SUV zatrzymał się kilkaset metrów od potężnej budowli majaczącej na pustyni.
Mateo poruszył się nerwowo na siedzeniu kierowcy, mrużąc oczy. — To szaleństwo — wymruczał, ocierając pot z czoła. — Jak my mamy się tam niby dostać? Przez setki metrów nie ma ani skrawka osłony. Nawet z zakłóconym radarem zauważą nas w sekundę. Nie ma mowy o skradaniu się. — Odwrócił się do mnie z wyraźną irytacją w głos






