languageJęzyk

Cztery

Autor: Helena Bergman25 kwi 2026

Dzisiejsza kolacja składa się z kanapek z serem i pomidorem. Umieram z głodu, nie jadłam nic poza kilkoma suchymi krakersami. Zjadam dwie kanapki w samą porę, bo Clara wraca z plastikową torbą w dłoni. Clara jest w tym samym wieku co ja, ma 23 lata. Ma ciemne włosy obcięte na pixie, ciemnobrązowe oczy, około 170 centymetrów wzrostu i szczupłą budowę. Jest atrakcyjną kobietą o dobrym sercu. To moja ulubiona pielęgniarka; zawsze chętnie wyjaśnia wszystko, czego nie rozumiem, i ma wspaniałe podejście do pacjentów.

Na każdej zmianie znajduje czas, żeby się ze mną zobaczyć. Kiedy wchodzi, wstaję, a ona zamyka mnie w ciepłym uścisku, delikatnie pocierając moje plecy. Podaje mi torbę, w której znajduję kilka butelek wody i mały sok pomarańczowy, po który od razu sięgam, żeby popić kanapki. Clara była też przy automacie i kupiła parę batonów proteinowych, trochę chipsów, a do tego znajduję kilka kawałków owoców.

„Miałam nadzieję, że wciąż jesteś pod prysznicem. Wiem, że nie lubisz przyjmować pomocy, ale naprawdę musisz zacząć o siebie dbać. Kiedy ostatnio zjadłaś porządny posiłek? Wyglądasz tak chudo”. Uśmiecham się do niej smutno. Trudno mi zapanować nad emocjami w jej obecności. Clara widziała mnie w moich najsłabszych momentach. Pociąga za moją koszulkę i spodnie dresowe, próbując podkreślić, jak bardzo schudłam. Nie jestem ślepa. Wiem, że straciłam dużo na wadze; ubrania nie leżą na mnie tak, jak powinny. Muszę nawet podwijać niektóre pary spodni, żeby w ogóle trzymały się na moich biodrach.

„Wiem, staram się. To tylko bardzo trudne przy tym, jak chaotyczne jest teraz moje życie.”

Clara pociera mój policzek kciukiem. „Muszę wracać do pracy, ale nie zapomnij zjeść. W środę znów mam zmianę, więc przyniosę ci kilka rzeczy”. Wpycha plastikową siatkę do mojej torebki i zasuwa zamek, by upewnić się, że wezmę ją wychodząc. Clara odchodzi, by zająć się resztą swoich pacjentów.

Siadam z powrotem i czekam, aż telefon jeszcze trochę się podładuje, po czym go odłączam. Jest już 20:30. Muszę wrócić przed dziewiątą, żeby nie zastano zamkniętych drzwi. Pochylając się, całuję matkę w głowę, po czym wychodzę i kieruję się do samochodu.

Spacer z powrotem jest szybki. Dzięki Bogu, ta noc nie jest zbyt zimna. Otwieram bagażnik, wyciągam kołdrę i poduszkę, po czym wślizguję się z powrotem na przednie siedzenie i odchylam fotel maksymalnie do tyłu. Wtulam się pod koc i zamykam oczy, modląc się, by sen nadszedł dziś bez problemu.

****************************************

Następnego ranka budzę się w cieple, zawinięta w kołdrę jak ludzkie burrito. Mój budzik wyje głośno, wibrując na desce rozdzielczej. Wyciągam rękę i szybko go wyłączam, zanim ten hałas przyprawi mnie o pulsujący ból głowy. Przeciągając się, jęczę; moje ciało obolało od leżenia w tej samej pozycji przez całą noc. Tęsknię za swoim łóżkiem, tęsknię za rozciąganiem się, możliwością przewracania się z boku na bok i brakiem zmartwień o to, że elementy wyposażenia auta, takie jak zapięcie od pasa, wbijają mi się w tyłek.

Otwieram drzwi kierowcy, wychodzę, staję prosto i pochylam się, dotykając palców u stóp, a następnie rozciągam plecy i ramiona. Kiedy kończę się przeciągać niczym kot, idę do tylnych drzwi od strony pasażera i je otwieram. Z tyłu zawsze wisi u mnie kilka zestawów ubrań. Szybko wybieram eleganckie, ciemnoniebieskie dżinsy rurki, czarną bluzkę na suwak i marynarkę, po czym obchodzę samochód i zaczynam się przebierać. Wciągam biustonosz pod koszulę, wsuwając ręce do środka. Manewruję stanikiem, aż znajdzie się na odpowiednim miejscu.

Siedząc na fotelu kierowcy, szybko zdejmuję dresy i zamieniam je na dżinsy. Wstając, zdaję sobie sprawę, że dosłownie ze mnie spadają. Szlag, to moje ulubione dżinsy. Otwieram bagażnik, grzebię w nim, dopóki nie znajduję paska, po czym muszę użyć kluczyków od samochodu, żeby zrobić dodatkową dziurkę, by dopasować go do odpowiedniego rozmiaru i utrzymać spodnie na miejscu. Gdy już z tym kończę, zdejmuję podkoszulek i wkładam bluzkę, zasuwając suwak w górę dokładnie w momencie, gdy słyszę dźwięk otwierającej się rolety na parkingu.

Sprawdzając swoje odbicie w szybie, stwierdzam, że wyglądam przyzwoicie. To również jedna z moich ulubionych bluzek. Przed tym wszystkim była trochę za ciasna, ale teraz leży na mnie jak druga skóra, sprawiając, że mój spory biust jeszcze bardziej się odznacza i odsłania pokaźny dekolt. Zazwyczaj nie lubię chwalić się swoimi atutami, ale w tej bluzce wyglądają świetnie, nieskromnie mówiąc. Szybko chwytam czarne szpilki, wsuwam je i pochylam się, żeby zapiąć paski.

Gdy kończę, schodzę w dół rampy, by spotkać się z Arthurem. Jego twarz momentalnie się rozjaśnia. „Oto i moja dziewczyna, jak tam noc?”

„Dobrze, nie było zimno, i było raczej cicho. Co tam u żony?” Arthur podchodzi i podaje mi cappuccino w papierowym kubku. Dziękuję mu, po czym ogrzewam dłonie, a potem biorę łyk.

„Ma się dobrze, a ja mam niespodziankę. Martha zrobiła wczoraj klopsiki i sporo zostało, więc przyniosłem ci chińskie danie”. Pochylam się i przytulam lekko Arthura. Przypominał mi dziadka. Arthur odwzajemnia uścisk, obejmując mnie ramieniem za ramiona.

Szybko idziemy do mojego samochodu. Chwytam torebkę i te kilka rzeczy, których potrzebuję, żeby dokończyć poranną rutynę, po czym zamykam auto i ruszam za nim do wejścia.

Dotarłszy do biurka, włączam zasilanie i uruchamiam komputer. Gdy z tym kończę, dopijam cappuccino, wchodzę do łazienki, by ułożyć włosy i zrobić makijaż. Kiedy tylko kończę parzyć im kawę, oni punktualnie jak w zegarku wychodzą z windy. Nigdy nie widziałam, żeby się spóźnili; zawsze są o czasie.

Jednak, kiedy wchodzą, wydają się kłócić. Zostaję w małej kuchence, nie chcąc być świadkiem ich burzliwej dyskusji, ale nie mogę powstrzymać się od usłyszenia części tej wymiany zdań. Sebastian rzadko się denerwuje, więc dziwi mnie, że podnosi głos na Juliana, a ten z każdą sekundą staje się coraz bardziej wściekły. Mogłam też wywnioskować, że wciąż stoją we foyer. Zwykle, gdy urządzali sobie te kłótnie kochanków, odbywało się to w jednym z ich biur, a nie tam, gdzie każdy, kto wszedłby na to piętro, mógłby ich usłyszeć.

„Nie możesz w nieskończoność ignorować więzi, ukrywając się w swoim biurze. Pękniesz, a to przestraszy ją jeszcze bardziej.” Głos Sebastiana stawał się coraz wyższy w miarę, jak jego złość rosła. Zamarłam, słuchając uważnie; zastanawiam się, o czym mówią i kim jest ta tajemnicza kobieta.

„Nie wtrącaj się, mam kontrolę nad swoimi pragnieniami. Bardziej martwię się o twoje” – warknął Julian, a słowa spływały z jego języka niczym jad.

„Cóż, przynajmniej nie zaprzeczam im tak jak ty” – odparował Sebastian.

„Ona jest człowiekiem, jest słaba i nie należy do naszego świata. Mam dość powtarzania tej samej kłótni. Tu nie chodzi tylko o nas, to naraziłoby ją na niebezpieczeństwo. Tego właśnie chcesz, Sebastianie?” Głos Juliana podniósł się, a gniew przelewał się przez jego słowa.

Mój umysł wiruje. Ludzie? Czy wszyscy nie jesteśmy ludźmi? Musiałam się przesłyszeć, i kto jest w niebezpieczeństwie? Czułam, jak przyspiesza mi tętno, uderzając głośno w uszach. Gęsia skórka pokryła moje ramiona, a moja dłoń wciąż tkwiła w bezruchu, ściskając czajnik, aż zbielały mi knykcie. Dlaczego mój umysł i ciało są teraz sparaliżowane strachem?

„Bu, wiesz, co mówią o podsłuchiwaniu” – szepcze mi do ucha Sebastian, przyprawiając mnie o podskok. Jego głos rozlega się tuż przy moim uchu. Podchodzi bliżej, a jego pierś naciska na moje plecy. Moje dłonie lekko drżą, gdy odstawiam czajnik na blat.

„Wszystko w porządku, Seraphino?” Zabrzmiał na zmartwionego. Przyklejając do twarzy sztuczny uśmiech, odwracam się do niego, ale... on stoi przy drzwiach. Czy właśnie wyobraziłam sobie tę całą sytuację? Nie było mowy, żeby poruszył się tak szybko i bezszelestnie. Naprawdę wariuję, może mam jakieś załamanie nerwowe. Ich rozmowa odtwarza się w mojej głowie, ale staje się tak mętna, że nie potrafię sobie nawet przypomnieć, o co się kłócili. Julian pojawia się tuż za nim, wychylając głowę zza rogu i wpatrując się we mnie. Ogarnia mnie uczucie niepokoju i nie potrafię poskładać własnych myśli.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Cztery - Ich zakazana ludzka partnerka | StoriesNook