Wiatr szumiał w liściach naszego drzewa, a złociste światło słoneczne przesączając się przez nie, rzucało figlarne cienie na mój notatnik. Roman Carver i ja obraliśmy to miejsce za naszą nieoficjalną oazę do nauki. Dzisiaj jednak moje myśli błądziły tysiące kilometrów od równań chemicznych leżących przede mną. Raz po raz zerkałam na Romana Carvera, który wydawał się równie rozkojarzony.
– Hej, Tes






