Zanim poślubiłam Haydena, mieszkałam z moją babcią.
Moi rodzice zginęli niespodziewanie w wypadku samochodowym, i tylko dzięki ogromnemu szczęściu nie było mnie z nimi w aucie tamtego ranka. Potem moje życie drastycznie się zmieniło. Tuż po pogrzebie rodziców odkryłam, że ich tak zwani partnerzy biznesowi przejęli naszą rodzinną firmę. Zasadniczo, w jakiś sposób zostałam oszukana i pozbawiona udziałów w biznesie rodziców, a po spłaceniu ich długów straciłam wszystko, co mieliśmy, łącznie z naszym domem.
Tak oto wylądowałam u mojej babci na prowincji. Byliśmy biedni, a życie było ciężkie, ale miłość i opieka, jakie od niej otrzymywałam, zdecydowanie wszystko rekompensowały. Jednak to moje proste i spokojne życie nagle stanęło na głowie, kiedy po powrocie zastałam nasz dom splądrowany i zaatakowany.
– Babciu! – krzyknęłam głośno, wbiegając do cukierni.
W środku znajdowała się grupa mężczyzn ubranych na czarno, ale mój wzrok od razu skupił się na mojej babci, która klęczała na ziemi, a po jej twarzy spływały łzy.
– Co tu się stało? Babciu… – zapytałam drżącym głosem.
– Znasz Simona i Marianne Maxfordów? – zapytał surowo jeden z mężczyzn ubranych na czarno.
– Tak… to byli moi rodzice… – odpowiedziałam cicho.
Co ci mężczyźni mają wspólnego z moimi rodzicami? Minęło około sześciu lat od ich śmierci…
– Wreszcie cię znaleźliśmy – kontynuował mężczyzna opanowanym głosem.
– Co masz na myśli? – zapytałam zdezorientowana.
– Spójrz na to – powiedział mężczyzna, wyciągając w moją stronę kilka kartek papieru.
Zawahawszy się, wzięłam od niego dokumenty, zauważając przy tym, że moje ręce mocno drżą.
– To jest umowa pożyczki, którą twoi rodzice zawarli z naszym szefem, biorąc pożyczkę na pięćset milionów dolarów – oświadczył sucho mężczyzna.
– …Co?! – wykrzyknęłam w szoku.
Pięćset milionów dolarów?!
– Musimy zabrać cię na spotkanie z naszym szefem – powiedział chłodno mężczyzna.
Poczułam, że świat wiruje wokół mnie, kiedy jeden z mężczyzn przycisnął mi szmatkę do nosa i ust, a potem zapadła nieprzenikniona ciemność.
…
– Dlaczego… tu jestem? – zapytałam zdezorientowana, gdy odzyskałam przytomność.
– Zanim odpowiem na to pytanie. Powiedz mi, czy znasz może mężczyznę, który nazywa się Jack Witman? – zapytał człowiek, o którym zdążyłam już wywnioskować, że musi być bossem mafii.
– Nie. Nigdy nie słyszałam tego nazwiska… – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
– Rozumiem. Pięćset milionów dolarów… – powiedział boss, pocierając brodę.
– Jeśli chodzi o pieniądze. Nie mam ich w tej chwili, ale przysięgam, że będę pracować, albo zrobię wszystko, by ci to spłacić – wtrąciłam rozpaczliwie.
– Oh… zrobisz wszystko, co? Nie martw się, nie chcę zwrotu pieniędzy – odparł bez ogródek boss, lekceważąco machając ręką.
– Naprawdę?! – zapytałam z zaskoczeniem, czując, jak ulga rozlewa się po moim ciele.
– Oczywiście. Zamiast tego chcę, żebyś poślubiła mojego syna – oświadczył boss, a jego ton stał się nagle bardzo poważny.
– CO?! – krzyknęłam zaszokowana.
– Słyszałaś mnie. Chcę, żebyś wyszła za mojego syna – powtórzył boss, po czym uśmiechnął się z satysfakcją.
– Czy to jakiś niesmaczny żart?! – wykrzyknęłam zdumiona.
– Przecież przed chwilą powiedziałaś, że zrobisz wszystko – przypomniał mi z uśmieszkiem.
– Ale ja… bardzo przepraszam, ale nie potrafię sobie wyobrazić poślubienia kogoś, kogo nawet nie znam… kogo nawet nie kocham… – zaczęłam tłumaczyć najlepiej, jak potrafiłam. Nie wspominając już o tym, że ponad wszystko, nigdy nie mogłabym poślubić członka mafii.
– Całkowicie to rozumiem. To nie będzie stanowiło żadnego problemu. Z pewnością zakochasz się w moim synu – oświadczył boss z pewnością siebie.
– Proszę, pozwól mi wrócić do domu. Mam bardzo starą babcię… – błagałam go.
– Jeśli wejdziesz do tej rodziny, będziesz miała wszystko. Władzę, bogactwo, sławę i cokolwiek tylko zechcesz – rzekł z pasją boss.
Wyjść za jego syna?! To szaleństwo. Tylko raz w życiu myślałam o małżeństwie, ale… cóż, po prostu nam nie wyszło…
– A co, jeśli… odmówię? – zapytałam cichym, niepewnym głosem.
– Poważnie, kochanie, co sprawia, że myślisz, że możesz odmówić? Tylko najwyżej postawieni członkowie mafii wiedzą, gdzie znajduje się to miejsce. Nie mogę pozwolić ci odejść, skoro już tu jesteś, wiesz… – powiedział boss, wciąż się uśmiechając.
Jego czyny stały jednak w jaskrawym kontraście z jego słowami, gdy powoli położył na stoliku kawowym czarny przedmiot. Z całkowitym przerażeniem uświadomiłam sobie, że to broń.
– Wyjdziesz za mojego syna, tak jak mówi umowa – stwierdził stanowczo stary mężczyzna.
– Umowa? – zapytałam zdezorientowana.
– Dokładnie – powiedział boss, wskazując gestem na umowę.
– Co do… – mruknęłam do siebie, gdy moje oczy skanowały warunki kontraktu.
Na ostatniej stronie znajdował się zapis, z którego wynikało, że "w przypadku braku możliwości spłaty zadłużenia, dłużnicy wyrażają zgodę na to, by ich córka, panna Malissa Maxford, poślubiła członka rodziny pożyczkodawcy, wybranego bez wyjątku przez samego pożyczkodawcę".
– Jak widzisz, członkiem rodziny, którego wybrałem, jest mój syn. Uwierz mi, to znacznie lepsze niż ślub ze mną, prawda? – powiedział boss, śmiejąc się ze swojego własnego, chorego żartu.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, telefon komórkowy bossa zaczął głośno dzwonić, zakłócając napiętą atmosferę w pomieszczeniu.
– Rozumiem. Zajmiemy się tym… zapewnijcie jej najlepsze leczenie – powiedział boss do słuchawki.
Rozmowa dobiegła końca, a boss spojrzał na mnie z poważnym wyrazem twarzy, przez co zaczęłam się zastanawiać, czego dotyczył ten telefon.
– Mężczyzna, który zabrał twoją babcię do szpitala, właśnie dzwonił – powiedział boss po chwili przerwy.
– Jak ona się czuje? – zapytałam z niepokojem.
– Myślę, że ona o tym wiedziała, ale… chyba nigdy ci nie powiedziała. Twoja babcia ma raka płuc w czwartym stadium… – odpowiedział boss.
– Co…? – wyszeptałam ledwie słyszalnie, ogarnięta szokiem.
– Lekarze nie są pewni, ile jeszcze czasu jej zostało… – kontynuował boss.
– To niemożliwe… – wymamrotałam pod nosem.
– Powiedziałem szpitalowi, żeby zapewnili jej najlepsze leczenie, i oczywiście jestem gotów pokryć wszelkie koszty… – zasugerował z uśmiechem.
– Gdybym tylko… wyszła za twojego syna? – z wściekłością dokończyłam za niego zdanie.
– Jesteś mądra. Mógłbym zmusić cię samą umową długu, ale dorzucę bonus i przy okazji zajmę się twoją kochaną babcią. Przecież nie stać cię teraz na opłacenie jej rachunków medycznych, prawda? – zauważył ze znajomością rzeczy stary człowiek.
Inna sprawa, która dręczyła mnie od samego początku to…
– Dlaczego ja? Jestem pewna, że masz mnóstwo innych kobiet do wyboru… – zapytałam.
– To musisz być ty – odparł bez wahania boss.
– Dlaczego? – zapytałam.
– Ponieważ jestem pewien, że mój syn potrafi się zakochać… jeśli to będziesz ty… – odpowiedział z pewnością w głosie boss.
– A co, jeśli… twój syn nie będzie chciał mnie za żonę? Co wtedy zrobisz? Czy… zakończysz to wszystko? – zapytałam, pozwalając sobie na cień nadziei.
– A co powiesz na układ? – zaproponował z uśmiechem staruszek.
– Układ? – zapytałam zaciekawiona.
– Umorzę twój dług. Zapłacę za wszystkie rachunki szpitalne twojej babci i cię wypuszczę. W zamian chcę tylko, żebyś skłoniła mojego syna do objęcia stanowiska mojego następcy. Mamy umowę? – zapytał boss.
To nie brzmiało dla mnie zbyt trudno i było zdecydowanie lepsze niż tkwienie w małżeństwie z jego synem do końca życia.
– Dobrze… – powiedziałam szeptem.
Właśnie dlatego wyszłam za Haydena. Nie spotkałam go i nie sądzę, żeby zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia czy coś w tym stylu. Mam tylko nadzieję, że uda nam się żyć w spokoju i nie wchodzić sobie w drogę.
Teraz więc, po przebraniu się z tej wytwornej sukni ślubnej, jechałam czarną limuzyną za karetką, która wiozła moją babcię do szpitala, gdzie miała poddać się leczeniu. Zgodnie z obietnicą, boss umieścił moją babcię w najlepszej placówce medycznej. Jednak teraz, kiedy ślub zakończył się katastrofą, nie byłam pewna, co się wydarzy.
Było jasne, że Hayden, podobnie jak ja, był zakochany w kimś innym. Założę się jednak, że jego miłość zakończy się szczęśliwie, w przeciwieństwie do mojej. Wyciągnęłam naszyjnik z medalionem w kształcie serca i powoli go otworzyłam. Wewnątrz znajdowało się zdjęcie moje i mojego chłopaka… a właściwie, teraz już byłego chłopaka.
Naprawdę mi cię brakuje, Ethanie...
--Ciąg dalszy nastąpi…






