languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Joooooe14 cze 2026

PERSPEKTYWA LYRAEI

— To proste — odpowiedział, nawet się nie odwracając. — Kiedy zostaniesz sprzedana i przekażę cię nowemu właścicielowi, wtedy cię odrzucę — powiedział, wprawiając mnie w jeszcze większe osłupienie. Czekałam, aż wyjdzie, zanim w końcu zaniosłam się płaczem.

Nadszedł następny dzień i zabrano mnie na otwarty plac. Zdziwiło mnie, jak wielu ludzi przybyło na aukcję. Nie mogłam pojąć, że tyle osób jest na tyle chorych, by chcieć kupić drugiego człowieka, ale wkrótce odkryłam, że nie byłam jedynym „przedmiotem” na sprzedaż.

Kradzione mienie, nielegalne eliksiry, a nawet wilki wyciągnięte z ciał i uwięzione w szklanych naczyniach — wszystko to było wystawione na licytację.

— Esencja wilka — szepnął pilnujący mnie mężczyzna, widząc, jak wpatruję się z niedowierzaniem w szklane obiekty, o które toczyły się zaciekłe licytacje. — Nie da się tak naprawdę wyciągnąć samego wilka z człowieka, ale kiedy zabierasz esencję, wilk umiera, a człowiek staje się bezwilczy.

— Do czego służy ta esencja? Dlaczego się ją wyciąga? — zapytałam, zaskoczona, że w ogóle zaczął ze mną rozmawiać.

Wzruszył ramionami. — Używa się jej do tworzenia bardzo niebezpiecznej broni.

— A jak wyciąga się esencję wilka? — zapytałam ponownie, pewna, że nikt dobrowolnie nie oddałby swojego wilka.

Zaśmiał się. — Uwierz mi, nie chcesz wiedzieć. To najbardziej bolesne doświadczenie, jakiego można zaznać.

Z jakiegoś powodu jego wyjaśnienia napełniły mnie strachem i zrodziły jeszcze więcej pytań. Ktoś wylicytował ogromną sumę i esencja została mu przekazana. — Następny! — ryknął prowadzący aukcję, a ja odwróciłam się, by na niego spojrzeć.

— Mamy kobietę, niezbyt silną, bo to omega, ale za to bardzo piękną. Nie nadawałaby się na rodzicielkę, bo rodziłaby wam tylko potomstwo omega, ale możecie ją trzymać jako zabawkę. O! Jest także córką Alfy Vorthosa, więc jeśli chcecie, możecie jej użyć, by dobrać się do jej ojca…

Wciąż mówił, ale ja już nic więcej nie słyszałam. Oczy mi zaszły mgłą, a wszystko zdawało się dziać w zwolnionym tempie. „Jest także córką Alfy Vorthosa…”. Słowa aukcjonera dzwoniły mi w uszach. Zaraz mnie wystawią. Zabiorą mnie na to podium i sprzedadzą temu, kto da najwięcej. Zastanawiałam się, jacy mężczyźni będą mnie licytować — pewnie obślizgli faceci, którzy będą chcieli używać mnie jako zabawki seksualnej, dopóki się nie nasycą, a potem mnie porzucą.

Poczułam, jak silne ręce chwytają mnie i popychają na środek placu. Podniesiono mnie i postawiono na małym, obrotowym podium.

— Trzydzieści monet — licytacja się rozpoczęła.

Zamknęłam oczy i spróbowałam się uspokoić. Ojciec mnie znajdzie. Był przecież Alfą Vorthosem, niezwyciężonym i potężnym. Nie pozwoliłby, aby jego córka została sprzedana na jakiejś nielegalnej aukcji.

Licytacja trwała dalej, choć ludzie niechętnie dorzucali monety. Zauważyłam jednego mężczyznę w tłumie, który konsekwentnie podbijał stawkę. Wyglądał na dwadzieścia parę lat i był przeciętnego wzrostu. Jak dotąd wydawał się najmniej groźną osobą w tłumie i nagle zapragnęłam, by jeśli ta cała licytacja dojdzie do skutku, to właśnie on mnie kupił.

Wszyscy inni w tłumie wydawali się wielcy, potężni i przerażający. Mogłam sobie tylko wyobrażać, co planowali ze mną zrobić.

— Czterdzieści sześć monet — powiedział potężny mężczyzna z tłustą brodą, oblizując wargi, a ja zamknęłam oczy z obrzydzeniem.

— Dobra, skończmy z tym — usłyszałam głos młodego mężczyzny, któremu kibicowałam. — Sto pięćdziesiąt monet i to moja ostatnia oferta. — Wstał wtedy, jakby był gotowy odejść, gdyby ktoś zaoferował więcej. Cały plac ucichł.

— Sto pięćdziesiąt po raz pierwszy, sto pięćdziesiąt po raz drugi… sprzedane! — zawołał prowadzący aukcję, a mój wzrok natychmiast powędrował do człowieka, który mnie kupił, ale kolejne słowa aukcjonera przeszyły mnie dreszczem przerażenia.

— Sprzedane Tavrosowi, w imieniu Alfy Varkona.

Na całym placu zapadła grobowa cisza. Poczułam w gardle ścisk, który uniemożliwił mi oddychanie. Moje oczy ponownie przeszukały tłum, by spocząć na człowieku, o którym już wiedziałam, że nazywa się Tavros. Nie był tu dla siebie; był tu w imieniu Alfy Varkona z watahy Sanguilune, największego wroga mojego ojca i Alfy tego samego człowieka, który mnie porwał.

Nagle zdałam sobie sprawę, że nie mogę pozwolić, by zabrali mnie do watahy Sanguilune. Zamierzałam uciec albo zginąć przy próbie.

Zeskoczyłam z podium, nieco niezdarnie, bo moje ręce i nogi były związane, i zaczęłam skakać tak szybko, jak tylko potrafiłam. Wbiegłam w tłum, mając nadzieję, że gdy się w nim wmieszam, trudniej będzie mnie znaleźć. Może wtedy miałabym dość czasu, by znaleźć coś ostrego i się uwolnić.

Mężczyzna, który reprezentował Alfę Varkona, ruszył prosto w moją stronę. Myśląc szybko, porwałam garść monet z słoja aukcjonera i rzuciłam je w tłum. Ludzie nie rzucili się na nie wprawdzie z wielkim impetem, ale wywołało to wystarczające zamieszanie, bym mogła niepostrzeżenie wślizgnąć się między zebranych.

Wyjęłam sztylet z czyjejś kieszeni i najpierw przecięłam więzy na nogach, a potem, idąc sprawniej, weszłam głębiej w tłum, po czym skuliłam się i zaczęłam przecinać sznury na rękach.

Zajęło mi to chwilę, a kiedy skończyłam, zauważyłam przed sobą dwie pary butów. Spojrzałam w górę i napotkałam wzrok Tavrosa, człowieka, który kupił mnie w imieniu Alfy Varkona.

— Niezbyt to mądre z twojej strony — powiedział ze złością, szarpiąc mnie za ramię i stawiając na nogi. — Chcesz rady? Nigdy nie próbuj takich sztuczek z Alfą Varkonem. Tak, jest tak bezwzględny, jak wszyscy mówią, i wierz mi, nienawidzi twojego ojca. Jeśli dasz mu najmniejszy powód, by wyładował na tobie nienawiść, którą czuje do niego, zrobi to bez wahania, a jego metody karania są tak okrutne, że na pewno cię złamią.

Mogłam tylko gapić się na niego, gdy mówił. Zaczął mnie ciągnąć przez tłum w stronę powozu. Zaparłam się piętami, odmawiając wejścia do środka, ale on tylko mocniej mnie szarpał, próbując wepchnąć mnie do wnętrza.

— Lepiej mnie teraz puść — powiedziałam, rzucając ostatnią kartę. — Jeśli mój ojciec dowiedzie się, że mnie masz, nie tylko zabije twojego Alfę, ale zniszczy cię w najgorszy możliwy sposób.

Tavros zaśmiał się. — Jak myślisz, co było w wiadomości od twojego ojca? Napisał, że cię lubi, że jesteś miłym zwierzątkiem i bardzo przypominasz matkę, ale nie jesteś dość ważna, by ryzykował dla ciebie swoje plany. Alfa Vorthos po ciebie nie przyjdzie, więc lepiej zacznij myśleć, jak przypodobać się swojemu nowemu właścicielowi, Alfie Varkonowi.

Przełknęłam łzy, które groziły wypłynięciem, i milczałam, gdy w końcu pomógł mi wsiąść do powozu. Kłamie, powtarzałam sobie. Mój ojciec zabijał już ludzi z mojego powodu, kochał mnie!

Ale w głębi duszy zdałam sobie sprawę, że zabicie tamtych ludzi niewiele go kosztowało. Wystarczył rozkaz. Uratowanie mnie wymagałoby o wiele więcej.

Podróżowaliśmy razem przez wiele mil, aż w końcu dotarliśmy do Sanguilune. Służące wykąpały mnie i ubrały w długą, powłóczystą suknię. Nadszedł czas, by zaprowadzono mnie przed oblicze Alfy Varkona, mojego nowego właściciela.

Wprowadzono mnie do ogromnej sali obrad, w której znajdowało się tylko dziewięć osób — policzyłam. Nie wiedziałam, kim jest żadna z nich, z wyjątkiem człowieka, który porwał mnie z ogrodu kilka dni temu; siedział on na przypominającym tron krześle w samym centrum sali.

Nie byłam przygotowana na dreszcz, jaki poczułam na jego widok, ale zanim zdążyłam przeanalizować swoje uczucia, on już mówił.

— Ja, Alfa Varkon z watahy Sanguilune, odrzucam cię, Lyraeo, jako moją partnerkę. Zostaniesz jednak w tej watasze jako moja rodzicielka.

Nic już nie miało sensu. Żołnierz był Alfą Varkonem? Dlaczego więc czekał, aż dotrę do Sanguilune, żeby mnie odrzucić? I dlaczego sprzedał mnie na aukcji, tylko po to, by samemu mnie kupić?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Odrzucona reproduczka alfy: Sprzedana wrogowi | StoriesNook