Sebastian złapał mnie, podcinając mi nogi, i zaczął biec. Poprawił mój ciężar, zmuszając mnie do oplecenia nóg wokół jego bioder, gdy ruszył przez las. Mój krzyk uwiązł mi w gardle, mój przerażony krzyk zamarł, gdy drzewa przemykały obok mnie, a żółć podchodziła i zbierała się w ustach, gdy próbowałam powstrzymać wymioty. Zacisnęłam mocno powieki, bojąc się, że uderzymy w drzewo. Jeśli to się stan






