– Dziękuję, dziadku. – Kaelie poczuła w sercu rzadkie ciepło.
Dziadek był jedyną osobą w rodzinie, która wierzyła w nią bezwarunkowo i bez żadnych ukrytych motywów.
– Dziecko, po co te podziękowania między nami? – powiedział Arthur Ashcroft z łagodnym uśmiechem. – Edmundzie, przygotuj pokój dla Kae. – Jego nastrój wyraźnie się poprawił na sam jej widok. – Eleanor, jutro zajmiesz się przeniesieniem Kaelie do nowej szkoły.
– Tato, Kaelie została wyrzucona pięć lat temu. Wątpię, by jakakolwiek szkoła chciała ją teraz przyjąć – odparła z wahaniem Eleanor Ashcroft.
To nie było Ferndale, gdzie same pieniądze wystarczyłyby, by zapewnić Kaelie miejsce w placówce.
– Zostanie przeniesiona do Noveria Prep – rzekł Arthur, ignorując protesty Eleanor.
– Tato, czy ty myślisz, że Noveria Prep to supermarket, do którego każdy może sobie wejść? To najbardziej prestiżowe liceum w Noverii! Nawet Sloanie musiała ciężko pracować, żeby się tam dostać.
– Dziadku, nie musisz zawracać sobie głowy moimi sprawami – powiedziała spokojnie Kaelie. Wróciła do Noverii i do rezydencji Ashcroftów tylko po to, by go zobaczyć. – Poza tym mam własne lokum. Nie będę tu mieszkać.
Wyraz twarzy Arthura spochmurniał na te słowa.
– Kaelie, jak już mówiłem, nikt nie będzie cię gnębił, dopóki tu jestem. Losy rodziny Ashcroft będą pewnego dnia zależeć od ciebie.
– Dziadku, a co ona ma do zaoferowania? – zakpiła Sloane. – Jedyne, co potrafi, to bić się i zadawać z nędznymi Łotrami.
– Bezczelne dziecko! – Głos Arthura zagrzmiał, a pokój wypełnił ciężar jego Aury Alfy. Wszyscy zamarli, wstrzymując oddech, zbyt przerażeni, by wykrztusić choć słowo.
– Sloane, jeśli powiesz coś jeszcze, wyrzucę cię z rodziny Ashcroft i z watahy Winter-lune! – ryknął Arthur. – Co, czy moje słowo straciło moc po zaledwie pięciu latach nieobecności?
Arthur Ashcroft był alfą watahy Winter-lune do czasu, gdy pięć lat temu przekazał tytuł swojemu wnukowi, Tristanowi, i wyruszył, by dołączyć do elitarnych sił Unii Likan w walce przeciwko Domenie Wampirów na granicy.
Teraz, po zwycięstwie Unii Likan, Arthur powrócił. Choć nie był już oficjalnym alfą, jego siła i status budziły bezwzględny szacunek, zwłaszcza dzięki honorom zdobytym na wojnie.
– Kaelie, ty też odmawiasz mi posłuszeństwa? – Arthur skierował uwagę na nią, jego ton złagodniał, ale pozostał stanowczy.
– Dziadku, ja... – Kaelie zawahała się. Gdyby to był ktokolwiek inny, bez wahania odrzuciłaby propozycję.
Ale to był jej dziadek, jedyna osoba, która zawsze przy niej stała.
– Dobrze, pójdę do Noveria Prep – zgodziła się w końcu. Skoro to ostatnia nadzieja dziadka, zrobię to.
– Ale nie będę tu mieszkać – dodała stanowczo. Przebywanie pod jednym dachem z ludźmi, którymi gardziła, było ponad jej siły – mogłaby ich naprawdę pozabijać.
– W porządku – ustąpił Arthur. – Nie będę cię zmuszał. Ale skoro wróciłaś dopiero dzisiejszego wieczoru, spędź tę jedną noc tutaj ze mną.
Kaelie skinęła głową.
– Jest późno, dziadku. Powinieneś odpocząć. Zostanę przez najbliższe kilka dni, żeby dotrzymać ci towarzystwa – powiedziała łagodnie, nie chcąc go bardziej rozczarowywać.
– Dobrze. Starzeję się. Chcę tylko widzieć moją rodzinę żyjącą w harmonii – rzekł Arthur głosem pełnym znaczenia, po czym udał się na górę.
Gdy Arthur wyszedł, Eleanor Ashcroft zabrała Edmunda, by przygotować pokój dla Kaelie. W salonie zostały tylko Kaelie i Sloane.
Sloane przyglądała się Kaelie uważnie. Wydaje się inna, pomyślała. Ale bez względu na to, jak bardzo Kaelie się zmieniła, wciąż była tą samą bezużyteczną dziewczyną co pięć lat temu.
Wtedy Kaelie była najsłabszym likanem w rodzinie Ashcroft – łatwym celem do dręczenia, zbyt bojaźliwym, by się odgryźć.
Teraz, pięć lat później, wciąż była pozbawioną mocy porażką, niemal dorosłą, a mimo to wciąż niezdolną do przebudzenia swojego wilka.
Z kolei Sloane przebudziła swojego wilka trzy lata temu. Pokonanie kogoś takiego jak Kaelie byłoby dla niej tak proste jak rozgniecenie mrówki.
– Kaelie, nie wierzę, że miałaś czelność wrócić. Chcesz, żeby znowu cię wyrzucili? – Pod nieobecność Arthura prawdziwa natura Sloane wyszła na jaw, a jej słowa ociekały okrucieństwem i jadem wykraczającym poza jej wiek.
Kaelie spokojnie wyjęła z kieszeni gumę, odwinęła ją i włożyła do ust, zanim się odezwała.
– Sloane, tak samo jak ty wyrzuciłaś mnie z rodziny Ashcroft i watahy Winter-lune, ja zrobię to samo z tobą – powiedziała chłodno.
Z tymi słowami odwróciła się i weszła na górę.
Sloane kipiała z wściekłości. Jak ta pozbawiona mocy nieudacznica śmie tak do mnie mówić?
Posłała nienawistne spojrzenie w stronę oddalającej się sylwetki Kaelie. Pożałujesz powrotu, Kaelie. Dopilnuję tego.






