Perspektywa Elary
Mój przyjaciel i dawny kolega ze starszego rocznika, Ronan Sterling, stał tam w smokingu; jego szpakowate włosy, które zazwyczaj tworzyły wokół jego głowy swoistą, rozczochraną aureolę, były starannie zaczesane, a jego z reguły ubrudzone farbą dłonie – czyste i z błyszczącymi, świeżo wypielęgnowanymi paznokciami.
— Ronan? — zapytałam.
Uśmiechnął się do mnie, a następnie przeniósł wzrok na pracownika hotelu. — Jest ze mną — oznajmił z autorytetem.
Znowu się zdziwiłam. Ronan był alfą? Ludzie na uniwersytecie zakładali, że jest betą, a on nie wyprowadzał ich z błędu. Z drugiej strony, mógłby spotkać się z niechęcią; alfowie rzadko wybierali karierę artystyczną.
To nie było dla nich wystarczająco „wpływowe”.
Teraz podał mi ramię, które przyjęłam. — Wyglądasz dziś uroczo, Elaro — powiedział.
— Ty sam też potrafisz całkiem nieźle się odpicować — odpowiedziałam z uśmiechem, gdy prowadził mnie do środka sali, która była bogato udekorowana i wprost roiła się od gości. Vespera miała rację: wiele z tych osób ewidentnie nie było alfami.
— Co cię sprowadza na tę nudną, przeznaczoną tylko dla alfów imprezę, moja droga? — zapytał Ronan.
— Jest tu mój przeznaczony partner — odpowiedziałam stanowczo. Vespera mogła za niego wyjść, ale to ja zostałam mu przeznaczona. Wciąż to miałam.
— Kto to taki? — zapytał z miłym zaskoczeniem.
— Kaelen Vance.
Ronan zamarł w pół kroku i spojrzał na mnie z niesamowicie złożoną mieszanką emocji. — Kandydat na prezydenta Kaelen Vance?
— Ten sam. — Wzięłam się w garść, czekając, aż zacznie się śmiać albo spojrzy na mnie z litością.
Nie zrobił żadnej z tych rzeczy, mówiąc tylko:
— Rozumiem.
Czekałam, podczas gdy ludzie wokół nas tańczyli, pili i wymieniali uprzejmości.
— Dzisiejsze przyjęcie to nie tylko świętowanie kandydatury Kaelena, ale także ogłoszenie jego zaręczyn z Vesperą Vander — powiedział Ronan, a ja zastanawiałam się, czy moje zrujnowane życie wypisane jest na mojej twarzy.
Tym razem to ja powiedziałam:
— Rozumiem.
Było jasne, że ostrożnie dobiera słowa. — W kręgu Alfów powszechnie wiadomo, że Kaelen i Vespera są zaręczeni od piętnastego roku życia.
Skinęłam głową i jakimś cudem udało mi się utrzymać pogodny wyraz twarzy. Od piętnastego roku życia. To oznacza, że nie chodzi tu wcale o jego start w wyborach prezydenckich ani o korporacyjne plany.
Zaraz potem nadeszła jeszcze gorsza myśl: Kaelen był już zaręczony, kiedy się poznaliśmy. Wszyscy alfowie o tym wiedzieli, ale ja nigdy nie byłam na tyle ważna, by mi o tym powiedzieć.
Nic dziwnego, że tak opierał się naszemu związkowi na samym początku. Musiał być tak bardzo rozczarowany faktem, że jestem człowiekiem. Prawdopodobnie sądził, że robi mi przysługę, czyniąc ze mnie kobietę do ogrzewania mu łóżka.
Ronan odwrócił ode mnie wzrok, a ja zauważyłam, jak Vespera wchodzi na niewielkie podwyższenie, na którym grał zespół. Muzyka ucichła, a ona z uśmiechem omiotła wzrokiem tłum.
— Dziękuję wam wszystkim za przybycie dzisiejszego wieczoru — powiedziała, a jej potężny głos alfy bez trudu dotarł do zgromadzonych. — Jak wielu z was wie, Kaelen i ja jesteśmy tu nie tylko po to, by podziękować wam za poparcie jego kandydatury na Prezydenta Alfa, ale także po to, byście mogli dołączyć do nas w świętowaniu naszego oficjalnego ogłoszenia uroczystego przyjęcia zaręczynowego, które odbędzie się w przyszłym miesiącu, oczywiście podczas pełni księżyca.
Rozległy się burzliwe brawa i zewsząd płynęły serdeczne gratulacje. Patrzyłam, jak uśmiechnięty Kaelen stoi u boku Vespery z kieliszkiem szampana w dłoni. Spadło konfetti, a tłum wiwatował. Nigdy nie widziałam Kaelena tak szczęśliwego.
Nie mogłam uwierzyć, że jeszcze dziś rano sądziłam, że nasze dziecko połączy nas węzłem małżeńskim. On nigdy nie zamierzał ze mną być. Poczułam przeszywający ból w sercu, a zaraz potem kolejny w żołądku.
Przeszła przeze mnie fala zawrotów głowy i przypomniałam sobie, że nie jadłam niczego od czasu śniadania. Ale ból brzucha tylko przybrał na sile i nie byłam w stanie powstrzymać ciemności, która przysłoniła mi wzrok.
Kiedy się obudziłam, byłam w szpitalu. Zobaczyłam od razu, że moje łóżko znajduje się w prywatnej sali, a po prawej stronie znajdowało się duże okno, przez które widziałam wstający świt.
Po lewej stronie siedziała postać, której rozpoznanie zajęło mi dłuższą chwilę, tak desperacko pragnęłam, by był to Kaelen. Ale to Ronan siedział na krześle, wciąż ubrany w smoking.
Jego łagodne oczy obserwowały, jak z trudem wracam do pełnej świadomości.
— Co się stało? — zapytałam.
— Zemdlałaś, moja droga — powiedział delikatnie.
Moja twarz zapłonęła z zażenowania. — Na oczach wszystkich?
Pokręcił głową. — Byłaś bardzo pełna wdzięku, a jeden z kelnerów pomógł mi wynieść cię z sali. Biorąc pod uwagę całe to świętowanie, nie sądzę, żeby ktokolwiek w ogóle coś zauważył.
— Przynajmniej tyle — powiedziałam słabo.
Ronan spojrzał na mnie z troską. — Musiałem powiedzieć, że jestem z rodziny, żeby móc tu z tobą zostać, a lekarka powiedziała mi o twojej ciąży. Dodała też, że byłaś odwodniona. — Skinął głową w stronę kroplówki podłączonej do mojego ramienia.
— Rozumiem — odparłam. Bardzo często to ostatnio powtarzałam. Otrząsnęłam się z tego. — Bardzo dziękuję za pomoc.
— Przyznaję, że byłem więcej niż zaniepokojony, kiedy powiedziałaś, że Kaelen to twój przeznaczony partner. Naprawdę nie wiedziałaś o Vesperze?
Pokręciłam głową.
— A więc tak. — Westchnął. — Nie masz partnera, jesteś w ciąży i, jeśli jesteś choć trochę podobna do mnie, toniesz w kredytach studenckich.
Skinęłam głową, czując, jak mój żołądek skręca się z niepokoju. W oczach wzbierały mi łzy, a wszystko wydawało się tak ponure, wręcz beznadziejne.
Cisza stawała się nieznośna, kiedy Ronan w końcu przemówił. — Uważam, że powinnaś zostawić Kaelena.
Spojrzałam na niego w szoku.
— Wiem, że twoim planem po ukończeniu studiów było zorganizowanie pierwszej wystawy poza kampusem — kontynuował. — Mówiłem, że ci w tym pomogę i nie rzucałem słów na wiatr.
— Nie rozumiem — powiedziałam, znów zaczynając odczuwać odrętwienie. — Zmieniłeś zdanie? — Czyżbym nie była już warta jego zachodu?
Spojrzał na mnie z zaskoczeniem. — Nie, nadal mam taki zamiar. Po prostu... cóż, czy planujesz zatrzymać to dziecko?
Wyprostowałam się lekko. — Absolutnie.
Skinął głową, wyglądając na poważniejszego niż zwykle. — Tak też myślałem. Z pewnością zdajesz sobie sprawę z tego, że w świetle kontroli, jakiej poddawany jest teraz Kaelen, twój status jego przeznaczonej partnerki, w obliczu jego ślubu z alfą, wyjdzie na jaw?
— Tak. — Miał pełne prawo wyglądać tak poważnie. Otarłam łzę, która wypłynęła mi z lewego oka.
— Pozwól więc, że pomogę ci we właściwy sposób — powiedział. — Masz rzadki i bezcenny talent, a Oravon to pod wieloma względami wspaniały kraj, jednak uparcie trzyma się przestarzałych tradycji, nawet gdy politycy rzucają gołosłowne obietnice o równości wilków i ludzi.
Czyżby jednak tliła się w tym wszystkim jakaś nadzieja? — Co masz na myśli? — zapytałam.
— Jestem jednym z czworga dzieci — odparł — więc rodzinny biznes bynajmniej nie spoczywa na moich barkach. Valerac to mniejszy, mniej zamożny kraj niż Oravon, ale to wspaniałe miejsce do życia, mające niesamowitą kulturę artystyczną. Przeprowadzam się tam, by dołączyć do programu inkubatora sztuki.
Uśmiechnął się, ożywiając się na ten temat. — Każdego miesiąca artyści otrzymują skromne, lecz w pełni wystarczające do życia stypendium, by wspierać ich pracę, a celem tego wszystkiego jest stworzenie dużej wystawy w ciągu dwóch lat. Witają tam z otwartymi ramionami ludzi oraz wszystkie klasy wilkołaków, bez jakichkolwiek uprzedzeń.
— Brzmi cudownie — powiedziałam szczerze.
— Ty, moja droga, błyszczałabyś tam. Wiem o tym.
— Ja?
— Tak. — Skinął głową i ujął moją dłoń. — Wyjeżdżam jutro. Poszedłem na to przyjęcie wczorajszego wieczoru głównie po to, by pożegnać się z kilkoma znajomymi. Chcę zamienić to w wycieczkę objazdową, pozwiedzać i zajmie to około trzech tygodni.
Uśmiechnął się. — Jedź ze mną.
— Ja? — zapytałam głupkowato.
— Tak.
Próbowałam przyswoić to, co właśnie powiedział. — Po prostu wyjechać? — zapytałam. — Jutro?
Sama myśl o opuszczeniu Kaelena wywołała fizyczny ból w mojej piersi, a teraz płakałam już na dobre. Ronan ścisnął moje dłonie i mruczał:
— Wszystko będzie dobrze.
— Ale ja nie mam nic zaplanowanego, a moje obrazy wciąż są na uczelni.
Leżąc tam i patrząc na mojego przyjaciela, nie potrafiłam wymyślić lepszego planu, ale z drugiej strony nie chciałam obarczać Ronana moimi problemami.
Ronan uśmiechnął się do mnie ze szczerym współczuciem. — Jeśli problemem są pieniądze, mam odłożone trochę gotówki, którą mogę ci pożyczyć. Zwrócisz mi bez kłopotu, jak tylko zaczniesz wystawiać swoje prace. A jeśli chodzi o obrazy, mogę zlecić ich profesjonalne spakowanie razem z moimi i wysłanie do nas.
Pokręcił głową. — Ale nie możesz zostać z takim alfą tylko dlatego, że tego nie zaplanowałaś i że go kochałaś. Dorastając jako alfa, widziałem naprawdę dużo. Z całą pewnością będziesz tego żałować, jeśli zdecydujesz się teraz zostać, i to wkrótce.
— Dziękuję — wyszeptałam, doskonale zdając sobie sprawę, że moja twarz jest mokra i opuchnięta od łez. — Tak, proszę i naprawdę bardzo ci dziękuję.
Prawdę mówiąc, już kilka miesięcy temu zostałam zaproszona do tego programu przez Fundację Sztuki w Valerac, ale odrzuciłam propozycję, nie chcąc być z dala od Kaelena. Leżąc tam i patrząc na mojego przyjaciela, czułam, że nie chcę zrzucać na barki Ronana moich problemów, ale z drugiej strony, nie widziałam dla siebie lepszego wyjścia.
Wyglądał na szczęśliwego i, co lepsze, na dumniego z siebie.
Świt ustąpił miejsca porankowi, kiedy wypisano mnie ze szpitala i Ronan odwiózł mnie do domu. W sekundzie, w której zobaczyłam ten budynek, uświadomiłam sobie, że Ronan miał rację; samo myślenie o tym domu, niosącym tak wiele szczęśliwych wspomnień, po prostu mnie zabijało.
Tak jak obiecał Ronan, obrazy z mojej pracowni rysunkowej miały zostać spakowane i wysłane później razem z jego rzeczami. Pozostawiłam niedokończone dzieła tam, gdzie stały. Pomyślałam o niepewnych i zagubionych pociągnięciach pędzla na moim obecnym płótnie. Nigdy bym nie żałowała, że już więcej nie zobaczę tego dzieła.
Spakowałam to, co miałam najlepszego z materiałów artystycznych i trochę ubrań.
Zdałam sobie sprawę, że wychodzę z domu, jakbym była winna jakiemuś przestępstwu, więc wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Kaelena. Oczywiście nie odebrał. W aktualnościach na moim telefonie zauważyłam, że wiadomość o zaręczynach Kaelena i Vespery zdążyła się już rozejść, a media określały ich mianem idealnie dobranej pary.
Czując jeszcze większy chłód w sercu, wysłałam SMS-a: Rozstańmy się.
Rozejrzałam się po mojej... po sypialni Kaelena, by upewnić się, że nie zostawiłam niczego ważnego. Poczucie straty było niemal przytłaczające, ale wiedziałam, że robię właściwą rzecz. Pozostanie tutaj po prostu nie wchodziło w grę.
Mój telefon zadzwonił. To był Kaelen.
Nigdy w życiu nie oddzwonił tak szybko po nieodebranym połączeniu.






