languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Joooooe14 cze 2026

PERSPEKTYWA LYRAEI

Odmawiałam przyjmowania do wiadomości jego słów. Uparta część mojego umysłu wciąż powtarzała mi, że to nie może być moje nowe życie. Mój ojciec przyjdzie i mnie uratuje. Coś się wydarzy!

Odwrócił się do swoich żołnierzy. — Chwyćcie ją i zabierzcie ze sobą. — Natychmiast rzucili się, by wykonać rozkaz.

Szamotałam się, ale było oczywiste, że moja marna siła nie ma szans w starciu z dwoma potężnymi żołnierzami, którzy byli dwa razy więksi ode mnie. Spanikowałam, gdy zaczęli wyciągać mnie z sali, idąc w ślad za Alfą.

— Czekaj! Czy tak mi odpłacasz za to, że wymknęłam się, by cię uleczyć? Na pewno masz w sobie choć trochę dobra; możesz mnie puścić.

Odwrócił się i podszedł do mnie, wyglądając na bardzo zaskoczonego. — Wymknęłaś się, by mnie uleczyć? O jakich bzdurach mówisz?

Smarzczyłam brwi. — Thalessa powiedziała, że jest ranny żołnierz, dlatego wyszłam na zewnątrz.

Zaśmiał się szorstko. — Oczekujesz, że uwierzę, iż powodem, dla którego zadałaś sobie trud wyjścia na zewnątrz, był ranny żołnierz? Ty i twoja rodzina jesteście egoistami; nie dbacie o nikogo poza sobą.

Pokręciłam głową. — Wyszłam, bo powiedziała mi, że żołnierz Sanguilune został ranny. Miałam nawet ze sobą apteczkę. Dlaczego więc myślałeś, że wyszłam do ogrodu?

Zmrużył oczy. — Thalessa powiedziała, że jesteś łatwa, że sypiasz z żołnierzami ojca dla zabawy. Obiecała, że przyjdziesz, jeśli dowiesz się, że jest tam obcy żołnierz, z którym mogłabyś się przespać.

Wpatrywałam się w niego w szoku, walcząc z łzami. Nie wiedziałam, co boli mnie bardziej: zdrada najlepszej przyjaciółki czy odmowa ojca zakończenia wojny ze względu na mnie. — Nie kłamię, przysięgam.

— Więc gdzie jest teraz ta apteczka? Nie mów mi, że ją zgubiłaś?

— Wypadła mi z rąk, kiedy mnie złapałeś…

Alfa Varkon wybuchnął szorstkim śmiechem. — Oczywiście. Jakie to wygodne. Powiem ci coś, kłamstwa nie wyciągną cię z tej sytuacji. Jedyną rzeczą, która może cię uratować, jest decyzja twojego ojca o zakończeniu tej głupiej wojny. Wciąż ma czas.

— Ale dokąd mnie zabieracie? — nie mogłam powstrzymać pytania cichym głosem.

Uśmiechnął się zimno. — W tej chwili jesteś moją rodzicielką, nikim więcej niż niewolnicą. Zabiorę cię na szczyt gór, skąd twój ojciec i jego żołnierze będą wszystko widzieć, a potem wykorzystam cię do jedynej rzeczy, do której służy rodzicielka: do seksu. Alfa Vorthos musi zrozumieć, że każde jego działanie niesie za sobą konsekwencje.

— Ale to na mojego ojca jesteś zły. Czy muszę być karana za jego grzechy? — zapytałam cicho.

Zaśmiał się i odwrócił. — Witaj w prawdziwym świecie, Lyraeo.

— Nie — wyszeptałam, czując, jak uchodzi ze mnie powietrze, ale nikt nie zwracał na mnie uwagi, gdy wleczono mnie za Alfą Varkonem.

Zabrano mnie na wysokie wzgórze, skąd widziałam walczących poniżej żołnierzy. Było mi smutno, widząc tylu ludzi tracących życie tylko dlatego, że mój ojciec chciał wojny.

Alfa Varkon chwycił mnie brutalnie i rzucił na podwyższenie. Mój oddech stał się nierówny, gdy zdałam sobie sprawę, co dokładnie zamierza zrobić.

— Proszę, puść mnie, nie musisz tego robić — błagałam, ale on po prostu mnie ignorował. Zwrócił się do walczących na dole mężczyzn i zaczął mówić donośnym głosem:

— Alfa Vorthos, wiem, że tu dzisiaj walczysz. To moi posłańcy zwabili cię na pole bitwy. Będziesz na własne oczy widział życie, jakie twoja córka będzie wieść na zawsze jako moja rodzicielka. Są tylko dwa sposoby, by to powstrzymać: zakończ wojnę teraz albo będziesz musiał mnie pokonać, by ją odzyskać.

Odwrócił się do mnie, a łzy nie przestawały płynąć mi z oczu. — Proszę, nie rób tego. Błagam cię. Nie chciałbyś przecież zmuszać się do dziewczyny, która cię nie chce.

Alfa Varkon uśmiechnął się zimno. — Kto powiedział cokolwiek o zmuszaniu się do ciebie? Oczywiście, że natychmiast przestanę, jeśli mnie o to poprosisz.

— Naprawdę? — zapytałam zdezorientowana. Czy naprawdę miał taką pewność co do swoich seksualnych możliwości, że myślał, iż pozwolę mu się uwieść na szczycie wzgórza, tak aby ludzie mojego ojca mogli na to patrzeć i stracić ducha walki?

— Skoro… skoro tak — wykrztusiłam — to… — był teraz tak blisko mnie, że zapomniałam, co chciałam powiedzieć. Jego aura mnie ogarnęła; wyglądało na to, że przez cały czas ją maskował, a teraz pozwolił jej uderzyć we mnie z pełną siłą.

Alfa Varkon podszedł do mnie, postawił mnie na nogi i szepnął mi do ucha: — Chcesz, żebym opisał ci krok po kroku, co planuję zrobić twojemu ojcu, kiedy wygram tę wojnę?

— Nie zrobisz… nie możesz wygrać — pokręciłam głową.

Alfa Varkon tylko się zaśmiał, a coś w jego spojrzeniu mówiło mi, że zaplanował tę bitwę dokładnie tak, jak chciał. — Dobijmy targu, moja piękna była partnerko: seks z tobą, tutaj na tym podium, w zamian za życie twojego ojca, gdy zwyciężę.

Łzy wciąż wypełniały mi oczy, gdy skinęłam głową. Mimo że mój ojciec zdradził mnie w swojej pogoni za władzą, wciąż był moim ojcem. Wciąż go potrzebowałam. — Dobrze — wyszeptałam, ignorując pociąg, który do niego czułam.

— Doskonale — uśmiechnął się, odchodząc.

— Czekaj — zawołałam. — Nie rozumiem, dokąd idziesz?

Alfa Varkon uśmiechnął się drwiąco. — W przeciwieństwie do ciebie, nie lubię sypiać z kimś, kogo już odrzuciłem. Mój Beta wykona to zadanie za mnie — ale oczywiście zawsze możesz odejść, jeśli nie podoba ci się ten układ. — Podniósł głos i zawołał: — Eldrin, nierządnica czeka, nie zawiedź jej.

Jego słowa zabolały mnie bardziej niż jego czyny. Uważał mnie za dziwkę, wierząc słowom służącej bardziej niż moim, nawet mnie nie wysłuchawszy. Jaki mężczyzna odrzuca swoją partnerkę, nie starając się jej najpierw poznać, skwapliwie wierząc w najgorsze kłamstwa na jej temat?

Moje oczy były zadziwiająco suche, gdy jego Beta podszedł do mnie i ponownie położył na podium. Zamknęłam oczy, czując na sobie jego potężne ciało, a kiedy w końcu mnie posiadł, odbierając mi to, co zawsze obiecywałam oddać swojemu partnerowi — moje dziewictwo, złożyłam cichą przysięgę Bogini Księżyca. Alfa Varkon może wygrać tę wojnę, może zniszczyć moją watahę, ale ja zamierzam zniszczyć Alfę Varkona za to, jak mnie potraktował, albo zginę próbując.

— Alfo, była dziewicą… to dość niezwykłe, biorąc pod uwagę jej przeszłość — usłyszałam głos jego Bety, dobiegający jakby z oddali.

Poczułam, jak silne ramiona Alfy podnoszą mnie z ziemi i ponownie moja wilczyca zamruczała.

Otworzyłam usta i jakaś wewnętrzna siła zmusiła mnie do mówienia. — Partner — powiedziałam złamanym głosem.

Zalała mnie fala dezorientacji. Wciąż nie mogłam być jego partnerką, skoro już mnie odrzucił. Wtedy to do mnie dotarło: Alfa Varkon i ja byliśmy sobie przeznaczeni; żadne odrzucenie nie mogło nas rozdzielić.

To odkrycie było dla mnie zbyt ciężkie do zniesienia. Ukryłam twarz w jego piersi i zapłakałam.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki