PUNKT WIDZENIA VARKONA
Siedziałem w gabinecie, czekając na Morwennę. Nie chciałem jeszcze wyciągać żadnych wniosków, bo musiałem dać jej kredyt zaufania.
Drzwi się otworzyły i wiedziałem, że to ona, bo nie zadała sobie trudu, by zapukać.
Podeszła do mojego biurka i usiadła mi na kolanach.
— Posłałeś po mnie, mój Alfo — zamruczała.
Wziąłem głęboki, zmęczony oddech. Nie powiedziałbym, że Morwenna ma






