Po skończeniu zadania Kaelie usiadła na łóżku i zaczęła grać w grę.
Przerwało jej pukanie do drzwi. Wstała i otworzyła.
– Kaelie, to ja – rozległ się głos jej dziadka.
Słysząc go, Kaelie odsunęła się, by wpuścić Arthura. – Dziadku, co się stało?
Wchodząc do pokoju, Arthur oparł się na niej, szukając wsparcia.
– Kaelie, powiedz mi, co tak naprawdę wydarzyło się pięć lat temu. Jesteś moją wnuczką i nie pozwolę, by ci, którzy cię skrzywdzili, pozostali bezkarni.
– Dziadku, nie musisz się tym martwić. Sama sobie z tym poradzę. – Arthur był już stary; nie było potrzeby, by stresował się jej problemami.
– Wiem, że cię zraniono – powiedział Arthur z ciężkim sercem. – Pięć lat temu nie było mnie tu, by cię chronić. Ale teraz, gdy wróciłem, nikt nie ośmieli się cię dręczyć. Skup się na nauce, a resztę zostaw mnie. – Wręczył jej kartę. – Weź to. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, kup to. Jeśli skończą ci się pieniądze, dam ci więcej. Nie pozwól sobie cierpieć, rozumiesz? Dziewczyna w twoim wieku powinna cieszyć się strojeniem i być szczęśliwa.
Gardło Kaelie zacisnęło się od ciepła, którego nie czuła od tak dawna. Nawet ktoś tak silny jak ona nie mógł oprzeć się wzruszeniu.
– Dziękuję, dziadku.
Choć była już znacznie bogatsza niż cała rodzina Ashcroftów razem wzięta, nie potrafiła odrzucić jego dobroci.
Tego popołudnia, gdy tylko Kaelie dotarła do szkoły, Sola Rock znów do niej zadzwoniła.
Znajdując spokojny kąt, Kaelie odebrała.
– Wraith, czy komuś ostatnio podpadłaś? – zapytała Sola Rock.
– Podpadam ludziom każdego dnia – odparła sucho Kaelie. Nawet jeśli nikogo nie prowokowała, kłopoty zawsze same ją znajdowały.
– Kojarzysz Vandermere Global? Węszą wokół ciebie. Głośno o tym w całym Zakonie Sky-shard.
– Vandermere Global? – Ton Kaelie pozostał nonszalancki. – Zrozumiałam.
– Bądź ostrożna. Vandermere Global to nie są ludzie, z którymi chciałabyś zadzierać. W Monterrze nie ma potężniejszej korporacji od nich. A ich dyrektor generalny, Killian, jest alfą Watahy Umbra-Veil — najsilniejszym Likanem na kontynencie.
– Wiem. – Kaelie nadal nie wydawała się przejęta. – Nie kontaktuj się ze mną przez jakiś czas.
Zanim Sola Rock zdążyła odpowiedzieć, Kaelie się rozłączyła.
Ze względu na dziadka pragnęła kilku spokojnych, zwyczajnych dni.
Wracając do klasy, Kaelie zauważyła dziwne spojrzenia reszty uczniów, ale nie zwracała na nie uwagi.
Bria prychnęła z pogardą, widząc Kaelie. Niezależnie od tego, czy to było pięć lat temu, czy teraz, Kaelie zawsze potrafiła ją zirytować.
Gdy skończyła się pierwsza lekcja, Kaelie wstała, by udać się do łazienki. Dziewczyna z rzędu przed nią ruszyła za nią.
– Cześć, Kaelie! Jestem Elara Vandermere – powiedziała radośnie dziewczyna. Była drobna, o uroczej aparycji i dużych, błyszczących oczach.
Kaelie odpowiedziała jej krótkim skinieniem głowy, ale nie zwalniała kroku.
– Czekaj, Kaelie! – zawołała Elara, z trudem dotrzymując kroku dłuższym susom Kaelie.
– O co chodzi? – zapytała Kaelie, nie wyczuwając od dziewczyny żadnych złych intencji.
– Opublikowali zdjęcia z twojej bójki na szkolnym forum. Wyglądałaś tak super! – Twarz Elary rozjaśniła się podziwem.
– Zdjęcia? – zapytała Kaelie, mrużąc oczy.
Elara podała jej swój telefon.
– Mogę za tobą chodzić? Proszę? – zapytała Elara z uśmiechem.
– Nie.
Kaelie przejrzała zdjęcia, widząc, że forum pełne jest dyskusji o jej przeszłości — oskarżeń o to, że jest niesforna i bezwstydna.
– Kaelie, nie przejmuj się tym. Ci ludzie tylko plotkują — nic nie wiedzą – powiedziała poważnie Elara.
– Wracaj. Nie kręć się wokół mnie – odparła szorstko Kaelie.
– Dlaczego nie? Naprawdę cię lubię! – Elara nie zraziła się chłodnym zachowaniem Kaelie.
Kaelie zorientowała się, że nie potrafi nie lubić Elary, która wydawała się nieszkodliwa i szczera. Wzruszyła ramionami i pozwoliła dziewczynie iść za sobą.
– Kaelie, nauczysz mnie walczyć? – zapytała Elara z szeroko otwartymi, pełnymi nadziei oczami. – Ja też nie mam wilka, ale chcę być tak fajna jak ty!
– Nie.
– Dlaczego nie? – Elara wydęła wargi. – Nie lubisz mnie?
– Nie.
– Dlaczego nie? Nie jestem wystarczająco urocza? – droczyła się Elara, posyłając jej figlarny uśmiech.
Gdy Kaelie nie odpowiedziała, Elara ciągnęła niezrażona. – W porządku. Polubisz mnie, kiedy lepiej mnie poznasz.
Tymczasem w klasie Bria z pogardą obserwowała tę dwójkę.
– Bria, spójrz! Elara zadaje się z Kaelie – zauważyła jedna z uczennic z klasy.
– Hmph, ta Elara. Potrzebuje lekcji, by zrozumieć, kto tu rządzi – powiedziała chłodno Bria. – Dopilnuję, by wszyscy izolowali i dręczyli Kaelie, dopóki nie zostanie zmuszona do opuszczenia Noverii.
– Zrozumiałam. Każdy, kto zadaje się z Kaelie, nie może być niczym dobrym – wtrąciła inna dziewczyna. Wielu złościła uroda i sukcesy w nauce Elary, które ich zdaniem marnowały się na kogoś bez prestiżowego pochodzenia rodzinnego — czy wilka.
Gdy zadzwonił dzwonek, Elara podążyła za Kaelie z powrotem do klasy. Kaelie usiadła w ostatnim rzędzie, podczas gdy Elara, jako że była niższa, siedziała w trzecim. Kiedy Elara szła na swoje miejsce, ktoś wystawił nogę, podstawiając jej haka.
Elara potknęła się, lecąc do przodu, ale zanim uderzyła w ziemię, Kaelie odwróciła się błyskawicznie i ją złapała.
– Kto to zrobił? – Ostre spojrzenie Kaelie omiotło salę, natychmiast uciszając wszystkich.
Elara, wciąż wstrząśnięta, rozejrzała się nerwowo. Wiedziała, że wielu w klasie nie lubiło Kaelie, ale nie spodziewała się, że wezmą ją na celownik tak szybko.
– Kaelie, nic mi nie jest – powiedziała szybko Elara, mając nadzieję, że zapobiegnie to konfrontacji.
Dziewczyna, która podstawiła jej nogę, Zaya Rourke, zawahała się, a potem wstała, próbując przybrać wyzywający wyraz twarzy. – Sama się potknęła. Co to ma wspólnego ze mną? I co, zamierzasz się ze mną bić?
Kaelie pomogła Elarze wstać, po czym ruszyła w stronę Zayi powolnymi, stanowczymi krokami.
– Przeproś – zażądała, a jej głos był lodowaty i władczy.






