PERSPEKTYWA SIENNY
Tydzień po weselu był... dziwny.
Rzuciłam się w wir pracy w klinice weterynaryjnej, zajmując ręce, by myśli nie błądziły. Ale nieważne, ile psów wykąpałam czy ile kotów wyprzytulałam, moje myśli wciąż wracały do jednego — do karty.
Tej głupiej, drwiącej karty.
Wciąż leżała na moim stoliku kawowym, jej czarna powierzchnia była gładka i nienaruszona, jakby dopiero co wyszła z druk






