languageJęzyk

Dwa

Autor: Helena Bergman25 kwi 2026

Julian wychodzi z windy jako pierwszy. Ma dziś na sobie czarny garnitur w połączeniu z białą koszulą i srebrnym krawatem. Głowę ma spuszczoną, wpatrzony w telefon. Zabiera swoją kawę z tacy, nawet na mnie nie zerkając, i idzie prosto do swojego gabinetu. Z kolei Sebastian ma na sobie szary garnitur, a trzy górne guziki jego białej koszuli są rozpięte, odsłaniając fragment klatki piersiowej. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak dopracowanego jak Julian, ani tym bardziej w krawacie. Sebastian zatrzymuje się, chwyta swój kubek i bierze łyk. „Dzień dobry, Seraphino” – mówi z puszczeniem oka, po czym wchodzi do swojego biura naprzeciwko Juliana.

Nie potrafię powstrzymać rumieńca, który wypływa na moje policzki, sprawiając, że twarz mnie piecze. Szybko odnoszę tacę do kuchni, po czym chwytam tablet z biurka. Niepewnie staję pod drzwiami gabinetu Juliana, błagając w duchu, by był dziś w dobrym nastroju. Tuż przed tym, jak mam zapukać, on odzywa się donośnie.

„Zamierzasz wejść, czy będziesz tam wystawać przez cały dzień?” Jego chrapliwy, głęboki głos sprawia, że podskakuję, po czym uchylam drzwi na tyle, by szybko wślizgnąć się do środka. Julian siedzi za biurkiem, a jego palce uderzają w klawiaturę laptopa. Wciąż nie podniósł wzroku. Stoję tam, niezgrabnie przestępując z nogi na nogę. Uważam pana Crofta za kogoś bardzo onieśmielającego, zawsze jest taki formalny, taki poważny. Kiedy się nie odzywam, podnosi wzrok, przybijając mnie do ziemi swoim spojrzeniem. Moje dłonie lekko drżą pod wpływem jego intensywnego wzroku. Przechyla głowę na bok, czekając, aż się odezwę, co przywraca mnie do zmysłów. Robię krok do przodu, ściskając w dłoniach tablet niczym tarczę i sprawdzając jego harmonogram.

„Ma pan spotkanie o 12:00 z panem Jacobsem. Przesłałam też propozycje przygotowane na to spotkanie, a teraz przesyłam maile otrzymane w odpowiedzi na telekonferencję, którą przeprowadził pan w zeszły czwartek.”

„Czy to wszystko?”

„Nie, proszę pana, potrzebuję pana podpisu pod zbiórką charytatywną na rzecz szpitala.”

„Więc gdzie ten dokument?”

Szybko patrzę na swoje ręce, uświadamiając sobie, że zostawiłam tę jedyną, wymaganą kartkę papieru na biurku. W duchu uderzam się w czoło. Podnoszę palec w górę. Julian przewraca na mnie oczami, wyraźnie zirytowany moim błędem, z otwartą dłonią czekając na dokument. „Z-chwileczkę, proszę pana.”

Słyszę, jak irytuje się i wzdycha. Wyskakuję na zewnątrz i przynoszę dokument, po czym wsuwam go na biurko przed nim. Błyskawicznie go podpisuje i oddaje mi, w ogóle na mnie nie patrząc, i od razu wraca do pisania na laptopie.

Nie mogę nie zauważyć, że wygląda na zmęczonego. Cienie wiszą pod jego zazwyczaj pełnymi wyrazu niebieskimi oczami, a skóra jest nieco bledsza niż jego normalna, złocista opalenizna. Wpatruję się w przestrzeń, całkowicie zapominając o tym, co miałam robić, zbyt pochłonięta podziwianiem mojego szefa. Pan Croft odchrząkuje niezręcznie, wyrywając mnie z zamyślenia. Unosi brew, przyłapując mnie na taksowaniu go wzrokiem.

„Och, przepraszam, proszę pana.” Jąkam się, potykając o własne słowa. On kręci głową i słyszę, jak chichocze. Odwracam się zawstydzona, wybiegam z pokoju i zamykam za sobą drzwi.

Pan Croft zawsze mnie peszy. Zawsze czuję się przy nich jak we mgle, zdarzało mi się nawet zapomnieć o oddychaniu. Ostatnim razem, gdy tak się stało, zemdlałam. Żeby być uczciwą – nic nie jadłam, więc mój mózg i tak był już papką. Obudziłam się, widząc nad sobą zatroskaną twarz Sebastiana, podczas gdy Julian po prostu gapił się na mnie, jakbym była upośledzona. Bo poważnie, kto zapomina oddychać? To podobno podstawowa funkcja życiowa, a ja nawet tego nie potrafię zrobić dobrze.

To był dzień, w którym zrozumiałam, dlaczego nikt nie chce tej pracy. Niezwykle trudno jest skupić się przy nich na obowiązkach, potrafią stać się rozpraszaczem zupełnie bezwiednie. Uważam też, że pan Croft bywa całkiem okropny. Nie sądzę, by zdawał sobie sprawę z tego, jak podłe rzeczy wygaduje, gdy jest zły. Na jego szczęście, mam grubą skórę i rozpaczliwie potrzebuję tej posady. Pilnuję też, by przy każdym wejściu do jego gabinetu trzymać w ręku tablet na wypadek, gdyby czymś rzucił. Kiedyś patrzyłam, jak w ataku szału uderzył informatyka butelką z napojem. Poważnie, facet ma problemy z agresją i potrzebuje jakiejś terapii albo czegoś w tym stylu. Wszyscy chodzą wokół niego na paluszkach, z wyjątkiem Sebastiana. Informatyk nigdy więcej tu nie wrócił.

Siedząc przy biurku, śmieję się na to wspomnienie, po czym odwracam się z powrotem do komputera. Moja praca jest zaskakująco dobra i łatwa, a do tego dobrze płatna. Niewiele aktywności fizycznej, chyba że liczyć odbieranie telefonów i noszenie teczek. Jedyną wymagającą rzeczą są godziny. Jestem tu dosłownie pod telefonem 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Nie jestem tylko ich sekretarką, ale także osobistą asystentką, nie żeby kazali mi robić dużo, chyba że ma to związek z pracą. Godziny bywają czasem upiorne, jak praca do wczesnych godzin porannych tuż przed ważnymi terminami końcowymi.

Klikając przycisk drukowania, wchodzę do pokoju z drukarkami, który przylega do aneksu kuchennego. Czekam na mój wydrukowany dokument, gdy nagle drukarka wydaje z siebie pisk i wyskakuje kod błędu. Taca na papier jest pusta. Pochylam się, otwieram klapę, wyjmuję tacę i ruszam w stronę szafki, by przynieść trochę papieru.

Szafka jest pusta. Wychodzę i kieruję się do magazynu. Otwierając drzwi, zapalam światło i rozglądam się po półkach. Wzdycham na widok miejsca, w którym go postawiono. Jakiś kretyn postanowił położyć papier na samej górnej półce. Wyciągając drabinkę zza drzwi, opieram ją, zdejmuję szpilki i wspinam się do góry. Muszę stanąć na palcach, żeby dosięgnąć kartonu. Chwytam go koniuszkami palców i zaczynam ciągnąć w stronę krawędzi, gdy nagle z tyłu zaskakuje mnie jego głos.

„Pomóc ci?” – pyta Sebastian. Wydaję z siebie nagły okrzyk i podskakuję ze strachu; zaczynam tracić równowagę. Szybko chwytam się półki opuszkami palców i odzyskuję pion. Serce wali mi w piersi. Kiedy mój puls nieco zwalnia, staję się bardzo świadoma dłoni, która chwyciła mnie za tyłek. Patrząc w dół, widzę rękę Sebastiana, która mnie asekuruje. Czuję, jak jego duża dłoń mocno dociska mój pośladek przez materiał spodni, a jego kciuk opiera się między moimi nogami, naciskając tam, gdzie znajduje się moje najczulsze miejsce. Dzięki Bogu, że mam dziś na sobie spodnie, a nie spódnicę.

„Och, szefie” – mówię, zerkając w dół na jego rękę. Zdaje się zauważać, za co mnie złapał. Na jego twarz wypełza lekki, cwany uśmieszek. Dotyk jego dużej dłoni na moim ciele sprawia, że się rumienię, i ogarnia mnie zupełnie nieznane uczucie. Co jest ze mną nie tak? Muszę walczyć z pragnieniem zaciśnięcia ud, by powstrzymać to nagłe pulsowanie między nogami.

Kiedy czuję, jak jego dłoń zsuwa się po wewnętrznej stronie mojego uda aż do kostki, wciągam gwałtownie powietrze, a on zabiera rękę. Moja skóra płonie ze wstydu, bo odczuwam pociąg do mojego szefa geja. Sebastian wydaje się przez sekundę węszyć w powietrzu, a na jego twarzy pojawia się chytry uśmiech wywołany moim zawstydzeniem. Następnie Sebastian wyciąga rękę i chwyta pudło, które tak pieczołowicie starałam się wydobyć.

Chwyta je jedną ręką i zdejmuje. Szybko schodzę z drabiny, zakładam z powrotem szpilki, po czym przejmuję od niego karton.

„Szukałeś czegoś?” – pytam, czując, że jest mi gorąco i jestem zdezorientowana, idąc z magazynu z powrotem do drukarki.

„Tak, próbowałem coś wydrukować, kiedy zorientowałem się, że w drukarce zabrakło papieru” – odpowiada Sebastian, opierając się o blat obok urządzenia.

Szybko załadowałam papier na tacę, po czym wsunęłam ją z powrotem do drukarki. Kasując błąd, klikam „drukuj”. Maszyna natychmiast rozpoczyna swoje zadanie, drukując dokumenty. Zszywam je i odkładam na blat. Kiedy już nic nie wychodzi, odwracam się do Sebastiana. „Jesteś pewien, że kliknąłeś »drukuj«?” – pytam, unosząc brew.

Sebastian wydaje się zastanawiać, zanim odpowiada. „Chyba tak.”

Przewracam na niego oczami i wchodzę do jego biura. Idzie za mną, staje w progu swojego gabinetu i opiera się o framugę, obserwując mnie.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Dwa - Ich zakazana ludzka partnerka | StoriesNook