydowanie zbyt wielu niezobowiązujących pogawędek.

Delikatne pukanie do drzwi gabinetu sprawiło, że usiadłem na kanapie. — Wejść — rzuciłem.

Mój asystent, solidny beta imieniem Zane, wszedł do gabinetu z uśmiechem na twarzy. — Gratulacje, proszę pana. Wszędzie aż huczy od wieści o pańskich zaręczynach z Vesperą Vander. Nazywają was parą idealną!

Uśmiechnąłem się i podziękowałem mu, jednocześnie w duchu przeklinając Vesperę za to, że podjęła samodzielną decyzję o ogłoszeniu światu o naszym związku. Przez całe lata trzymała wieści o naszych zaręczynach w tajemnicy, a nie mogła poczekać kilku dni, żebym to ja najpierw przekazał nowinę Elarze?

— Przyniosę panu kawy — powiedział Zane, zanim odwrócił się do wyjścia.

Miałem mu powiedzieć, żeby przyniósł cały dzbanek, kiedy nagle wrócił, trzymając w dłoni mój prywatny telefon.

— Proszę pana, wcześniej odrzucałem połączenia od Elary, tak jak zazwyczaj, ale wydaje mi się, że powinien pan na to spojrzeć...

Zawsze kazałem Zane'owi filtrować moje prywatne telefony, kiedy pracowałem. Jeśli uznał, że to ważne, to musiało tak być.

Zacząłem odczuwać lekki niepokój. Co się stało z Elarą?

Wyrwałem mu telefon z ręki i poczułem, jak serce podchodzi mi do gardła na widok wiadomości od Elary: Rozstańmy się.

— Co u diabła? — warknąłem, czując, jak włosy jeżą mi się na karku. Czy to był jakiś żart? Rozstańmy się?

Szybko do niej oddzwoniłem, ale zgłosiła się poczta głosowa. O czym u diabła Elara myślała? Co ona wyczyniała?

Koniec końców chwyciłem kubek kawy z rąk Zane'a i wybiegłem z biura. — Podstaw mój samochód! — krzyknąłem do niego.

Wyszedłem na zewnątrz i czekałem, aż auto podjedzie. Stojąc tam, wybierałem numer Elary raz za razem i za każdym razem lądowałem na poczcie głosowej.

— Elara — powiedziałem do telefonu — oddzwoń do mnie natychmiast. Właśnie jadę do domu.

Samochód podjechał, a ja usiadłem za kierownicą, wydając z siebie cichy warkot. Nie mogłem prowadzić w panice. Wystarczyło już, że w środku poranka widziano mnie publicznie w eleganckiej koszuli i spodniach od smokingu. Wyglądałem, jakbym odbywał właśnie swój marsz wstydu.

Nie — powiedziałem sobie — nie ma opcji, żeby Elara naprawdę chciała się rozstać. Nie zamierzałem się z nią żenić, to prawda, ale wciąż byłem bogaty i wpływowy, a ona potrzebowała kogoś do pomocy przy tym dziecku, które tak uparła się urodzić.

Nie, ona na pewno czekała na mnie w domu i kiedy tylko tam dotrę, porozmawiamy. Przemówię jej do rozsądku, zaoferuję więcej pieniędzy i wszystko będzie dobrze.

Powiedziałem to na głos w samochodzie: — Wszystko będzie dobrze. Wyjaśnię jej to i wszystko się ułoży.

Pieniądze. Wiedziałem, że to jest klucz. Elara miała wiele wspaniałych cech i, co było jakimś kosmicznym żartem, była moją przeznaczoną partnerką, ale wiedziałem, że jej priorytetem są pieniądze.

Poznaliśmy się w restauracji, kiedy podeszła do mojego stolika i zapytała, czy chciałbym coś do picia przed złożeniem zamówienia. Spojrzałem w górę i po prostu wiedziałem, a z nią było niemal dokładnie tak samo. Na szczęście jadłem wtedy obiad sam.

W tamtych wczesnych dniach, kiedy dopiero się poznawaliśmy, przychodziłem do tej restauracji tak często, że stałem się jej „stałym bywalcem”, a inni kelnerzy często żartowali sobie z mojego związku z Elarą, która powiedziała mi, że jest studentką sztuki.

Jakieś dwa tygodnie po naszym zapoznaniu siedziałem przy swoim zwykłym stoliku, czekając na nią, kiedy usłyszałem, jak rozmawia w przejściu między kuchnią a salą dla gości. Nie wiedziała jeszcze, że tam jestem, a wszyscy gratulowali jej, że „złowiła” taką grubą rybę. Wielu z nich planowało kariery artystyczne, w większości byli aktorami, i rozmawiali o tym, w jak wspaniały sposób będę mógł ją utrzymywać.

Ku mojemu dyskomfortowi przytaknęła, śmiejąc się, że zapewnię jej bezpieczną przyszłość, dzięki czemu nie będzie musiała głodować dla swojej sztuki. Wszyscy kelnerzy wybuchnęli śmiechem, dopóki nie podszedł menadżer i nie kazał im przestać zbierać się w przejściu i wracać do pracy.

Elara wyłoniła się z tacą w dłoni i posłała mi nonszalancki uśmiech na powitanie, widząc, że tam siedzę. Wtedy poznałem swoje miejsce w jej życiu i chociaż było to niemal równie rozczarowujące, co odkrycie, że moja partnerka jest człowiekiem, po prostu wyszedłem, nie mówiąc ani słowa.

Jednak w domu dotarło do mnie, że jej pragnienie stabilizacji finansowej jest w pełni uzasadnione. Związki mogły opierać się na transakcjach; po prostu moja reakcja była przesadzona. Uświadomiłem sobie nawet, że powinienem odczuwać ulgę, ponieważ Elarze nie będzie przeszkadzało to, że żenię się z powodów politycznych, o ile będę płacił jej rachunki.

Świadomość, że Elarą kierują pieniądze, oznaczała, że musiałem dawać jej tylko tyle, by ją przy sobie zatrzymać. Nie myślałem o dzieciach, a tym bardziej o tym, że będzie nosić ludzki płód, ale to w końcu sprowadzało się tylko do jeszcze większej ilości pieniędzy.

Wszystko się ułoży, tłumaczyłem sobie, a moje ramiona rozluźniły się, gdy wjeżdżałem na podjazd przed naszym domem.

Jednak w momencie, gdy otworzyłem drzwi z garażu do przedpokoju, od razu zorientowałem się, że coś jest nie tak. Zacznijmy od tego, że dom był całkowicie pusty i nie słyszałem bicia żadnego innego serca oprócz swojego. Poza tym unosił się w nim zaduch, jakby opuszczono go dawno temu.

Wszedłem do salonu, gdzie mój wzrok przykuł jakiś malutki przedmiot leżący na stoliku kawowym. Podniosłem to i zobaczyłem, że to karta SIM. Czy Elara to zostawiła? Czy zrobiła to celowo, żebym nie mógł namierzyć jej lokalizacji?

Czy ona naprawdę odeszła ode mnie?

Mój telefon zadzwonił, a ja odebrałem go z nadzieją, ale okazało się, że to tylko Vespera.

— Tak? — zapytałem ją.

— Dlaczego cię tu nie ma?

— Gdzie? — Rozglądałem się na boki, próbując dostrzec, czy czegoś brakuje. Postanowiłem sprawdzić na górze.

— U Tiffany'ego, oczywiście. Mieliśmy wybierać pierścionek zaręczynowy, pamiętasz?

— Co powiedziałaś Elarze? — zażądałem odpowiedzi.

— Słucham?

— Zniknęła. To twoja sprawa. Co jej powiedziałaś?

— Cóż, wcale nie musiałam dużo mówić. Po prostu dałam jej trochę pieniędzy i kazałam jej przerwać ciążę i nigdy więcej nie wracać. Wydawała się szczęśliwa, że może odejść.

Zatrzymałem się w połowie schodów. Na ścianie wisiała akwarela, szkolny projekt Elary. — Szczęśliwa? — powtórzyłem.

— Tak. Dosłownie rzuciła się na pieniądze. Podpisałyśmy umowę, więc nie musimy się już martwić, że będzie nas niepokoić.

Obraz namalowany akwarelą rozmył się w moich oczach, ale to wcale nie łzy je wypełniły, a czysta furia. Ta poszukiwaczka majątków wybrała najszybszą drogę ewakuacji z naszego związku, mimo mojego bogactwa i mimo tego, że o nią dbałem. Czy w ogóle zawahała się przed wyrażeniem zgody na odejście?

Czy kiedykolwiek naprawdę zależało jej na mnie? Nie mówiąc już o miłości, o której tak ciągle mnie zapewniała?

Cóż, z tej cholernej akwareli nie uzyskam żadnych odpowiedzi.

— Będę u Tiffany'ego wkrótce — powiedziałem Vesperze i rozłączyłem się. Następnie wykręciłem inny numer.

— Słucham, proszę pana? — odezwał się Zane.

— Elara odeszła. Musisz ją znaleźć. Nie obchodzi mnie, ile to będzie kosztować.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki