Rozdział dziewięćdziesiąty pierwszy
•VIVIENNE•
Poranne słońce rzucało łagodny blask na miasto, stanowiąc jaskrawy kontrast dla ciężaru w moim sercu. Dzisiaj był dzień, w którym Sebastian i ja zdecydowaliśmy się odwiedzić Malachiego w więzieniu. Ta myśl krążyła wokół nas od dni — była to niepokojąca konieczność, która, jak oboje czuliśmy, przyniesie domknięcie koszmaru, przez który przeszliśmy.
Ubr






