Perspektywa Sienny
Ech. Poniedziałek. Poniedziałkowy poranek. Najgorzej. Wjechałam na parking kliniki weterynaryjnej, a żwir chrupał pod moimi oponami. Minął cały tydzień. Cały tydzień od… tamtego. Samochód. Donato. Emilio. Lorenzo. Wzdrygnęłam się, próbując otrząsnąć się z tego wspomnienia niczym mokry pies.
Klinika była moim bezpiecznym miejscem. Moim szczęśliwym miejscem. Zapach środka odkażają






