languageJęzyk

Rozdział 4 Poślub mojego dziedzica

Autor: Aeliana Thorne 5 kwi 2026

Zanim poślubiłam Haydena, mieszkałam z moją babcią.

Moi rodzice zginęli niespodziewanie w wypadku samochodowym, i tylko dzięki ogromnemu szczęściu nie było mnie z nimi w aucie tamtego ranka. Potem moje życie drastycznie się zmieniło. Tuż po pogrzebie rodziców odkryłam, że ich tak zwani partnerzy biznesowi przejęli naszą rodzinną firmę. Zasadniczo, w jakiś sposób zostałam oszukana i pozbawiona udziałów w biznesie rodziców, a po spłaceniu ich długów straciłam wszystko, co mieliśmy, łącznie z naszym domem.

Tak oto wylądowałam u mojej babci na prowincji. Byliśmy biedni, a życie było ciężkie, ale miłość i opieka, jakie od niej otrzymywałam, zdecydowanie wszystko rekompensowały. Jednak to moje proste i spokojne życie nagle stanęło na głowie, kiedy po powrocie zastałam nasz dom splądrowany i zaatakowany.

– Babciu! – krzyknęłam głośno, wbiegając do cukierni.

W środku znajdowała się grupa mężczyzn ubranych na czarno, ale mój wzrok od razu skupił się na mojej babci, która klęczała na ziemi, a po jej twarzy spływały łzy.

– Co tu się stało? Babciu… – zapytałam drżącym głosem.

– Znasz Simona i Marianne Maxfordów? – zapytał surowo jeden z mężczyzn ubranych na czarno.

– Tak… to byli moi rodzice… – odpowiedziałam cicho.

Co ci mężczyźni mają wspólnego z moimi rodzicami? Minęło około sześciu lat od ich śmierci…

– Wreszcie cię znaleźliśmy – kontynuował mężczyzna opanowanym głosem.

– Co masz na myśli? – zapytałam zdezorientowana.

– Spójrz na to – powiedział mężczyzna, wyciągając w moją stronę kilka kartek papieru.

Zawahawszy się, wzięłam od niego dokumenty, zauważając przy tym, że moje ręce mocno drżą.

– To jest umowa pożyczki, którą twoi rodzice zawarli z naszym szefem, biorąc pożyczkę na pięćset milionów dolarów – oświadczył sucho mężczyzna.

– …Co?! – wykrzyknęłam w szoku.

Pięćset milionów dolarów?!

– Musimy zabrać cię na spotkanie z naszym szefem – powiedział chłodno mężczyzna.

Poczułam, że świat wiruje wokół mnie, kiedy jeden z mężczyzn przycisnął mi szmatkę do nosa i ust, a potem zapadła nieprzenikniona ciemność.

– Dlaczego… tu jestem? – zapytałam zdezorientowana, gdy odzyskałam przytomność.

– Zanim odpowiem na to pytanie. Powiedz mi, czy znasz może mężczyznę, który nazywa się Jack Witman? – zapytał człowiek, o którym zdążyłam już wywnioskować, że musi być bossem mafii.

– Nie. Nigdy nie słyszałam tego nazwiska… – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

– Rozumiem. Pięćset milionów dolarów… – powiedział boss, pocierając brodę.

– Jeśli chodzi o pieniądze. Nie mam ich w tej chwili, ale przysięgam, że będę pracować, albo zrobię wszystko, by ci to spłacić – wtrąciłam rozpaczliwie.

– Oh… zrobisz wszystko, co? Nie martw się, nie chcę zwrotu pieniędzy – odparł bez ogródek boss, lekceważąco machając ręką.

– Naprawdę?! – zapytałam z zaskoczeniem, czując, jak ulga rozlewa się po moim ciele.

– Oczywiście. Zamiast tego chcę, żebyś poślubiła mojego syna – oświadczył boss, a jego ton stał się nagle bardzo poważny.

– CO?! – krzyknęłam zaszokowana.

– Słyszałaś mnie. Chcę, żebyś wyszła za mojego syna – powtórzył boss, po czym uśmiechnął się z satysfakcją.

– Czy to jakiś niesmaczny żart?! – wykrzyknęłam zdumiona.

– Przecież przed chwilą powiedziałaś, że zrobisz wszystko – przypomniał mi z uśmieszkiem.

– Ale ja… bardzo przepraszam, ale nie potrafię sobie wyobrazić poślubienia kogoś, kogo nawet nie znam… kogo nawet nie kocham… – zaczęłam tłumaczyć najlepiej, jak potrafiłam. Nie wspominając już o tym, że ponad wszystko, nigdy nie mogłabym poślubić członka mafii.

– Całkowicie to rozumiem. To nie będzie stanowiło żadnego problemu. Z pewnością zakochasz się w moim synu – oświadczył boss z pewnością siebie.

– Proszę, pozwól mi wrócić do domu. Mam bardzo starą babcię… – błagałam go.

– Jeśli wejdziesz do tej rodziny, będziesz miała wszystko. Władzę, bogactwo, sławę i cokolwiek tylko zechcesz – rzekł z pasją boss.

Wyjść za jego syna?! To szaleństwo. Tylko raz w życiu myślałam o małżeństwie, ale… cóż, po prostu nam nie wyszło…

– A co, jeśli… odmówię? – zapytałam cichym, niepewnym głosem.

– Poważnie, kochanie, co sprawia, że myślisz, że możesz odmówić? Tylko najwyżej postawieni członkowie mafii wiedzą, gdzie znajduje się to miejsce. Nie mogę pozwolić ci odejść, skoro już tu jesteś, wiesz… – powiedział boss, wciąż się uśmiechając.

Jego czyny stały jednak w jaskrawym kontraście z jego słowami, gdy powoli położył na stoliku kawowym czarny przedmiot. Z całkowitym przerażeniem uświadomiłam sobie, że to broń.

– Wyjdziesz za mojego syna, tak jak mówi umowa – stwierdził stanowczo stary mężczyzna.

– Umowa? – zapytałam zdezorientowana.

– Dokładnie – powiedział boss, wskazując gestem na umowę.

– Co do… – mruknęłam do siebie, gdy moje oczy skanowały warunki kontraktu.

Na ostatniej stronie znajdował się zapis, z którego wynikało, że "w przypadku braku możliwości spłaty zadłużenia, dłużnicy wyrażają zgodę na to, by ich córka, panna Malissa Maxford, poślubiła członka rodziny pożyczkodawcy, wybranego bez wyjątku przez samego pożyczkodawcę".

– Jak widzisz, członkiem rodziny, którego wybrałem, jest mój syn. Uwierz mi, to znacznie lepsze niż ślub ze mną, prawda? – powiedział boss, śmiejąc się ze swojego własnego, chorego żartu.

Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, telefon komórkowy bossa zaczął głośno dzwonić, zakłócając napiętą atmosferę w pomieszczeniu.

– Rozumiem. Zajmiemy się tym… zapewnijcie jej najlepsze leczenie – powiedział boss do słuchawki.

Rozmowa dobiegła końca, a boss spojrzał na mnie z poważnym wyrazem twarzy, przez co zaczęłam się zastanawiać, czego dotyczył ten telefon.

– Mężczyzna, który zabrał twoją babcię do szpitala, właśnie dzwonił – powiedział boss po chwili przerwy.

– Jak ona się czuje? – zapytałam z niepokojem.

– Myślę, że ona o tym wiedziała, ale… chyba nigdy ci nie powiedziała. Twoja babcia ma raka płuc w czwartym stadium… – odpowiedział boss.

– Co…? – wyszeptałam ledwie słyszalnie, ogarnięta szokiem.

– Lekarze nie są pewni, ile jeszcze czasu jej zostało… – kontynuował boss.

– To niemożliwe… – wymamrotałam pod nosem.

– Powiedziałem szpitalowi, żeby zapewnili jej najlepsze leczenie, i oczywiście jestem gotów pokryć wszelkie koszty… – zasugerował z uśmiechem.

– Gdybym tylko… wyszła za twojego syna? – z wściekłością dokończyłam za niego zdanie.

– Jesteś mądra. Mógłbym zmusić cię samą umową długu, ale dorzucę bonus i przy okazji zajmę się twoją kochaną babcią. Przecież nie stać cię teraz na opłacenie jej rachunków medycznych, prawda? – zauważył ze znajomością rzeczy stary człowiek.

Inna sprawa, która dręczyła mnie od samego początku to…

– Dlaczego ja? Jestem pewna, że masz mnóstwo innych kobiet do wyboru… – zapytałam.

– To musisz być ty – odparł bez wahania boss.

– Dlaczego? – zapytałam.

– Ponieważ jestem pewien, że mój syn potrafi się zakochać… jeśli to będziesz ty… – odpowiedział z pewnością w głosie boss.

– A co, jeśli… twój syn nie będzie chciał mnie za żonę? Co wtedy zrobisz? Czy… zakończysz to wszystko? – zapytałam, pozwalając sobie na cień nadziei.

– A co powiesz na układ? – zaproponował z uśmiechem staruszek.

– Układ? – zapytałam zaciekawiona.

– Umorzę twój dług. Zapłacę za wszystkie rachunki szpitalne twojej babci i cię wypuszczę. W zamian chcę tylko, żebyś skłoniła mojego syna do objęcia stanowiska mojego następcy. Mamy umowę? – zapytał boss.

To nie brzmiało dla mnie zbyt trudno i było zdecydowanie lepsze niż tkwienie w małżeństwie z jego synem do końca życia.

– Dobrze… – powiedziałam szeptem.

Właśnie dlatego wyszłam za Haydena. Nie spotkałam go i nie sądzę, żeby zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia czy coś w tym stylu. Mam tylko nadzieję, że uda nam się żyć w spokoju i nie wchodzić sobie w drogę.

Teraz więc, po przebraniu się z tej wytwornej sukni ślubnej, jechałam czarną limuzyną za karetką, która wiozła moją babcię do szpitala, gdzie miała poddać się leczeniu. Zgodnie z obietnicą, boss umieścił moją babcię w najlepszej placówce medycznej. Jednak teraz, kiedy ślub zakończył się katastrofą, nie byłam pewna, co się wydarzy.

Było jasne, że Hayden, podobnie jak ja, był zakochany w kimś innym. Założę się jednak, że jego miłość zakończy się szczęśliwie, w przeciwieństwie do mojej. Wyciągnęłam naszyjnik z medalionem w kształcie serca i powoli go otworzyłam. Wewnątrz znajdowało się zdjęcie moje i mojego chłopaka… a właściwie, teraz już byłego chłopaka.

Naprawdę mi cię brakuje, Ethanie...

--Ciąg dalszy nastąpi…

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki