Siedziałam bez ruchu w gabinecie dr Whitaker, obserwując, jak nerwowo krząta się za swoim okazałym mahoniowym biurkiem. Popołudniowe światło wpadało przez żaluzje, kładąc się pasami na pokoju i podkreślając wiszące w powietrzu napięcie. Utrzymywałam zrelaksowaną postawę, z jedną nogą niedbale założoną na drugą i dłońmi spoczywającymi na kolanach.
Obok siedział Corbin, a widok jego poturbowanej twa






