– Panno Malisso, szef chce się teraz z panią widzieć – oznajmił dowódca mężczyzn w czerni, wsuwając głowę przez otwarte drzwi.
– Dobrze… chodźmy – powiedziałam, kierując się do wyjścia.
Chciałam porozmawiać z babcią, ale wciąż spała. Chciałam też porozmawiać z bossem. Być może po tym, co wydarzyło się wcześniej tego dnia, zrezygnował już ze ślubu.
…
– Chcesz, żebym co zrobiła? – zapytałam z szeroko otwartymi z szoku oczami. Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
– Hahaha! Nie musisz udawać takiej podekscytowanej. Będzie tak, jak powiedziałem, chcę, żebyś się wprowadziła i zamieszkała z Haydenem. Jest przystojny, prawda? Zupełnie jak ja za młodu… – powiedział wesoło boss, popijając czerwone wino.
– Yyy… to, jak on wygląda, nie jest tutaj głównym problemem… – wymamrotałam.
– Zrobisz to, co mówię. To część umowy. Wprowadzisz się, by zamieszkać z moim synem na 30 dni. Jeśli pod koniec tego okresu oboje zdecydujecie, że nie chcecie się pobierać, wypuszczę was oboje i będziecie mogli odejść. Proste, prawda? – stwierdził boss z zadowolonym uśmiechem.
– Nie mogę… z nim zamieszkać… – oznajmiłam stanowczo, akcentując każdą sylabę.
– Już wszystko przygotowałem. Nie martw się, nie zmuszam cię, żebyś z nim spała, ani nic w tym stylu. Wynająłem dla was dwusypialniowy apartament na najwyższym piętrze najbardziej prestiżowego apartamentowca w mieście, żebyście oboje mogli zacząć od nowa! – rzekł radośnie boss, z podekscytowaniem klaszcząc w dłonie.
Hmm… więc będziemy mieli osobne sypialnie. Będzie jak mieszkanie ze współlokatorem. Mogłabym zamknąć się w swoim pokoju na całe 30 dni. Szczerze mówiąc, to nie brzmiało aż tak źle. Wiele osób decydowało się na mieszkanie z osobą płci przeciwnej i nie miało z tego tytułu żadnych problemów. Co więcej, Hayden wydawał się mieć już dziewczynę, więc nie powinno być kłopotu…
– Yyy… są jeszcze jakieś inne warunki? – zapytałam ostrożnie.
– Tak. Codziennie przez te 30 dni, kiedy będziecie mieszkać razem, musisz zrobić coś dla Haydena albo spełnić jedno z jego życzeń. Oczywiście oboje będziecie musieli na każdy dzień zdecydować, czy ty coś dla niego robisz, czy spełniasz jego życzenie. To wszystko – oświadczył boss.
To wszystko?
– Kiedy mówisz, żeby coś zrobić… masz na myśli zwykłe rzeczy, prawda? – dopytałam, wciąż zachowując ostrożność.
– Oczywiście. Możesz go po prostu wysłuchać, ugotować mu coś, zrobić mu masaż, wynieść jego śmieci, towarzyszyć mu w spacerze… cokolwiek – powiedział boss.
– A co, jeśli Hayden będzie miał nierozsądne prośby? – zapytałam sceptycznie.
– Wtedy po prostu musisz mu odmówić i przekonać go, by zgodził się na to, że zrobisz coś dla niego zamiast tego – rzekł boss, wzruszając ramionami.
– Rozumiem… – odpowiedziałam cicho, trawiąc to wszystko w myślach.
– Dobrze. W takim razie jesteśmy umówieni! – krzyknął entuzjastycznie boss, klaszcząc swoimi wielkimi dłońmi.
– Chwila… nie tak szybko – zaprotestowałam.
– Jestem starszy, niż myślisz, panienko. Nie będę tu siedział i czekał w nieskończoność. A teraz zmykaj, wprowadzasz się do Haydena już dzisiaj! – oznajmił dumnie boss, wstając z miejsca.
Z zaskoczenia zaczęłam szybko mrugać powiekami. Ten staruszek ze swoim „robimy ślub jutro” i „wprowadzacie się dzisiaj” doprowadzał mnie do szału.
– Zaraz… jeszcze jedno. Wygląda na to, że pański syn ma kogoś, z kim chce się ożenić. Myślę, że… ma na imię Amelia…? – zapytałam z ciekawością, przygryzając dolną wargę. Gdyby Hayden po prostu ożenił się z Amelią, nie byłabym tu wcale potrzebna.
– Amelia nie wyjdzie za Haydena… nie może – odparł beznamiętnie boss, a na jego twarz padł mroczny cień, zaciemniając jej wyraz.
Co on miał na myśli?
Zanim zdążyłam zadać mu więcej pytań, weszło dwóch mężczyzn w czerni i wyprowadziło mnie z pokoju.
30 dni. Muszę tylko wytrzymać te 30 dni… a potem odzyskam swoje dawne, normalne życie.
Hayden już kocha kogoś innego, więc nigdy we mnie nie zapała uczuciem. Oboje będziemy mogli to zakończyć po 30 dniach i boss nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko dotrzymać słowa. Poza tym, jeśli uda mi się przekonać Haydena do przejęcia władzy w grupie mafijnej, być może będę mogła odejść jeszcze wcześniej…
…
Oh wow! Wiedziałam, że ten penthouse będzie luksusowy, ale nie spodziewałam się aż takiego przepychu. Znajdował się on na najwyższym piętrze, skąd rozciągał się niezakłócony widok na panoramę miasta. Miejsce to było także niezwykle przestronne, a jego aranżacja wnętrz stanowiła prawdziwe dzieło sztuki.
Kiedy mężczyźni w czerni podrzucili mnie tu i zaprowadzili do tego apartamentu, natychmiast odeszli. Jednak nie byłam w środku sama. Uśmiechnięta starsza pani o siwych włosach i bardzo okrągłej twarzy powitała mnie z entuzjazmem, po czym się przedstawiła.
– Witaj, skarbie! Mam na imię Sarah i jestem tutejszą gospodynią. Cóż, to mój oficjalny tytuł, ale tak naprawdę pełnię raczej funkcję niani panicza Haydena… opiekunki… czy jakkolwiek byś tego nie nazwała. Mów mi po prostu Ciociu – powiedziała radośnie i z dumą.
– Rozumiem. Miło cię poznać… Ciociu. Nazywam się Malissa Maxfort – odpowiedziałam z uprzejmym uśmiechem.
– To prawdziwa przyjemność cię wreszcie poznać! Pozwól, że cię oprowadzę. Wszystkie twoje rzeczy zostały już tu dostarczone, i ułożyłam je w twoim pokoju, który jest tam. To z kolei pokój Haydena. Tutaj mamy salon… jadalnię… salę kinową… siłownię… basen jest na zewnątrz… i kuchnię do twojego osobistego użytku. Personel ma osobną kuchnię do, wiesz, poważniejszego gotowania… – paplała Ciocia, oprowadzając mnie po apartamencie.
Posłusznie podążałam za nią, gdy pokazywała mi wszystkie pomieszczenia w penthousie. Zdawałam sobie sprawę, że to miejsce jest olbrzymie, ale nie sądziłam, że zmieści w sobie tak wiele udogodnień, z których większości, takich jak siłownia czy basen, prawdopodobnie nigdy nie użyję. Cóż, nigdy nic nie wiadomo…
Po wycieczce po apartamencie Ciocia zaprowadziła mnie z powrotem do jadalni i gestem wskazała mi miejsce przy stole. Podczas gdy zwiedzałyśmy, ktoś musiał nakryć do stołu i podać jedzenie. Na stole było mnóstwo potraw, a wszystkie wyglądały tak smakowicie. Oprócz tego paliły się też świece. Kolacja przy świecach w naszym pierwszym dniu tutaj, czy to nie lekka przesada?
Prawie zaśmiałam się na głos z tego, jak bardzo sztuczna wydawała się ta cała aranżacja.
– Panno Malisso, proszę zająć miejsce. Jestem pewna, że panicz Hayden wkrótce przybędzie – powiedziała uspokajająco Ciocia, jakbym niecierpliwie wyczekiwała jego przyjścia.
Już miałam otworzyć usta, żeby powiedzieć jej, że nie będę miała nic przeciwko, jeśli w ogóle się nie pojawi, kiedy drzwi do apartamentu otworzyły się z głośnym hukiem.
Ktoś będzie musiał później w nocy sprawdzić, czy na ścianach nie ma pęknięć, pomyślałam.
– Paniczu Haydenie! – zawołała Ciocia, ruszając, by go przywitać.
Starałam się za wszelką cenę utrzymać pozbawiony emocji wyraz twarzy, wpatrując się prosto w wciąż puste krzesło znajdujące się naprzeciwko mnie przy stole. Zaledwie kilka minut później, bez słowa do mnie czy do Cioci, w moim polu widzenia pojawił się Hayden, po czym opadł ciężko na krzesło naprzeciwko mnie.
Hayden był ubrany w czarną skórzaną kurtkę, którą narzucił na biały T-shirt, i parę czarnych dżinsów. Jego jasnoblond włosy lśniły w świetle świec, podobnie jak jasnoniebieskie oczy, gdy wpatrywał się w moją twarz.
Nie wiedziałam, co innego mogłabym zrobić, więc po prostu odwzajemniłam spojrzenie, patrząc w jego zniewalające niebieskie oczy.
--Ciąg dalszy nastąpi…






