languageJęzyk

Pięć

Autor: Helena Bergman25 kwi 2026

Obaj wyglądają na zmartwionych. Zrobiłam coś niepokojącego? Przed chwilą się kłócili, a może to też sobie wyobraziłam, o co się sprzeczali, dlaczego już tego nie pamiętam? Wyglądają jak zawsze. Stoję tam równie zdezorientowana jak oni. Julian przerywa ciszę. Jego głos wyrywa mnie z odmętów mojego umysłu.

„Seraphino… Seraphino, co się dzieje? Jesteś ranna?” Wydaje się, że przez sekundę lekko pociąga nosem, węsząc. Przechylam głowę, przypatrując się im. Patrzą na siebie nawzajem. Pokój zaczyna się zniekształcać i wirować. Widzę, jak Julian przepycha się obok Sebastiana, wyciągając do mnie rękę. Moje mięśnie wydają się strasznie ciężkie. Och, nie, wiem co to jest, mam atak paniki. Szlag. Próbuję nabrać powietrza, ale moje ciało przestaje funkcjonować i nie mogę złapać tchu. Następne, co widzę, to ciemność.

Odzyskując przytomność... Otumaniona, próbuję unieść się na łokciach, ale dłoń Sebastiana na moim ramieniu wciska mnie z powrotem. „Och, spokojnie, połóż się jeszcze na chwilę”. Wpatruję się, całkowicie zdezorientowana. Leżę na brązowej skórzanej kanapie w gabinecie Juliana. Widzę go siedzącego na rogu swojego biurka, z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej, co sprawia, że wygląda jeszcze bardziej onieśmielająco niż zwykle. Gdy na mnie patrzy, na jego twarzy maluje się troska. Sebastian z kolei siedzi obok mnie na kanapie i masuje mi nogi. Szlag, zrobiłam coś żenującego, wiem to.

„Co się stało?” – pytam kompletnie zdezorientowana, próbując przypomnieć sobie ostatnią rzecz, jaką pamiętam. Jedyne, co mi świta, to podsłuchiwanie rozmowy Juliana z Sebastianem o... A potem brak tchu, i ciemność.

„Zemdlałaś, poleż chwilę, a tu masz, wypij to” – mówi Julian, podchodząc ze szklanką wody w dłoni. Siadam i opieram się o podłokietnik. Wyciągam rękę i chwytam lodowatą szklankę z wodą, przy czym moje opuszki palców muskają dłoń Juliana. Cofa rękę gwałtownie, jakbym go poparzyła, po czym odsuwa się do biurka.

Po kilku minutach rozlega się pukanie do drzwi. Julian każe wejść, a do biura wkracza długonoga blondynka, trzymając kilka styropianowych pudełek z jedzeniem. Pachniało chińszczyzną. Blondynka rozejrzała się po pokoju, niepewna, co ze sobą zrobić. Jej jasnoniebieskie oczy przeskakiwały panicznie po każdym z nas, aż wreszcie spojrzała na Sebastiana i zamarła.

Była niezwykle atrakcyjna; miała na sobie białe spodnie od garnituru, marynarkę i czarną koszulkę na ramiączkach.

„Zostaw to po prostu na biurku, Genevieve” – odezwał się cicho Sebastian. Genevieve drgnęła lekko, ale posłuchała, po czym szybko ewakuowała się z pokoju, w którym atmosfera stała się niezwykle gęsta. Czego właśnie byłam świadkiem? Dlaczego wyglądała na tak przerażoną? I, co ważniejsze, jak długo byłam nieprzytomna? Spoglądając na zegar wiszący nad drzwiami, zauważyłam godzinę. 15:15... Oczy mało nie wyszły mi z orbit. Nie było mnie od wielu godzin. Zrywając się na równe nogi, szybko ruszyłam do wyjścia. Szlag, miałam mieć gotowe dokumenty dotyczące fuzji na godzinę 16:00. Kiedy tylko uchyliłam drzwi, czyjaś dłoń pchnęła je i zamknęła, a zamek kliknął, blokując wyjście. Poczułam, jak ciepło przenika w moje plecy. Zamroziło mnie na ten nagły, gwałtowny ruch zamknięcia mi drzwi przed nosem.

„Usiądź z powrotem, Seraphino”. Jego głos brzmiał stanowczo. Zimny dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie, gdy jego gorący oddech połaskotał mnie w kark.

„Muszę przygotować dokumenty dotyczące fuzji na wasze spotkanie” – próbowałam się spierać. Mój głos zabrzmiał drżąco, sama słyszałam w nim strach. Ale dlaczego nagle bałam się swojego szefa?

Pochylając się nade mną, przycisnął swój tors do moich pleców. Zniżając głowę do mojego ucha, szepnął: „Powiedziałem: usiądź z powrotem”. Odwróciłam się twarzą do pokoju tylko po to, by napotkać surowe spojrzenie Juliana patrzącego na mnie z góry. Skurczyłam się pod jego spojrzeniem i zrobiłam krok w tył, uderzając plecami o drzwi, czując się nagle niezwykle małą w jego obecności. Kogo ja oszukiwałam? I tak byłam przy nim mała, ale w tej chwili czułam się maleńka i słaba.

Jego oczy złagodniały, gdy spotkały się z moimi. „Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć.” Powiedział to łagodnie. Sięgnął dłonią w moją stronę i założył niesforny kosmyk włosów za moje ucho, po czym odsunął się, wskazując, abym usiadła z powrotem obok Sebastiana. Szybko posłuchałam.

Sebastian ścisnął delikatnie moje kolano, po czym zabrał dłoń.

„Nie przejmuj się nim, jest trochę spięty. Odwołaliśmy też spotkanie. Jest przełożone na jutro rano” – zapewnił mnie Sebastian. Skinęłam głową na znak, że rozumiem, ale jedyne, czego pragnęłam, to uciec z tego pokoju. Nie mogę uwierzyć, że przespałam cały dzień na kanapie u szefa. Co za wstyd. Boże, mam nadzieję, że nie mówiłam przez sen ani nie puszczałam bąków. O mój Boże, a co jeśli tak było? Nagle zapragnęłam, żeby podłoga się otworzyła i mnie pochłonęła.

„Trzymaj!” – powiedział Julian, rzucając przede mną styropianowe pudełko z jedzeniem, po czym postawił drugie przed Sebastianem. Chciałam im powiedzieć, że czuję się dobrze, ale uciszyło mnie mordercze spojrzenie Juliana.

„To nie podlegało dyskusji, Seraphino... Jedz”. Każde słowo było pełne autorytetu, ale brzmiało to też tak, jakby wyzywał mnie, bym spróbowała mu się przeciwstawić.

Zrobiłam to, co kazał. Przysięgłabym, że widziałam, jak Julian uśmiecha się z politowaniem na widok tego, jak posłusznie spełniam jego rozkazy niczym dziecko. Czy to mogło być jeszcze bardziej niezręczne i zawstydzające? Ale jedzenie było pyszne, a ja umierałam z głodu. Może właśnie dlatego zemdlałam; między przyłapaniem na podsłuchiwaniu a niedojadaniem przez ostatnie miesiące, po prostu przytłoczyłam samą siebie.

Kiedy zjadłam smażony ryż i kurczaka satay, siedziałam cicho, czekając na zwolnienie mnie z jego gabinetu, co jednak nie następowało. Zamiast tego Sebastian pozbierał puste pojemniki po jedzeniu i wyrzucił je. Julian podszedł do szafki obok okna i wyciągnął trzy szklanki, nalewając do nich brązowy płyn, który przypominał nieco whiskey. Odwróciwszy się, wręczył mi jedną. Sebastian podszedł, wziął swoją i wypił jednym haustem. Obserwowałam, jak Sebastian cicho opuszcza pokój, zostawiając mnie z Julianem. Nagle zapragnęłam, żeby wrócił, i odwróciłam wzrok, wpatrując się w drzwi. Moje dłonie zaczęły się pocić.

Julian wydawał się mniej przerażający, gdy w pokoju znajdował się Sebastian. Odwracając się z powrotem i poprawiając pozycję na kanapie, zauważyłam, że Julian obserwuje mnie znad swojej szklanki. Obracałam naczynie w palcach. Zbliżając szklankę do ust, wypił wszystko do ostatniej kropli. Powąchałam swój napój, po czym zmarszczyłam nos; pachniał słodziej niż wódka. Nic nie było tak ostre jak wódka czy tequila. Przykładając szklankę do ust, wypiłam całość na raz. Napój był słodki i łagodny w smaku. Trochę paliło w gardle, ale nie tak jak alkohol z niektórych butelek, które trzymałam w bagażniku, a zwłaszcza tych tańszych, które mama lubiła pić.

Wstając, zamierzałam odstawić szklankę, ale Julian chwycił ją, dolał trunku i podał mi z powrotem. Uniosłam na niego brew, ale przyjęłam naczynie. Sebastian wrócił, a zamek w drzwiach cicho kliknął za jego plecami.

W rękach trzymał jakieś pudła z dokumentami. „Mamy audyt, więc musimy posortować wszystkie te akta i poukładać umowy datami. Rozgość się, to będzie długa noc”. Julian mówił głośno i wyraźnie. Spojrzałam na cztery kartony, które wniósł Sebastian, wiedząc, że to nawet nie była ich połowa. Wypijając szklankę whiskey, usiadłam na podłodze i zaczęłam wyciągać teczki z pudeł.

W połowie nocy ktoś zamówił więcej jedzenia i przyniósł nam kawę. Nie jestem pewna, kiedy mieli czas cokolwiek zamawiać, bo ani razu nie widziałam, żeby brali do ręki telefony, ale byłam zadowolona. Pracowaliśmy głęboko w noc, a ja byłam wykończona. Kiedy nadeszła godzina zamknięcia budynku o 21:00, Julian spojrzał na ochroniarza, który wszedł do gabinetu, by poinformować nas, że zaraz zamyka.

„Wy idźcie. Niewiele już zostało, dokończę to i też zaraz znikam”. Julian i Sebastian wyglądali na niepewnych, ale ostatecznie zgodzili się wyjść. Dali mi komplet kluczy do budynku, a także kod bezpieczeństwa, abym mogła uzbroić alarmy wychodząc.

Kiedy skończyłam przeglądać ostatnie pudło, ułożyłam je równo jedno na drugim, po czym sprawdziłam godzinę – była 2:00 w nocy. Miałam przed sobą jeszcze tylko trzy akta. Sadowiąc się wygodnie na kanapie, przysunęłam je do siebie. Oczy zaczynały mnie piec, a wszystkie słowa zlewały się w jedno. Moje palce drętwiały od wertowania stron…….

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Pięć - Ich zakazana ludzka partnerka | StoriesNook