– A czy to ma jakieś znaczenie? – odpowiedział boss donośnym głosem, stając przed swoim synem.
– Cóż… przysięga małżeńska… – wyszeptał z wahaniem ksiądz, a jego nerwowe, jasnoniebieskie oczy strzelały w przypadkowych kierunkach.
Powiedz mu, księże! Powiedz mu, że nie możemy wziąć ślubu, jeśli pan młody jest nieprzytomny i nie może wypowiedzieć słów przysięgi. Mam na myśli to, czy on w ogóle wie, co się dzieje? Czy to w ogóle by się liczyło, skoro nie wie, w co się pakuje?
– Oh… rozumiem – powiedział boss, kiwając głową ze zrozumieniem.
Obserwowałam to, zaskoczona niespodziewanie wyrozumiałą reakcją mafijnego bossa, który nadal potakiwał.
– Musi wypowiedzieć swoją przysięgę… rozumiem… rozumiem – mamrotał dalej do siebie, jakby był zamyślony.
Hayden wciąż był nieprzytomny jak trup. Założyłabym się, że gdyby tych dwóch mężczyzn przestało go podtrzymywać, po prostu runąłby płasko na podłogę.
*Trzask!*
Głośny odgłos uderzenia rozszedł się echem po zamkniętej przestrzeni marmurowego kościoła. Wydusiłam z siebie cichy okrzyk szoku wraz z resztą zgromadzonych, obserwując scenę rozgrywającą się na naszych oczach. Bez ostrzeżenia boss nagle uderzył syna w skroń rękojeścią pistoletu. Mocno.
Czy to go zabiło? Cholera… on krwawi…
Moje oczy rozszerzyły się, a usta otworzyły z szoku. Skroń Haydena krwawiła, krew spływała z rany i strużką ściekała po boku jego twarzy.
– Wstawaj, synu! – wrzasnął boss na całe gardło.
Jego głos był tak głośny, że musiałam zasłonić uszy obiema dłońmi. Ten człowiek jest szalony. Właśnie uderzył syna, żeby go obudzić?! Założę się, że wszyscy tutaj są szaleni!
– …hmmm…
Nieprawdopodobne, ale Hayden zaczął się poruszać i wydawać z siebie bełkotliwe dźwięki. Ze zdumieniem patrzyłam, jak nagle unosi opuszczoną głowę do pionu. Czy on się właśnie obudzi? Obudził się… ot tak?
– Hayden! Wstawaj, synu! – boss kontynuował głośne wrzaski prosto do ucha Haydena.
Hayden nagle otworzył oczy i rozejrzał się sennie. Mogłam sobie wyobrazić, jak bardzo był zdezorientowany faktem, że znalazł się w kościele, w otoczeniu tak wielu ludzi. Nagle jego wzrok padł na mnie, po czym nasze spojrzenia się skrzyżowały. Cicho westchnęłam ze zdumienia, gdy w końcu po raz pierwszy spojrzeliśmy na siebie.
Utrzymywałam kontakt wzrokowy z parą niezwykle pięknych, niebieskich oczu, podczas gdy wpatrywaliśmy się w siebie. Ja w szoku, on w lekkiej konsternacji. Po chwili Hayden przechylił głowę w bok z dezorientacją, próbując zrozumieć, co się właściwie dzieje.
Powoli zrzucił z siebie ramiona podtrzymujących go mężczyzn, stając prosto. Wciąż był wyraźnie pijany i oszołomiony, próbując ze wszystkich sił ustać pewnie na własnych nogach.
– Ręce przy sobie… – wymamrotał cicho Hayden, a jego jasne brwi ściągnęły się z irytacją.
Dwaj mężczyźni posłusznie puścili Haydena, a boss natychmiast znalazł się u jego boku, by sprawdzić stan syna. Hayden uniósł dłoń i dotknął rany na skroni, która wciąż krwawiła. Byłam w szoku, że nikt do tej pory nie udzielił mu żadnej pomocy medycznej. Spojrzał na krew na swojej dłoni ze zdziwieniem, po tym jak poczuł ranę na głowie.
– Uderzyłem się w głowę? – zapytał Hayden bezpośrednio ojca.
– Nie. Uderzyłem cię w głowę pistoletem, żeby cię obudzić! Musisz wziąć ślub w tej chwili. To nie jest czas na upijanie się! – odpowiedział ojciec, głośno krzycząc na syna.
Spokojne i opanowane mówienie zdecydowanie nie było mocną stroną bossa.
– Cóż… kurwa… – zaklął Hayden, wycierając krew o białą marynarkę i plamiąc ją na czerwono.
– Przejdźmy do ceremonii. Nie mamy całego dnia! – krzyknął boss na księdza, który aż zadrżał ze strachu.
To się nie może dziać naprawdę. Zaczynamy ceremonię? Naprawdę muszę wyjść za tego faceta? Poczułam na ciele zimny pot i uświadomiłam sobie, jak bardzo byłam w tym momencie spanikowana. Jeśli za niego wyjdę, moje życie będzie skończone. Utknę z tą szaloną mafią na resztę moich dni. Nie… to nie może być prawda.
Zniecierpliwiony boss chwycił syna za ramię i pociągnął go do przodu. Patrzyłam, jak Hayden zatoczył się lekko w przód pod wpływem siły pociągnięcia ojca. Jednak nagle zatrzymał się w miejscu, jakby w jego umyśle właśnie zaświtała pewna myśl.
– …kim ona jest? – zapytał Hayden, wskazując na mnie palcem.
Dziewczyną, którą powinieneś poślubić, ale przypuszczam, że nie zdajesz sobie z tego sprawy ani z niczego innego, ponieważ jesteś pijany w sztok, krzyknęłam w myślach.
– To twoja panna młoda, Hayden! – wrzasnął boss, wyraźnie tracąc resztki cierpliwości, jakie mu pozostały.
– …to nie jest moja panna młoda – stwierdził stanowczo Hayden.
Oh… wow. Co za zwrot akcji. Byłam pewna, że żadna panna młoda stojąca przed ołtarzem nie spodziewa się ani nie chce zostać odrzucona przez swojego przyszłego męża, ale ja byłam zachwycona tym, co usłyszałam. Proszę, zerwijcie te głupie zaręczyny, żebym mogła wrócić do domu z babcią. Proszę!
– Co ty, u licha, wygadujesz?! Przecież to omawialiśmy. Skoro mówię, że to twoja panna młoda, to ONA JEST twoją panną młodą! – krzyknął boss prosto w twarz syna.
Skrzywiłam się na widok agresywnej sceny rozgrywającej się przede mną. Inni członkowie gangu i goście tkwili wpatrzeni w ciszy, nie ruszając się ze swoich miejsc. Chciałam wrócić do domu, w kościele było zimno, a kątem oka widziałam, że moja babcia blednie z minuty na minutę. Czuła się źle, mogłam to dostrzec.
– Jak… masz na imię? – zapytał mnie bezpośrednio Hayden, mówiąc tak powoli i wyraźnie, jak tylko potrafił w swoim stanie.
Byłam zszokowana, że rzeczywiście się do mnie odezwał. Czułam jego wzrok na mojej twarzy, a słowa więzły mi w gardle. Hayden nadal wpatrywał się we mnie zmrużonymi oczami, czekając na odpowiedź.
– …Malissa. Mam na imię Malissa Maxford – wreszcie zdołałam wydusić, choć mój głos brzmiał drżąco i sucho.
– Amelia. Nie poślubię nikogo oprócz Amelii. Ona nie jest moją panną młodą – oświadczył stanowczo Hayden, wskazując w moim kierunku. Odepchnął ramię ojca i odwrócił się, by odejść.
– Co ty mówisz! Amelia… Arghhh! Brać go, przytrzymajcie go natychmiast! – rozkazał boss, celując palcem w plecy syna.
Mężczyźni poderwali się z miejsc i zaczęli krępować ramiona oraz nogi Haydena, aż w końcu został zmuszony do uklęknięcia u stóp ojca.
Co teraz? Najwyraźniej Hayden jest w kimś zakochany i zamierza poślubić tę osobę. Ja też miałam kogoś, w kim byłam szaleńczo zakochana, choć on nigdy nie chciał poślubić kogoś takiego jak ja…
To, co wydarzyło się potem, było całkowitym chaosem, gdy członkowie gangu zmagali się, by przytrzymać Haydena, a boss nie przestawał na niego wrzeszczeć. Jakiś czas później Hayden ponownie stracił przytomność i nikt nie był w stanie go dobudzić.
W ostatecznym rozrachunku, ku mojej wielkiej uldze, ceremonia ślubna nie mogła być kontynuowana. Nie oznaczało to, że natychmiast uwolniłam się od mafii, ale przynajmniej uniknęłam małżeństwa na jeszcze jeden dzień. Mężczyźni w czerni eskortowali moją babcię i mnie z powrotem do jej szpitalnego pokoju po tym, jak przebrałam się z sukni ślubnej.
Tego dnia nie zobaczyłam już więcej Haydena.
--Ciąg dalszy nastąpi…






