Twarz Brendy pobladła, gdy przewijałam listę kontaktów, trzymając palec nad nazwiskiem Victora Davenporta.
— Czekaj! — Podniosła ręce w geście poddania. — Dobrze. Tak, Victor dał nam trochę pieniędzy.
Opuściłam telefon, ale wciąż trzymałam go w dłoni — była to niema groźba. — Ile dokładnie?
— Sto tysięcy dolarów — przyznała niechętnie. — Za twoje osiągnięcia naukowe. Burmistrz wręczył je osobiście






