Mateo otworzył maskę i wyskoczył z narzędziami, a jego sylwetka była ledwie widoczna w słabym świetle księżyca. L30 ruszył za nim, włączając wbudowaną latarkę, by oświetlić silnik.
– Trzymaj prosto – mruknął Mateo do robota, nachylając się nad komorą silnika.
Pustynia rozciągała się wokół nas bez końca, srebrzystobłękitna w blasku księżyca. Piękna w sposób, w jaki często bywają zabójcze rzeczy.
–






