Następnego ranka pan Arthur osobiście zabrał Kaelie do Noveria Prep.
Dyrektor, pan Vickery, był nie tylko głową Noveria Prep, ale także miejskim kuratorem oświaty. Był człowiekiem zajętym, do którego niełatwo było się dostać. Jednak reputacja pana Arthura w Noverii miała swoją wagę i oboje czekali w gabinecie dyrektora na jego przybycie.
Dopiero po jedenastej pan Vickery w końcu wszedł do gabinetu. Widząc czekających gości, natychmiast poprosił asystenta o wprowadzenie ich do środka. Po wysłuchaniu opisu sytuacji Kaelie, pan Vickery wyglądał na zmartwionego.
Z takimi ocenami nie tylko Noveria Prep – nawet szkoły zawodowe by jej nie chciały!
– Panie Arthurze, nigdy nie odmówiłem panu prośby, ale tym razem naprawdę nie mogę pomóc – powiedział z wahaniem pan Vickery. – Wie pan, że Noveria Prep to jedna z najbardziej elitarnych szkół, a nasi uczniowie mierzą w uniwersytety Ivy League. Z takimi stopniami to po prostu zbyt trudne. Sugeruję spróbować w szkołach zawodowych lub innych zwykłych liceach, choć wątpię, by nawet one ją przyjęły.
Kaelie nigdy nie chciała, by dziadek musiał za nią prosić. Wstała i wyszła bez słowa.
Znając jej dumę, pan Arthur szybko ruszył za nią.
Zanim jednak dotarli do drzwi, pan Vickery odebrał telefon od Rowana.
– Panie Arthurze, proszę zaczekać! – zawołał za nimi pan Vickery, gdy tylko zakończył rozmowę.
– Przyjmę Kaelie do Noveria Prep – oznajmił, a jego ton nagle uległ zmianie.
Nawet tak doświadczony człowiek jak Arthur był zaskoczony nagłą zmianą postawy dyrektora. Co się stało?
– Panie dyrektorze, czy dobrze usłyszałem? – zapytał Arthur ostrożnym tonem.
– Tak, panie Arthurze. Natychmiast zorganizuję przyjęcie Kaelie do klasy – zapewnił go Vickery. Bezzwłocznie wezwał dyrektora ds. dydaktycznych, by zajął się formalnościami.
Kaelie nie odmówiła, ale wiedziała, że za tym nagłym zwrotem akcji musi kryć się coś więcej.
Dyrektor ds. dydaktycznych przydzielił Kaelie do najsłabszej klasy w szkole, wydał jej mundur i przedstawił wychowawcy klasy 8 w dwunastym roczniku.
– Panie Holloway, proszę zaopiekować się Kaelie – powiedział uprzejmie dyrektor.
– Oczywiście, proszę pana. Można ją zostawić pod moją opieką – odpowiedział pan Holloway z wyćwiczonym uśmiechem. W prestiżowej szkole takiej jak Noveria Prep rodzice uczniów byli często wpływowymi postaciami – nauczyciele wiedzieli, że lepiej im się nie narażać.
Trzecia godzina lekcyjna była zajęciami pana Hollowaya. Zaprowadził Kaelie do sali klasy 8.
– Moi drodzy, mamy dziś nową uczennicę – ogłosił pan Holloway. – Proszę o ciepłe powitanie.
Kaelie podeszła do tablicy i pewnymi, płynnymi ruchami napisała swoje nazwisko: Kaelie Ashcroft.
– Cześć wszystkim. Jestem Kaelie – powiedziała krótko.
Natychmiast rozległy się szepty.
– Czy to nie ta Kaelie, którą wyrzucili pięć lat temu?
– Tak, chyba tak! Była ze mną w klasie.
– Czy ona nie uciekła z jakimś Łotrem w wieku dwunastu lat? I czy nie było coś o aborcji?
– To prawda! Słyszałam...
– Cisza, proszę o spokój! – Głos pana Hollowaya przeciął gwar. – Kaelie, z tyłu jest wolne miejsce. Zajmij je, proszę.
Kaelie przeszła do ostatniej ławki, ignorując pogardliwe spojrzenia kolegów z klasy.
Klasa 8 była profilem ogólnym, miejscem dla uczniów z wpływowych rodzin, którzy nie radzili sobie na profilach akademickich. Ci uczniowie nie bali się sprawiać kłopotów.
Gdy skończyła się trzecia lekcja, Bria Krest, jedna z popleczniczek Sloane, podeszła do Kaelie.
– Kaelie! To naprawdę ty! Nie wierzę, że miałaś czelność wrócić do Noverii. Gdybym była tobą... – Bria zaśmiała się szyderczo.
Bria była prawą ręką Sloane w dawnych czasach, często pomagając jej dręczyć Kaelie.
– Brio, zamknij tę swoją brudną gębę – ucięła Kaelie ostrym tonem. Była niewyspana po nocy spędzonej w obcym łóżku, a teraz dodatkowo rozbolała ją głowa.
– Za kogo ty się uważasz, żeby tak do mnie mówić? – syknęła Bria, niezrażona. – Jesteś nikim, bezużyteczną istotą bez wilka. Mogłabym cię zmiażdżyć jedną ręką! – Chwyciła Kaelie za nadgarstek, zakładając, że ta wciąż jest potulną, bezbronną dziewczynką sprzed pięciu lat.
Oczy Kaelie zwęziły się niebezpiecznie, a w jej spojrzeniu błysnęła groźba.
Ruchami nadgarstka odwróciła uścisk Brii, wykręcając jej ramię do tyłu.
– Aaa! – wrzasnęła Bria z bólu.
Kaelie nie użyła nawet swojej wilczej siły.
– Powiedziałam ci, że nie szukam kłopotów, ale też się ich nie boję – rzekła Kaelie lodowatym, opanowanym, lecz groźnym głosem. – Brio, zapamiętaj jedno – nie jestem tą samą Kaelie co pięć lat temu. Nikt już po mnie nie będzie deptał.
Pochyliła się bliżej, zaciskając uścisk na tyle mocno, by Bria zaczęła się wiercić. – I nie zapomnij: za wszystko, co mi wtedy zrobiłaś, dopilnuję, żebyś zapłaciła. Powoli. Kolejno, jedna po drugiej.
Kaelie puściła ją i pchnęła w tył. Bria zachwiała się i upadła na ziemię, zbyt oszołomiona, by zareagować.
Bria zamarła z niedowierzaniem. Jak ona może być tak silna? Przecież nawet nie przebudziła wilka! Jak mogła mnie tak łatwo obezwładnić?
Sposób, w jaki Kaelie na nią patrzyła... to nie było ludzkie. To było jak spojrzenie drapieżnika namierzającego ofiarę. Po raz pierwszy Bria poczuła strach.
Nie mogę pozwolić Kaelie zostać w Noverii. Jeśli wygrzebie to, co Sloane i ja jej wtedy zrobiłyśmy, jesteśmy skończone.
Gdy Bria tak siedziała drżąc, jej umysł wbrew woli odpłynął ku tamtemu wydarzeniu...






