Vivienne:
Przez chwilę nie spuszczałam wzroku z Dominica, obserwując w milczeniu z dystansu, jak przechadza się po leśnych terenach.
Często to robił, gdy był poirytowany. Był to nawyk, do którego zdążyłam się przyzwyczaić, gdy byliśmy razem, i musiałam przyznać, że wiedząc, iż tu jest, nie mogłam powstrzymać ciekawości, o czym może teraz myśleć.
– Jeśli cię teraz nie zabijam, to tylko dlatego, że






