Ciepłe dłonie potrząsnęły mną, wyrywając mnie ze snu. Teczki zsunęły się z moich kolan na podłogę. Szlag, zasnęłam. W panice zerwałam się na równe nogi. Julian spojrzał na mnie, zaskoczony moim zwichrowanym wyglądem. Potarł nasadę nosa i pokręcił głową. Zwalczyłam w sobie ochotę, by ziewnąć i przeciągnąć się niczym kot.
„Miałaś iść do domu, pracowałaś przez całą noc?”
„Szlag”. Moje dłonie natychmiast powędrowały do ust, zszokowane słownictwem, jakiego użłam przy szefie. „Musiałam przysnąć... Daj mi tylko chwilę, ogarnę się przed spotkaniem”.
Sebastian wszedł do biura, wyglądając równie olśniewająco jak zawsze w swoim szarym garniturze. Zlustrował mnie wzrokiem. Moja koszula była cała pognieciona, włosy w nieładzie, a Bóg jeden wie, jak wyglądała moja twarz – wiedziałam, że na pewno niezbyt wyjściowo i pewnie przypominałam szopa pracza od rozmazanego makijażu. Uniósł brew, spoglądając na Juliana.
„Zasnęła w pracy” – stwierdził, wyraźnie niezadowolony z faktu, że znów ucięłam sobie drzemkę w biurze.
Gdyby tylko wiedzieli, że sypiam tu co noc, po prostu nie w samym biurze. Uśmiechnęłam się do siebie na tę myśl. Skoro to wydawało im się szalone, całkowicie postradaliby zmysły, gdyby dowiedzieli się, że parking wielopoziomowy jest moim obecnym miejscem zamieszkania.
Sebastian ruszył w moją stronę i chwycił materiał mojej bluzki. Pisnęłam z powodu jego bliskości i cofnęłam się. Sięgnął po mnie ponownie i złapał za dół koszuli; jego palce musnęły mój brzuch, gdy ściągał mi ją przez głowę. Szybko zakryłam swój fioletowy, koronkowy stanik, próbując uciec przed jego przeciągłym spojrzeniem na moją klatkę piersiową. Miałam świetne piersi, ale to wcale nie oznaczało, że chciałam się nimi chwalić przed szefem.
Julian otworzył drzwi, które wyglądały jak jakaś wbudowana szafa. Bez względu na to, ile czasu spędziłam w tym biurze, nigdy nie wiedziałam, że w ścianie ukryta jest garderoba. Wewnątrz wisiało kilka męskich koszul. Jak mogłam nigdy nie zauważyć, że w ścianie jest szafa? Czy są tu inne ukryte schowki? Co jeszcze tu ukrywają?
Zdejmując białą koszulę z wieszaka, Julian podszedł do mnie i stanął tuż obok. Sebastian przesunął się na bok i po prostu obserwował. Julian spróbował odciągnąć moje dłonie od klatki piersiowej, ale wyrwałam się i cofnęłam poza jego zasięg, odmawiając odsłonięcia się. Oczy Juliana pociemniały w sztucznym świetle, sprawiając, że skuliłam się pod jego intensywnym spojrzeniem.
„Mamy spotkanie za pięć minut i nie możesz tam wejść w takim stanie”. Znowu sięgnął po mój nadgarstek.
„Sama potrafię się ubrać” – powiedziałam, jedną ręką chwytając za koszulę. Jak tylko moja dłoń opuściła klatkę piersiową, wsunął moje ramię w rękaw i szybko mnie obrócił, wkładając drugą rękę w drugi otwór. Poddałam się i pozwoliłam mu dokończyć. Nie byłam w ich typie; to nie tak, że będą się gapić na moje piersi.
„Zakładam, że to bez znaczenia, skoro obaj jesteście gejami” – powiedziałam, zdając sobie sprawę, że zachowuję się dość dziecinnie, stresując się półnagością w ich obecności.
Dłonie Juliana, który właśnie zapinał mi guziki na wysokości dekoltu, znieruchomiały. Sebastian podszedł bliżej i zaczął podwijać mi rękawy z głupkowatym uśmiechem na twarzy. Widziałam, że próbuje powstrzymać śmiech. Patrzyłam w milczeniu, ewidentnie coś ich bawiło. Uniosłam brew, spoglądając na Juliana, który wciąż trzymał palce na guziku dokładnie między moimi piersiami; wyglądał, jakby głęboko się nad czymś zamyślił.
Sebastian parsknął, próbując stłumić w sobie śmiech, aż prawie się nim udławił.
„Co?” – zapytałam z irytacją, wkurzona, że nie zostałam wtajemniczona w ich wewnętrzny żart.
„Nie jesteśmy gejami” – powiedział Julian z drwiącym uśmieszkiem na twarzy. Złapał mój wzrok, po czym szybko powrócił do zapinania mojej koszuli. Poczułam, jak moja skóra płonie, a krew uderza mi do twarzy. Pracowałam tu przez cały ten czas z przekonaniem, że obaj wolą mężczyzn. Jak mogłam to tak źle odczytać? Przecież widziałam, jak się całują...
„Nie jesteście gejami?” – zapytałam z niedowierzaniem. Moje brwi powędrowały aż pod samą linię włosów.
„Zdecydowanie nie... obaj lubimy kobiety” – powiedział Sebastian, wciąż podwijając mi rękawy. Właśnie rozebrałam się do połowy przed moimi szefami. O czym oni sobie myśleli? To czekało tylko na pozew sądowy, nie żebym zamierzała ich pozwać. Potrzebowałam tej pracy, ale cała ta scenka nagle stała się potwornie upokarzająca.
„Ale widziałam, jak całujesz go w szyję” – wyrzuciłam z siebie to zdanie, niczym słowny rzyg. Julian uniósł na mnie brew.
„Nie wszystko, co widzisz, jest tym, na co wygląda”.
„Cóż, jestem całkiem pewna, że tego sobie nie wyobraziłam, poza tym mieszkacie razem”.
„Dzielimy dom, ale to nie jedyne, czym lubimy się dzielić” – odezwał się głos Sebastiana za moimi plecami. Podskoczyłam z powodu jego bliskości; jego oddech był zimny na mojej szyi i wywołał u mnie dreszcz.
„Nie jesteśmy gejami, lubimy też kobiety” – Julian położył mocny akcent na ostatnie słowo.
Kręcąc głową, wyszłam z biura. Mogłabym przysiąc, że obaj zachichotali, gdy zamykałam za sobą drzwi.
Spotkanie zdawało się ciągnąć w nieskończoność. Kiedy weszłam, kilka osób odwróciło głowy na widok mojej zmienionej koszuli, ale nikt nic nie powiedział. Nawet gdyby chcieli, wątpię, by się na to odważyli, zważywszy na to, że Julian i Sebastian wchodzili tuż za mną. Zawsze, gdy byli w pobliżu, ludzie zdawali się znikać lub odchodzić w przeciwnym kierunku. Nikt nie lubił wchodzić im w drogę w obawie przed utratą pracy, reprymendą czy oberwaniem czymkolwiek, co mogłoby polecieć w ich stronę.
Fakt, że wszystkie poprzednie sekretarki zwalniały się pod ich rządami, dowodził, jak bardzo potrafili być wymagający. Po zakończeniu spotkania pośpiesznie opuściłam salę i wracałam do swojego biurka, gdy zadzwonił mój telefon. To był szpital. Odebrałam bez wahania. „Słucham”.
„Seraphina, to ja, Clara”. Jej głos był pełen napięcia, mówiła bardzo szybko. Moje serce od razu zgubiło rytm. Czekałam na ten telefon, po prostu nie spodziewałam się, że nastąpi to dzisiaj.
„Komisja Etyki Lekarskiej wydała decyzję na twoją niekorzyść. Postanowili odłączyć aparaturę podtrzymującą życie twojej matki, twierdząc, że z medycznego punktu widzenia dalsze jej utrzymywanie nie jest już uzasadnione”.
Moje płuca boleśnie się skurczyły, presja była niemal nie do zniesienia. Przygotowywałam się na ten telefon. Myślałam, że byłam gotowa, by się pożegnać. Ale nie byłam... Nagle poczułam, jakbym się dusiła, i zaczęłam hiperwentylować. Nie mogłam sobie teraz pozwolić na omdlenie. Nie, kiedy moja matka mnie potrzebowała. Miałam wrażenie, że serce spadło mi do żołądka. Walczyłam ze łzami, które chciały wypłynąć. Ściskając telefon, czułam, jak knykcie o mało nie przebijają mi skóry.
„K-ki... Kiedy?” Mój głos trząsł się tak potwornie, że byłam zaskoczona, iż Clara w ogóle mnie zrozumiała. Sama nie potrafiłam rozpoznać prostego słowa, które właśnie opuściło moje usta.
„Dziś wieczorem, Seraphino. Tak mi przykro”. Rozłączyłam się w oszołomieniu. Czułam się, jakbym działała na autopilocie, gdy chwytałam za klucze i torebkę. Moje ręce drżały, gdy próbowałam przypomnieć sobie, co powinnam w tej chwili zrobić. Zbierając kilka potrzebnych mi rzeczy, ruszyłam w stronę windy. Mój organizm był w trybie paniki, starałam się zwalczyć emocje, próbując utrzymać się w jednym kawałku. W chwili, gdy chciałam wcisnąć guzik, drzwi się otworzyły. Z windy wysiedli Julian i Sebastian.
Rozmawiali o czymś, ale natychmiast ucichli, gdy weszłam do windy, przeciskając się między nimi. Odwrócili się, obaj wpatrzeni we mnie. Sebastian coś powiedział, ale nie słyszałam ani jednego słowa; kompletnie ogłuchłam na to, co działo się wokół. Próbował wyciągnąć rękę i mnie złapać, ale uniosłam dłonie w obronnym geście. Trzęsły się w niekontrolowany sposób.
„Nie dotykaj mnie, ja... muszę iść” – wydukałam, po czym zaczęłam gorączkowo uderzać w przycisk parteru. Szybko usunęli się z drogi zamykających się drzwi, a na ich twarzach malowała się troska.
Wiedziałam, że się martwili, ale w tej chwili nie obchodziło mnie tłumaczenie im mojej sytuacji. Nie dotyczyła ich, zresztą wcale by ich to nie obeszło. Musiałam po prostu do niej dotrzeć. Dotrzeć do mojej mamy.






