languageJęzyk

3. Kolega

Autor: Aeliana Thorne5 kwi 2026

Obudziłam się we własnym łóżku. Szara bluza Emrysa, którą trzymałam w dłoniach jak kocyk bezpieczeństwa, oraz kołdra ogrzewająca moje ciało sprawiły, że gdy usiadłam, poczułam gorąc. Moja sypialnia nie była duża, ale też nie była mała: liliowe ściany, białe dodatki i dywan, a jedynym źródłem światła była niewielka lampka stojąca na szafce nocnej.

Kiedy ja właściwie zasnęłam?

Na dole usłyszałam, jak drzwi wejściowe otwierają się i zamykają, a mama woła mnie i mojego brata.

Z westchnieniem opadłam z powrotem na łóżko; w głowie dudnił mi rozsadzający ból, więc jęknęłam, przecierając twarz dłońmi, podczas gdy w moich żyłach migotało uczucie samotności i gniewu. Uznając, że lepiej nie marnować wtorkowego wieczoru na leżenie w łóżku, wzięłam szybki prysznic, a potem przebrałam się w świeżą parę legginsów, narzucając bluzę Emrysa na sportowy stanik; siniaki po miejscach, w których Jackson mocno mnie złapał, przybrały brzydki żółto-zielony kolor. Malinki – na całe szczęście – były jedynie jasnoróżowe, ale dla pewności zakryłam je korektorem.

— Cześć, Cece — przywitał mnie tata, gdy znalazłam się na dole akurat w momencie, w którym otwierał drzwi frontowe. Jego niebieskie oczy były szeroko otwarte ze szczęścia, a siwiejące brązowe włosy zaczesane do tyłu.

— Cześć, tatusiu. — Tata szybko mnie przytulił, po czym odwiesił płaszcz i wszedł do kuchni, by przywitać się z mamą. Uśmiechnęli się na swój widok, a ja mogłam się tylko zastanawiać, czy pewnego dnia zrobię to samo wobec mojego przeznaczonego.

Mój telefon zadźwięczał.

„Ce, gdzie dzisiaj byłaś?” — sms od mojej najlepszej przyjaciółki, Ostany.

„Chora” — odpisałam, przygryzając wargę, gdy na moich barkach zaciążyło poczucie winy. Szybko odpisała „wracaj do zdrowia” i zapytała, czy nadal możemy się spotkać w niedzielę – w dzień po mojej słodkiej szesnastce – na co uśmiechnęłam się i odpisałam „totalnie!”.

— Gdzie Emrys? — Głos taty przerwał moje myśli, gdy zaczął pomagać mamie nakrywać do stołu. Przeszył mnie niepokój, a moje ciało zalało się zimnym potem, gdy przypomniały mi się urywki mojej popołudniowej historii wykrzyczanej przez łzy do Emrysa. — Zaraz kolacja.

— Pójdę po niego. — Słowa wypłynęły z moich ust tak szybko, że mama i tata jednocześnie unieśli brwi; mama posłała mi podejrzliwe spojrzenie, a tata wyglądał na całkowicie zdezorientowanego.

Czy on poszedł szukać Jacksona? Wycofując się z kuchni, wbiegłam po schodach i, nie zawracając sobie głowy pukaniem, otworzyłam drzwi sypialni Emrysa; na moje policzki wpłynął rumieniec, gdy odwrócił się zaskoczony.

Jego czarny ręcznik wisiał niebezpiecznie nisko na biodrach, a woda spływała po jego czarnych lokach, opadając na wyrzeźbioną, złocistą klatkę piersiową, by powoli zsunąć się w dół. Zapach deszczu i cedru zamglił moje myśli, gdy wpatrywałam się w niego w całej jego okazałości – zaraz, nie... To jest mój brat! Dlaczego w ogóle tak myślę?

Emrys odchrząknął, a cień uśmieszku pojawił się i zniknął na jego twarzy tak szybko, że mogłam to sobie tylko wyobrazić; szybko podniosłam wzrok, by spojrzeć mu w oczy. Uniósł pytająco brew, gdy moje policzki przybrały kolor wozu strażackiego. — Ja, em... — Wszystkie myśli odpłynęły z mojej głowy, gdy Emrys skrzyżował ramiona. Kiedy on stał się tak muskularny?

— Ty co?

— Em. — Zamykając oczy i wyrzucając z głowy wszelkie myśli o bzdurach rodem z Alabamy, wzięłam głęboki oddech i pośpiesznie wyrzuciłam z siebie słowa: — Mama i tata powiedzieli, że kolacja jest gotowa, a ja chciałam sprawdzić, czy zabiłeś Jacksona, czego najwyraźniej nie zrobiłeś, i po prostu się martwiłam, i ja...

Emrys położył dłoń na moim ramieniu, powstrzymując mnie przed dalszym bełkotem. Otwierając stalowoniebieskie oczy, napotkałam jego burzowe spojrzenie i przeszły mnie dreszcze. Uśmiechnął się. — Masz na sobie moją bluzę.

— Tak — urwałam, skupiając wzrok na jego niechlujnym stosie książek. Pokój Emrysa znacznie różnił się od mojego: pełen czerni i ciemnych szarości, zabałaganiony książkami, papierami i kilkoma ubraniami, a ponadto miał do niego przylegającą własną łazienkę. — Była ciepła.

— A teraz też jest? — Zrobił krok w moją stronę; zapach deszczu i cedru stawał się coraz bardziej uzależniający, a drobne mrowienie zatańczyło tam, gdzie dotknął mojego ramienia. Wyrwałam się z jego uścisku, odwróciłam się na pięcie i bez słowa zeszłam z powrotem na dół.

*

— Słyszałam, że Dillion kończy jutro szesnaście lat — szepnęła Ostana, gdy pracowałyśmy nad projektem z angielskiego. Pani Briggs obserwowała w ciszy klasę ze swojego biurka, obrzucając wszystkich złowrogim spojrzeniem. — Więc jeśli Księżycowa Bogini kocha ciebie albo mnie, będzie przeznaczonym którejś z nas.

— Nie, dziękuję. — Z jakiegoś powodu moje myśli powędrowały w kierunku Emrysa. Uśmiechnęłam się i skończyłam przepisywać notatki z poezji, po czym spojrzałam na moją najlepszą przyjaciółkę; jej skóra w odcieniu mokki i miodowe migdałowe oczy były idealnie dopełniane przez gładkie czarne włosy, upięte w wysoki kucyk. Ostana miała już szesnaście lat, po prostu wciąż jeszcze nie znalazła swojego przeznaczonego. — Dillion wydaje się być trochę głupkowaty.

Zaśmiała się cicho i przytaknęła. Dillion Grives był sportowcem i najbardziej stereotypowym studentem z bractwa, jakiego można było spotkać; piaskowe włosy, zielone oczy, wysoki... Miał to, co uwielbiała większość dziewczyn, tyle że brakowało mu mózgu. Nad nami światła zabrzęczały i zamigotały na chwilę, zanim się uciszyły i zaczęły świecić ciągłym światłem.

— Nadal wpadasz w niedzielę? — szepnęłam cicho, spoglądając na zegar; zostało nam tylko pięć minut do końca tego koszmarnego dnia. Przez cały dzień unikałam Jacksona i jego onyksowego spojrzenia.

— Nie — Ostana skrzywiła się i zaczęła chować notatki do zielonego segregatora, a ja powtórzyłam jej ruchy. — Mój ojciec musi pomóc Alfie Thomasowi, a ponieważ ja jestem następna w kolejce do zajęcia stanowiska mojego ojca jako Delta, muszę pojechać z nimi. Mama również jedzie.

Dzwonek szkolny głośno przerwał naszą rozmowę, odbijając się echem od betonowych ścian, podczas gdy moi rówieśnicy wylegli z klasy, a ich rozmowy i śmiechy wypełniły korytarze.

Poszłyśmy z Ostaną do jej toyoty highlander i ruszyłyśmy do mojego domu. Na podjeździe, obok mustanga Emrysa, stał znajomy, wiśniowoczerwony chevy chevelle z 1970 roku. Jęknęłam, gdy Ostana głośno pisnęła.

— O moja Bogini! — Zatykając uszy w reakcji na jej wrzask, zaśmiałam się na widok jej rozpromienionej twarzy. — Proszę, powiedz mi, że to samochód Lakera.

Odetkałam uszy, gdy Ostana zaparkowała wzdłuż drogi na wysokości mojego trawnika i wyłączyła silnik swojej toyoty, a głos Harry'ego Stylesa powoli ucichł. — Owszem, to jego. — Ostana w rekordowym czasie wyskoczyła z auta i ruszyła podjazdem, a moje nogi pobiegły, by dotrzymać jej kroku.

— Jest tak kurwa gorący. — Wkładając klucz do zamka, sapnęłam z irytacji, gdy niemal się zaciął. — Pospiesz się, suko, chcę zobaczyć ten kawał mięsa. — Ostana podskoczyła z radości, gdy usłyszała kliknięcie zamka i wyciągnęłam klucz. — Czy zdjęcia naprawdę oddają to, jak wygląda na żywo?

— Insta-stalkowałaś go? — zaśmiałam się, gdy weszłyśmy przez drzwi, a Ostana upewniała się, że na jej białym swetrze i legginsach nie ma żadnych zagnieceń; ja miałam na sobie w zasadzie to samo, tylko mój sweter był czarny.

— Oczywiście! — szepnęła. Z kuchni dobiegł nas głośny śmiech. Ostana chwyciła mnie za rękę i pociągnęła do jadalni; obaj chłopcy siedzieli przy kuchennym blacie.

Laker był ubrany w białą koszulkę, podarte dżinsy i krótkie botki do kostek; miał zaczesane do tyłu ciemnobrązowe włosy, a te jego lodowato zielone oczy doskonale współgrały z mocną opalenizną. Emrys z kolei miał na sobie granatowy T-shirt pod skórzaną kurtką, czarne dżinsy i ciężkie buty; jego czarne włosy układały się idealnie, gdy rozmawiał z najlepszym przyjacielem.

Ostana zamarła tuż obok mnie. Śmiech Lakera ucichł, gdy chłopak znieruchomiał; w tej samej chwili napotkali swoje spojrzenia i wypowiedzieli jednocześnie jedno słowo.

— Przeznaczenie.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: 3. Kolega - Zakazany partner: Przez brata Alfa. | StoriesNook