– Spotkamy się później w pokoju. Możesz iść beze mnie – powiedziałam Phoebe, gdy tłum ludzi przepływał obok nas po meczu.
Phoebe zmarszczyła brwi, zdezorientowana. – Czekaj. Gdzie idziesz?
zawahałam się. – Idę znaleźć Romana. Muszę z nim porozmawiać.
– Mówisz poważnie? Zamierzasz go zaprosić na randkę czy coś? – zapytała Phoebe, a jej oczy rozszerzyły się z zachwytu.
Pokręciłam głową. Ona zawsze wyciągała pochopne wnioski. – Nie! Po prostu idę wyjaśnić z nim kilka spraw.
– Ale co z… – ciągnęła Phoebe, ale jej przerwałam. Nie chciałam, żeby Roman wyszedł, zanim go zobaczę.
– Po prostu idź! Spotkamy się w akademiku. – Odwróciłam się i skierowałam w stronę szatni.
To, czego nie chciałam jeszcze mówić Phoebe, to fakt, że musiałam zobaczyć Romana, bo potrzebowałam od niego odpowiedzi. Wiedziałam, że Roman jest playboyem. Wszyscy o tym wiedzieli. Ale sposób, w jaki zachowywał się wobec mnie od wczoraj, był… mylący.
Zachowywał się jak ktoś, komu zależy. Roman był słodki, opiekuńczy, starał się okazywać troskę. Wiedziałam, że każdy inny uznałby to za znak czegoś ważnego. Ale nie mogłam pozbyć się wrażenia, że on się mną bawi.
Czułam się, jakby był przebiegłym kotem, który bawi się swoją nową ulubioną myszką, zanim pożre ją w całości. Musiałam dowiedzieć się, kim dla siebie jesteśmy. To nie tak, że nagle pomyślałam, iż tylko dlatego, że ze mną spał, jesteśmy parą.
To byłoby z mojej strony szaleństwo i urojenie. Ale po prostu musiałam zyskać jakąś jasność co do tego, co się między nami dzieje. Moje lęki nie dałyby mi spokoju, gdybym tego nie zrobiła.
Gdy szłam w stronę szatni, Chloe – wilkołaczyca, z którą zdradził mnie Caleb – stanęła mi bezpośrednio na drodze.
– Szukasz Caleba, prawda? – zapytała Chloe z zadowoloną miną. Miałam ochotę ją zdzielić.
Odmówiłam odpowiedzi, próbując ją ominąć. Ale ona mi na to nie pozwoliła. Po prostu ciągle blokowała mi przejście. Nie mogłam ruszyć do przodu.
– Chloe, zejdź mi z drogi – powiedziałam niskim, opanowanym głosem.
Chloe przewróciła oczami, jakby powaga w moim głosie była tylko żartem. – Caleb i ja mieliśmy tylko numerek na jedną noc. To wszystko. Nie próbuję ci go odebrać.
Odrzuciło mnie z szoku. Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Chloe mówiła o spaniu z moim chłopakiem, jakby to nie było nic wielkiego. Jakbym miała po prostu nad tym przejść do porządku dziennego i żyć dalej. Czułam się, jakbym znalazła się w zupełnie innym wymiarze.
– Ty tak na serio? – zapytałam, tylko się gapiąc.
– Daj spokój, Tessa. Powinnaś się cieszyć, że Caleb nie jest tym bratem Carverem, który mnie w ogóle interesuje – powiedziała Chloe.
Wow. Po prostu wow. – Więc to na Romana polujesz.
Chloe wzruszyła ramionami z lekkim uśmiechem. Wyglądała, jakby była z siebie niesamowicie dumna. – Kto by nie chciał Alfy? Spójrz tylko na mnie. To ktoś taki jak on mi się należy.
Chloe zawsze wiedziała, że jest atrakcyjna, a wszyscy traktowali ją jak najseksowniejszą wilkołaczycę w okolicy. Mogła mieć praktycznie każdego i wszystko, czego zapragnęła. Ale najwyraźniej nie dotyczyło to Romana.
– Jesteś żałosna w tym szukaniu poklasku, wiesz o tym? I co? Roman nie był tobą zainteresowany, więc zadowoliłaś się Calebem?
– Zamknij się, suto – warknęła Chloe. Jej oczy stały się wściekłe, a ciało lekko się przykurczyło, jakby przygotowywała się do skoku. Cofnęłam się o krok, ale stałam pewnie.
– Nie obchodzi mnie, co o mnie myślisz. I zdecydowanie nie obchodzi mnie już, co Caleb robi z tobą ani z kimkolwiek innym.
Odwróciłam się i ruszyłam dalej w stronę szatni, które były tuż przed nami.
Pchnęłam drzwi z całą siłą, jaką miałam. I stanęłam twarzą w twarz z pomieszczeniem pełnym wilkołaków.
Cała drużyna hokejowa była w trakcie przebierania się. Zdejmowali koszulki i ochraniacze. Połowa zespołu miała całkowicie nagie klatki piersiowe. Zamarłam. O czym ja, do diabła, myślałam! Oczywiście, że wszyscy wciąż tu będą.
Spodziewałam się, że Roman będzie tu sam i będzie na mnie czekał. Ale to było po prostu głupie. Moja twarz zaczęła płonąć czerwienią. Miałam wrażenie, że całe moje ciało zaraz wybuchnie.
– Co ona tu robi? – zapytał jeden z zawodników.
– Ja, ja szukam… – nie mogłam wykrztusić ani słowa. Dlaczego nie mogłam po prostu powiedzieć tego jak normalny człowiek?
– Ja, ja, ja… – przedrzeźniał mnie gracz, imitując moje jąkanie. Cała sala męskich wilkołaków zaczęła się ze mnie śmiać.
Wtedy zza rogu wyszedł Caleb, a jego oczy rozszerzyły się ze zdziwienia. Potem przybrał pewny siebie uśmiech. – Och, więc w końcu zdecydowałaś się przyjść mnie szukać?
– Nie… – próbowałam, ale znowu słowa uwięzły mi w gardle. Wszystkie te wielkie, umięśnione ciała w jednym pomieszczeniu, wpatrujące się we mnie, to było za dużo. Wiedziałam, że uwielbiają to, jak głupia ludzka dziewczyna myślała, że może tak po prostu wtargnąć do ich przestrzeni.
– Co, chcesz, żebyśmy zaczęli spotykać się publicznie, po to tu jesteś, prawda? – powiedział Caleb. Jego koledzy z drużyny zaśmiali się jeszcze głośniej. Rozejrzał się po pokoju, rozkoszując się tym, że bierze udział w dawaniu im przedstawienia. Nawet jeśli odbywało się to moim kosztem.
– Nie… – powiedziałam, powoli odzyskując głos.
– Nie wiem, dlaczego ciągle mnie błagasz, żebyśmy byli parą. Ale wiesz co, zrobię ci łaskę. Dobra, zgadzam się, żebyśmy pokazywali się razem publicznie. Nawet jeśli jesteś tylko ludzką dziewczyną i niczym więcej – powiedział Caleb z drwiną.
– Caleb… – nie mogłam uwierzyć w to, jak obrzydliwie mnie traktuje przy wszystkich. Myślałam, że przynajmniej stać go na odrobinę szacunku.
– Ale oczywiście będziesz musiała się mną dzielić z kimś innym. Wiesz, że wilkołaki nie trzymają się jednej ludzkiej dziewczyny. Każdy chce kawałek nas, a my z radością się dzielimy – powiedział Caleb.
Pokój wybuchł śmiechem, a jeden z jego kolegów podszedł i klepnął go zachęcająco po plecach. Wtedy odnalazłam swój głos. Nie było mowy, bym pozwoliła mu po sobie deptać. Nigdy więcej.
– Nie przyszłam tu do ciebie, Caleb. Jesteś dla mnie nikim – powiedziałam głośno. – Właściwie przyszłam szukać osoby, która nabiła mi te malinki, którymi tak bardzo się martwiłeś wcześniej. Osoby, z którą spędziłam całą zeszłą noc.
To zmyło pewny siebie uśmiech z twarzy Caleba.
– Słucham? – zapytał Caleb.
– Chcesz wiedzieć, kto dał mi wczoraj więcej przyjemności niż ty kiedykolwiek. To był Roman, twój brat. To jego przyszłam szukać.
Caleb warknął. – Kłamiesz – powiedział niskim, groźnym głosem.
– Właściwie to nie, ona nie kłamie. – Odwróciłam się i zobaczyłam Romana opartego o framugę drzwi do szatni, które były otwarte na oścież. Roman stał tam, piorunując Caleba wzrokiem. – I żeby było jasne, Caleb, od teraz Tessa jest moja.






