Emrys wszedł przez drzwi, ze słonecznikami i żółtymi różami w dłoni, a kiedy nasza córka objęła go za nogę, podszedł prosto do mnie z promiennym uśmiechem.
– Moja najdroższa – powiedział, gdy padliśmy sobie w objęcia. Jego zapach, który wcale się nie zmienił, to wciąż kojąca sosna, i przytuliłam go tak mocno, jak to tylko możliwe. Nie było go zaledwie miesiąc; to było dość długo, ale nie najdłuże






