languageJęzyk
Strona główna/Wierny/Bez Likana i Zabójcza/Rozdział 3 Los Alfy: więzy krwi i tajemnice

Rozdział 3 Los Alfy: więzy krwi i tajemnice

Autor: Adrian Novak15 cze 2026

Kiedy Killian odzyskał przytomność, większość jego obrażeń była już wygojona.

Nawet poważna rana postrzałowa w piersi została opatrzona, choć jako rana po srebrnej kuli nie goiła się tak szybko jak reszta.

Natychmiast rozejrzał się wokół, ale nie dostrzegł dziewczyny, która go uratowała. Dziwne. Dlaczego czuję... rozczarowanie?

„Varkas, jak się czujesz?”, zapytał swojego wilka przez więź umysłową.

„Już dobrze. Nie sądziłem, że tak szybko dojdę do siebie po trafieniu wilczą zgubą”, odpowiedział energicznie Varkas. Killian odetchnął z ulgą.

Ewidentnie dziewczyna nie tylko usunęła kulę, ale też go zdetoksykowała.

„Założę się, że palisz się do poznania naszej wybawicielki”, zauważył Killian do Varkasa, po czym wezwał swojego betę, Rowana Glace’a, poprzez więź.

Rowan przybył do laboratorium medycznego Uniwersytetu Ferndale niedługo potem. Widok zakrwawionego i poturbowanego Killiana niemal zwalił go z nóg.

– Alfo, wszystko w porządku? – głos Rowana drżał z przejęcia.

Od momentu zniknięcia Killiana, Rowana zżerał niepokój. Teraz, widząc go w takim stanie, nie potrafił ukryć przerażenia.

Killian nie był tylko alfą watahy Umbra-Veil; był najpotężniejszym alfą na kontynencie Monterra. Jeśli komuś udało się go tak ciężko zranić... Z jaką siłą mamy do czynienia?

Gdyby Killianowi stało się coś gorszego, nie tylko wataha Umbra-Veil pogrążyłaby się w chaosie – całe społeczeństwo likanów na Monterze mogłoby lec w gruzach.

– Już tak – powiedział ciężko Killian. – Tym razem wynajęli likanów-najemników i użyli srebrnej kuli. Komuś bardzo zależy na mojej śmierci.

– Zostałeś trafiony srebrną kulą? – Rowan otworzył szeroko oczy z niedowierzaniem. – Jak to możliwe, że...?

– Ktoś pomógł mi ją usunąć. Dowiedz się, kto mnie uratował – przerwał mu Killian.

– Tak jest, Alfo.

Gdy tylko Rowan upewnił się, że stan Killiana nie jest krytyczny, eskortował go do ich tymczasowej rezydencji w Ferndale, a następnie wyruszył, by odnaleźć tajemniczą wybawicielkę.

Następnego ranka Rowan wrócił z teczką informacji.

– Alfo, znalazłem ją – oznajmił Rowan, podając dokumenty.

Killian otworzył teczkę i przebiegł wzrokiem po jej zawartości, marszcząc brwi.

– Siedemnastolatka? Nawet nie przebudziła swojego wilka? – Zawiesił głos. Nieprzebudzona nastoletnia likanka pokonała oddział najemników i przeprowadziła skomplikowaną operację?

– Rowan, jesteś pewien, że te informacje są prawdziwe? – zapytał sceptycznie Killian.

– Tak, Alfo – odpowiedział stanowczo Rowan. – Byłem równie zszokowany, ale sprawdziłem wszystko dwa, a nawet trzy razy. To na pewno ona.

Rowan podał mu fotografię.

Killian wziął zdjęcie i zamarł. Twarz, która na niego patrzyła, była niezapomniana: młoda, promienna i olśniewająco piękna. Ale to jej niebieskie oczy – żywe i przeszywające – przykuły jego uwagę na dłużej.

– Siedemnastoletnia nieprzebudzona likanka, która potrafi walczyć z najemnikami i przeprowadzać zaawansowane operacje? Ciekawe.

– Czy mamy wracać do Noverii? – zapytał niepewnie Rowan.

Ledwo postawili stopę w Ferndale, a ten atak wyglądał na wyrachowany ruch mający na celu uniemożliwienie im pobytu tutaj.

– Mamy tu jeszcze robotę. Dlaczego mielibyśmy wyjeżdżać? – odparł chłodno Killian. – Jeśli się boisz, możesz wracać sam.

Rowan zacisnął szczęki. Nie bał się – po prostu martwił się o bezpieczeństwo swojego alfy.

– Jedźmy spotkać tę dziewczynę – rozkazał Killian, nie odrywając wzroku od zdjęcia Kaelie.

Rowan odnalazł Kaelie jeszcze tego samego dnia, gdy była otoczona przez grupę chuligańskich likanów.

– Ty musisz być Kaelie – zawołał.

Ubrana w mundurek Akademii Ferndale z rękawami podwiniętymi tak, by odsłaniały blade nadgarstki, Kaelie zignorowała go i szła dalej.

– Szefie, ona cię olewa! – wykrzyknął oburzony jeden z oprychów. Nikt w Akademii Ferndale nie odważył się okazać braku szacunku ich przywódcy.

Lider gangu, wyraźnie zirytowany, stanął jej na drodze.

– Do ciebie mówię! Głucha jesteś? – warknął, sięgając po jej ramię.

Kaelie w końcu się zatrzymała, wypluła gumę i powiedziała chłodno:

– Przesuń się.

Jej ton był lodowaty, ostry jak brzytwa.

– Pyskata, co? Zadziałaś z niewłaściwym gościem – zakpił lider, rzucając się na nią.

Zanim zdążył ją dotknąć, Kaelie chwyciła go i rzuciła nim przez ramię. Uderzył o ziemię z hukiem, jęcząc z bólu.

– Wiesz, kim ja jestem? Mój stary to...

Zanim zdążył dokończyć, Kaelie nadepnęła mu na twarz, uciszając go.

– Zamknij się – powiedziała beznamiętnie, a w jej głosie pobrzmiewała irytacja.

Pozostali chuligani gapili się w osłupieniu. Czy Kaelie nie miała być bezużyteczną dziewczyną bez wilka? Co tu się dzieje?

– Dzwonić po ojca! – wrzasnął lider piskliwym głosem. – Kaelie nie przeżyje w tym mieście po czymś takim!

Wokół nich wybuchły szepty. Wszyscy znali historię Kaelie. Została porzucona przez swoją watahę, Winter-lune z Noverii.

Kaelie była córką alfy Winter-lune, ale urodziła się słaba i bez wilka. Przepowiednia wiedźmy głosiła, że nigdy nie przebudzi swojej wilczej natury, co napiętnowało ją jako hańbę.

Rodzina Ashcroftów nienawidziła jej. Plotki malowały ją jako leniwą i pozbawioną honoru, twierdząc, że zadaje się z wyrzutkami, a nawet że w wieku dwunastu lat poroniła dziecko jednego z nich. Zawstydzeni jej istnieniem, Ashcroftowie wygnali ją do Ferndale, by radziła sobie sama.

Niewzruszona pomrukami, Kaelie ruszyła dalej.

Niedługo potem obok niej zatrzymał się lśniący czarny samochód. Drzwi otworzyły się i wysiadł z nich wysoki, przystojny likan.

– Panno Ashcroft – powiedział uprzejmie. – Jestem Rowan. Mój alfa chciałby z panią zamienić słowo.

Otworzył tylne drzwi, a Kaelie zobaczyła siedzącego wewnątrz eleganckiego mężczyznę – Killiana.

Mimo wiedzy, że to alfa watahy Umbra-Veil, Kaelie nie okazała ani śladu zwyczajowej czci, jaką likanie darzą alfy. Zamiast tego wsiadła do samochodu i usiadła obok niego.

– Straciłeś tyle krwi i przeżyłeś? Imponujące – zauważyła swobodnie, a jej uderzające błękitne oczy były pozbawione emocji.

„Ta dziewczyna ma tupet”. Rowan, siedzący z przodu, poczuł, jak drga mu kącik ust. Nikt na Monterze nie zwraca się do alfy w ten sposób.

– Jestem Killian. Dziękuję za uratowanie mnie wczoraj – powiedział Killian, podając jej wizytówkę.

Robiąc to, połączył się w myślach z Varkasem. „Varkasie, czy ona jest naszą przeznaczoną mate?”

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 Los Alfy: więzy krwi i tajemnice - Bez Likana i Zabójcza | StoriesNook