„Dokumenty dotyczące fuzji?” – pytam, wpatrując się w ekran jego komputera. Kiwa głową, a ja klikam „drukuj”, po czym wracam do drukarki. Jego dokument się drukuje, a ja zszywam go, po czym mu podaję.
Sebastian stoi, obserwując mnie. Jego intensywne spojrzenie sprawia, że czuję się niekomfortowo, ale nie potrafię odwrócić wzroku. Nagle odwraca się i wychodzi. Natychmiast nabieram powietrza, nie zdając sobie sprawy, że wcześniej wstrzymywałam oddech. Wracam do mojego biurka. Przez ostatni tydzień Sebastian zachowywał się dziwnie. Przyłapałam go na gapieniu się częściej, niż potrafię zliczyć.
Julian też był ostatnio spięty, słyszałam, jak kilka dni temu o coś się kłócili. Starałam się to jak najlepiej zignorować, bo ich związek to nie moja sprawa, ale sprawiało to, że w biurze robiło się nieco niezręcznie i panowała napięta atmosfera.
Dzień mija szybko. Julian przez cały dzień siedział w swoim biurze z jednym ze swoich gorszych nastrojów. Jedynym razem, kiedy dał o sobie znać, było to, gdy przełączałam rozmowy na jego linię. Zanim się zorientowałam, była już 17:30. Pan Croft i Pan Thorne wyszli o 17:00. Skończyłam wyłączać sprzęt, po czym zgasiłam światła i skierowałam się na parking. Na miejscu chwyciłam ładowarkę do telefonu oraz trochę ciepłych ubrań na zmianę i wrzuciłam wszystko do torby.
Musiałam wrócić do samochodu, zanim Arthur zamknie bramę. Arthur pracował kilka godzin rano, a potem wracał wieczorem, by opróżnić kosze i wyszorować podłogę, przed zamknięciem parkingu o 21:00. Dawało mi to mnóstwo czasu, by odwiedzić matkę przed powrotem.
Przechodząc przez pusty parking, wyszłam na poziomie parteru, po stronie parku. Przecinając park, kieruję się w stronę wielkiego, niebieskiego neonu, który znajdował się na dachu szpitala naprzeciwko Thorne and Croft Enterprises. Centrum Medyczne St. Jude. Codziennie chodzę tam, żeby sprawdzić, co u niej. Kierując się na drugie piętro, idę na oddziały. Sala osiemnasta, łóżko piąte.
Moja matka leży tu od ponad trzech miesięcy. Siadam w sterylnym pokoju. Nienawidzę szpitali, zawsze pachną środkiem do dezynfekcji rąk, a ten konkretny oddział wręcz cuchnie śmiercią. Nie, moja matka nie ma jakiejś wyniszczającej przewlekłej choroby. Moja matka, Eleanor Vance, jest w śpiączce.
Wracała samochodem z pracy w lokalnym barze. Pijany kierowca przejechał na czerwonym świetle i uderzył w nią. Jej auto uległo całkowitemu zniszczeniu, a ją samą trzeba było wycinać z wraku pojazdu. Od tamtej pory pozostaje w śpiączce. Lekarze mówią, że nastąpiła śmierć mózgu, i że jedyne, co utrzymuje ją przy życiu, to maszyny, do których jest podłączona.
Szpital stwierdził, że mogą podtrzymywać jej życie w nadziei na jakąś zmianę, choć graniczyłoby to z cudem. Udało mi się przeciągnąć to już do blisko czterech miesięcy, po tym jak odwołałam się od ich decyzji o odłączeniu aparatury podtrzymującej życie. Wciąż czekam na odpowiedź od Komisji Etyki Lekarskiej. Wiem, że to bitwa, którą przegram. Ale na razie zyskałam więcej czasu z nią.
To tylko kwestia czasu, zanim wyciągną wtyczkę i powiedzą mi, że muszę się z nią pożegnać. To również powód, dla którego mieszkam w samochodzie. Rachunki medyczne mamy są ogromne, i nawet gdy nadejdzie czas, by ją odłączyć, będę musiała mieszkać w aucie przez co najmniej kolejne 2 lata, zanim skończę je spłacać. Moje ubezpieczenie zdrowotne obejmuje dziecko na utrzymaniu lub małżonka. Moja matka nie miała ubezpieczenia. Pracowała na czarno i z trudem utrzymywała jakąkolwiek pracę na dłużej.
Wiem, że większość ludzi uznałaby wiarę w jej przebudzenie za myślenie życzeniowe, ale ja po prostu nie potrafię z niej zrezygnować. Nauczyła mnie chodzić, mówić, posługiwać się łyżką. Jak jeździć na rowerze. Była przy mnie od samego początku. Właściwie była moim pierwszym przyjacielem, i tak naprawdę jedynym. Wychowywała mnie jako samotna matka od momentu moich narodzin. Mój ojciec odszedł, kiedy dowiedział się, że spodziewa się dziecka. Nigdy go nie poznałam i szczerze mówiąc, nie zależy mi na tym.
Straciłam nasz dom po trzech tygodniach zalegania z hipoteką. Okazało się, że byłyśmy już miesiące do tyłu w momencie wypadku, a moja matka ukrywała to przede mną. Musiałam wybierać między utrzymaniem mamy przy życiu a zachowaniem domu. Wybrałam ją. Wiem, że ona zrobiłaby dla mnie to samo. Wiem, że opóźniam nieuniknione, ale jak można zabić własną matkę? Zabić jedyną osobę, która poświęciła całe twoje życie na kochanie i wspieranie cię? Kiedy nadejdzie ten czas, muszę mieć świadomość, że spróbowałam wszystkiego, inaczej nie będę w stanie żyć z poczuciem winy.
Patrząc w dół na moją matkę, wyglądała, jakby po prostu spała, nie licząc rurki wystającej z ust, która wtłaczała w nią powietrze, utrzymując ją przy życiu. Miała liczne rurki wystające z jej chudych ramion. Moja matka była kiedyś silną, pełną życia i radosną kobietą. Zawsze wyglądała młodziej, niż wskazywałby na to jej wiek. Z blond włosami sięgającymi tuż poniżej łopatek, miała wspaniałą cerę, zero zmarszczek, pełne różowe usta i opaloną karnację. Wyglądała świetnie jak na 45-letnią kobietę.
Teraz jej skóra była szara, a włosy przetłuszczone i oklapłe. Straciła całą wagę i masę mięśniową, stając się dosłownie skórą i kośćmi. Dosłownie marniała na tym szpitalnym łóżku. Siedząc na niebieskim krześle, przysunęłam się bliżej łóżka i chwyciłam ją za rękę.
„Hej, mamo. Tęsknię za tobą.” Odgarniam włosy z jej czoła, w miejscach, gdzie przyklejają się do skóry. Wsłuchuję się w pikanie monitora pracy serca, słysząc, jak odzywa się regularnie, oraz dźwięk respiratora zmuszającego ją do oddychania. Dzień w dzień jest to samo. Kiedyś przychodziłam codziennie, siedziałam z nią godzinami i opowiadałam o moim dniu lub czytałam jej. Ale po kilku miesiącach przychodzę już tylko po to, by powiedzieć jej, że ją kocham. Skończyły mi się tematy do rozmowy.
Tęsknię za jej głosem. Tęsknię za tym, jak mówiła mi, że wszystko będzie dobrze. Tęsknię za sposobem, w jaki sprawiała, że wszystko wydawało się proste. Eleanor Vance może nie była matką idealną, ale dla mnie była doskonała. Owszem, miała problem z alkoholem, ale poza tym wiem, że radziła sobie najlepiej, jak potrafiła, z kartami, które rozdał jej los.
Nigdy nie brakowało u nas miłości, i bez względu na to, jak bardzo bym czegoś nie spieprzyła, ona zawsze tam była, by pomóc mi pozbierać kawałki i poskładać je na nowo.
Teraz patrzę na nią i myślę o wszystkich tych rzeczach, które przegapi. O wszystkich wspomnieniach, których nie będzie częścią.
Po dłuższym siedzeniu przy niej, szybko wymykam się do małej łazienki. Pielęgniarka Clara ma dziś nocną zmianę i zawsze pozwala mi się tutaj umyć. To jedyny moment, w którym mogę wziąć prysznic w ciepłej wodzie. Nie gorącej, ale przypominającej letnią wodę w wannie, ponieważ prysznice mają tu regulację temperatury. Niemniej jednak nie narzekam. Ciepłe jest lepsze niż zimne. Pozostałe osoby w tej sali wymagają asysty i są przykute do łóżek jak moja matka, więc nie muszę się zbytnio martwić, że ktoś otworzy drzwi, ale na wszelki wypadek zawsze zamykam je na klucz, gdyby sprzątaczka lub inna pielęgniarka postanowiła wejść.
Szybko biorąc prysznic, myję włosy i ciało, upewniając się, by wyszorować się wyjątkowo dokładnie, dopóki mogę korzystać z ciepłej wody. Kiedy kończę, szybko wychodzę, wycieram się i wskakuję w spodnie dresowe, żeby nie musieć przebierać się w samochodzie. Wsuwam też stopy w skarpetki, po czym zakładam parę płaskich butów. Następnie upycham wszystko z powrotem do mojej wielkiej torebki i wracam do boku mamy.
Na stoliku obok ładującego się telefonu leżą kanapki klubowe. Clara musiała wejść, kiedy byłam pod prysznicem. Zna moją sytuację i wie, że po opłaceniu rachunków szpitalnych niewiele mi zostaje, więc na każdej swojej zmianie zawsze zostawia mi na stoliku kanapki lub resztki jedzenia z kafeterii.






