languageJęzyk
Strona główna/Wierny/Bez Likana i Zabójcza/Rozdział 4 Nierozerwalne więzi: Alfa i wyrzutek

Rozdział 4 Nierozerwalne więzi: Alfa i wyrzutek

Autor: Adrian Novak15 cze 2026

W momencie, gdy Kaelie wsiadła do samochodu, Varkas ożył.

Gdy tylko Killian zadał pytanie, Varkas odpowiedział z entuzjazmem: „Nie wyczuwam jej wilka, więc nie mogę potwierdzić, czy to moja mate. Ale podoba mi się!”.

„Zabawne, mi też”, odparł Killian.

Choć nie mógł mieć pewności, czy Kaelie jest jego przeznaczoną, zarówno on, jak i Varkas czuli do niej przyciąganie.

Poza tym Killian był pewien, że dziewczyna skrywa wiele tajemnic.

Nieprzebudzona nastolatka nie powinna być w stanie poradzić sobie z wyszkolonymi likanami-najemnikami – a już na pewno nie z piętnastoma naraz, i to z taką lekkością.

Co więcej, zwykłe likany nie potrafiły znieść przytłaczającej mocy jego aury alfy, ale na Kaelie nie robiło to żadnego wrażenia. Wręcz przeciwnie, miała czelność swobodnie sobie z niego żartować.

A to nawet nie wspominając o jej umiejętnościach chirurgicznych i zdolności do usuwania toksyn...

Wszystko w niej tylko pogłębiało ciekawość Killiana.

Jego rozmowa z Varkasem trwała zaledwie chwilę, ale w tym czasie Killian zauważył, że Kaelie wzięła podaną mu wizytówkę, ledwo na nią zerknęła i wrzuciła prosto do torby.

– Studiowałaś medycynę? – Rowan w końcu zadał pytanie, które go nurtowało. Siedemnastolatka potrafiąca usunąć kulę nie była kimś zwyczajnym.

Kaelie pokręciła głową. – Nie. Mój sąsiad jest weterynarzem. Pomagałam mu parę razy.

To nie było do końca kłamstwo.

Jej sąsiad rzeczywiście operował wilki, a po kilkukrotnym przyglądaniu się mu, załapała podstawy.

Likany i wilki nie różniły się od siebie aż tak bardzo.

Rowan zerknął na Killiana z miną trudną do odczytania. „Słyszałeś to, Alfo? Potraktowała cię jak dzikie zwierzę”.

– Weterynarz, który potrafi wyciągać kule? – zapytał Rowan z niedowierzaniem.

– Nigdy wcześniej tego nie robiłam – odparła beztrosko Kaelie. – Po prostu wyglądał, jakby zaraz miał wykitować, więc spróbowałam.

– Wysadźcie mnie na następnym skrzyżowaniu – rzuciła Kaelie do kierowcy.

Kierowca spojrzał na Killiana, który skinął lekko głową na znak zgody.

Gdy dotarli do skrzyżowania, samochód się zatrzymał, a Kaelie wysiadła.

– Panno Ashcroft, na pewno nie potrzebuje pani żadnej pomocy? – zapytał Rowan, pamiętając, że mogła narazić się niewłaściwym ludziom.

– Nie trzeba – rzuciła, machając ręką, po czym zatrzymała taksówkę i odjechała.

– Jest niesamowita – mruknął Rowan, patrząc, jak dziewczyna znika z oczu. Nie spotkał wcześniej takiej likanki – a do tego była olśniewająco piękna. – Alfo, myślisz, że mówi prawdę?

– A jak sądzisz? – Killian nie raczył nawet spojrzeć na Rowana, wciąż wpatrując się w stronę, w którą odjechała Kaelie, z nikłym uśmiechem na ustach. – Jest... interesująca.

Rowan był oszołomiony. Czy Alfa właśnie powiedział, że ona jest interesująca?

– Alfo, chyba nie... nie kręci cię ona? To znaczy, przyznam, że jest piękna – o wiele bardziej uderzająca niż kobiety w Noverii – ale czy nie jest trochę za młoda?

Killian posłał mu ostre spojrzenie, natychmiast go uciszając.

– Płytkie.

Rowan zamknął usta. Jasne, był płytki. A który mężczyzna nie był?

Następnego ranka Kaelie ledwo dotarła na lekcje, gdy koledzy z klasy poinformowali ją, że dyrektor szukał jej już trzy razy.

– Kae, co tym razem przeskrobałaś?

Kaelie miała swoją opinię. Wszyscy znali ją jako buntowniczkę, wiecznie pakującą się w bójki lub kłopoty. Choć od czasu przejścia do ich szkoły nie brała udziału w ani jednej bójce. Owszem, przesypiała każdą lekcję, ale to była Akademia Ferndale – najgorsza szkoła w okolicy. Połowa uczniów spała na lekcjach, a nauczyciele mieli to gdzieś.

– Nic. Pójdę sprawdzić.

Rzuciła torbę na ławkę i skierowała się do gabinetu dyrektora.

– Kaelie, co z tobą nie tak? – Pan Valerius, dyrektor, aż kipiał ze złości. – Twoja reputacja i tak jest tragiczna, starałem się przymykać na to oko. Ale dlaczego musiałaś zacząć bójkę? Czy ty w ogóle wiesz, kogo uderzyłaś? To był syn pana Caldwella – komendanta policji! I przez ciebie wylądował w szpitalu! Co ty sobie teraz wyobrażasz?

Gromił ją wzrokiem, wyraźnie żałując, że kiedykolwiek przyjął ją do szkoły.

– Zadzwoniłem już do twojej matki. Przez kłopoty, które sprawiasz, nasza szkoła nie może cię dłużej trzymać. Znajdź sobie inną szkołę, która cię przyjmie – o ile taka istnieje.

Kaelie milczała podczas całej tej tyrady.

W ciągu dwudziestu minut w szkole pojawiła się Eleanor Ashcroft, jej matka.

– Panie Valerius, co się stało? Czy Kaelie znowu wpadła w tarapaty? – zapytała Eleanor, nawet nie próbując poznać wersji córki.

– Pani córka wykracza poza nasze możliwości wychowawcze – uciął pan Valerius. – Musi ją pani natychmiast zabrać do domu. I czy zdaje pani sobie sprawę, kogo obraziła? Pana Caldwella! To poważna sprawa. W ogóle nie powinienem jej przyjmować.

Eleanor Ashcroft błagała: – Panie Valerius, proszę dać jej jeszcze jedną szansę. Jeśli nawet Akademia Ferndale jej nie przyjmie, żadna inna szkoła tego nie zrobi.

– Pani Ashcroft, nie mogę pomóc. Pani priorytetem powinno być teraz dogadanie się z panem Caldwellem. A teraz proszę wyjść.

Pokonana Eleanor Ashcroft odwróciła się i wyszła z gabinetu.

Widząc Kaelie czekającą na zewnątrz, twarz Eleanor wykrzywił gniew. Podniosła rękę, gotowa wymierzyć jej policzek.

Ale Kaelie chwyciła jej nadgarstek w pół drogi, blokując lodowatym spojrzeniem wzrok Eleanor.

– Pani Ashcroft, co pani robi? Co moje życie ma wspólnego z panią – albo z rodziną Ashcroft? Wszyscy mnie porzuciliście, prawda? To, czy żyję, czy umieram, nie ma już z wami nic wspólnego.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki