languageJęzyk

Rozdział 6 Jego zasady

Autor: Aeliana Thorne 5 kwi 2026

Hayden przybył i siedzi bardzo blisko mnie po przeciwnej stronie stołu. To najbliżej, jak do siebie podeszliśmy, odkąd spotkaliśmy się w kościele na tym, co miało być naszym ślubem. Chociaż ten przyniósł mi tylko żałosną ulgę.

Cóż, przynajmniej tym razem nie jest pijany w sztok, pomyślałam, patrząc na mężczyznę siedzącego naprzeciwko.

Teraz, kiedy miałam okazję przyjrzeć mu się z bliska, musiałam przyznać, że Hayden jest niezwykle przystojny i pociągający. Jasnoblond włosy, nieskazitelna cera, jasnoniebieskie oczy i bardzo przystojna twarz z prostym nosem. Wygląda jak anioł, książę, grecki bóg i wszystko w tym guście.

Jak zauważyłam już wcześniej w kościele, Hayden był bardzo wysoki, a ja ledwo sięgałam mu do ramion, nawet w tych niebotycznie wysokich szpilkach, które zmuszona byłam założyć na nasz niedoszły ślub. Nie dziwiło mnie, że miał dziewczynę, a przynajmniej kochankę... albo dwie... albo więcej...?

Byłam też pewna, że ktoś tak olśniewająco atrakcyjny i charyzmatyczny jak on nie zainteresowałby się dziewczyną taką jak ja. Nie powiedziałabym, że jestem szarą myszką, ale nie byłam też materiałem na supermodelkę. Założę się, że Hayden umawia się tylko z supermodelkami i supergwiazdami, biorąc pod uwagę jego bogactwo, status społeczny i wygląd.

Niechętnie to przyznawałam, ale właściwie działało to na moją korzyść...

Mimo jego przystojnej i pociągającej twarzy, odkryłam, że w charakterze Haydena nie było niczego, co przypominałoby jego oblicze. Aura, którą emanował, odkąd wszedł do pokoju, była czysto mroczna i dusząco onieśmielająca.

Cisza mnie dławi, a to napięcie jest nie do zniesienia. Co powinnam zrobić? Czy powinnam pierwsza zacząć rozmowę? A może powinnam po prostu zacząć jeść? Czy to byłoby niegrzeczne?

Westchnienie... dlaczego teraz wszystko tak analizuję?

– Umm... Jestem Malissa Maxford. Miło... cię poznać – powiedziałam, próbując się lekko uśmiechnąć. Nie widziałam, jak w tamtej chwili wyglądała moja twarz, ale byłam pewna, że część z uśmiechem nie wypaliła.

– Znam już twoje imię i wiem, że tak naprawdę nie uważasz, by to było miłe spotkanie. Mógłbym powiedzieć to samo... – odparł płasko Hayden.

– Chyba masz rację. Ja też już znam twoje imię, więc chyba po prostu zacznę jeść – powiedziałam równie płasko.

Ku mojemu zaskoczeniu, Hayden podjął rozpoczętą przeze mnie rozmowę.

– Słyszałem, że jesteś tu, ponieważ jesteś winna mojemu staruszkowi pięćset milionów dolarów. Trzydzieści dni w twoim towarzystwie jest tyle warte? Jesteś dość droga... jakie jest twoje „zawodowe imię”, chcę cię sprawdzić – zapytał Hayden, nie odrywając wzroku od mojej twarzy.

– Ja... nie wykonuję tego typu pracy... – odpowiedziałam.

– Oczywiście, że nie. Nie wyglądasz na taką – powiedział Hayden, przenosząc wzrok z czubka mojej głowy na moją talię, czyli na to, co było dla niego widoczne, odkąd usiadłam.

– Słucham? – powiedziałam, nie ukrywając irytacji.

– Twoja twarz jest pospolita, a figura taka sobie. Nie kupiłbym cię, a co dopiero za pięćset milionów dolców, i szczerze mówiąc, jestem zaskoczony, że mój staruszek ma tak niskie standardy – stwierdził Hayden, jakby tylko oceniał produkt na wyprzedaży.

– Dla twojej informacji, ja też nie chcę tu być – warknęłam.

– Dobrze. Nie potrzebuję kolejnej łowczyni posagów na karku, zwłaszcza takiej, której brakuje wyglądu. Słuchaj więc uważnie tego, co zamierzam ci powiedzieć – rzekł Hayden, podpierając podbródek dłońmi i patrząc prosto na mnie.

– ...Słucham – powiedziałam stanowczo.

– Żeby sprawa między nami była jasna: po 30 dniach oboje powiemy mojemu staruszkowi, by zakończył ten szalony układ. Nie martw się, będziesz mogła odejść, ot tak, wolna od długów – powiedział całkiem wyraźnie.

– Zgoda. Świetnie! Miód na moje uszy! – odpowiedziałam z radością, mówiąc znacznie głośniej, niż zamierzałam.

– Dopóki jesteśmy zmuszeni tu razem mieszkać, mam kilka zasad... – ciągnął Hayden, ignorując mój głośny wybuch.

– Okej... – odpowiedziałam, tym razem cicho.

– Zasada numer jeden: nigdy, przenigdy... nie wolno ci wchodzić do mojej sypialni – stwierdził Hayden, wciąż wpatrując się we mnie błękitnymi oczami.

– Pewnie... – zgodziłam się bez namysłu. Właściwie, dlaczego miałabym w ogóle myśleć o wchodzeniu do jego sypialni?

– Zasada numer dwa: nie dotkniesz mnie bez mojego pozwolenia – kontynuował.

– Okej... oczywiście – chętnie się zgodziłam. Dlaczego miałabym chcieć... go dotykać?

– Zasada numer trzy: nie będziesz się do mnie odzywać, chyba że się do ciebie zwrócę – powiedział, patrząc mi głęboko w oczy, by upewnić się, że zrozumiałam każde jego słowo.

– A co w sytuacji, gdy będziemy ustalać, czy robię coś dla ciebie, albo gdy ty będziesz mnie prosił o przysługę? – zapytałam z ciekawością. Nie sądziłam, bym chciała inicjować z nim rozmowę, ale czasami mogło to być konieczne i nieuniknione.

– ...wtedy możemy porozmawiać, tak myślę... – odpowiedział Hayden po kilku sekundach namysłu.

– Okej... w takim razie... coś jeszcze? – zapytałam.

– Ostatnia zasada. Zasada numer cztery: będziesz robić wszystko, o co cię poproszę, bez względu na to o co chodzi, kiedy to nastąpi i gdzie będziesz – Hayden oświadczył powoli i wyraźnie.

...bez względu na to co, bez względu na to kiedy i gdzie... czy to nie szaleństwo?

– Myślę, że czwarta zasada to trochę... zbyt wiele? – zapytałam, wyrażając swoją opinię.

– Nigdy nie prosiłem cię o opinię. Właśnie złamałaś zasadę numer trzy – stwierdził krótko Hayden.

Cholera. Czy on mówi poważnie? Jak wielkim tyranem może być ten człowiek?

Gdybym odpowiedziała, czy znowu złamałabym zasadę numer trzy? Więc co powinnam zrobić? Trzymać język za zębami...?

– Nigdy nie prosiłem, żebyś zgodziła się na zasady. Jedynie je przedstawiałem. Och... nie wspomniałem jeszcze o karze za łamanie zasad, prawda? – powiedział Hayden i mogłabym przysiąc, że widziałam, jak jego oczy błyszczą złem.

– Nie... nie wspomniałeś – mruknęłam, patrząc mu w oczy.

– Zazwyczaj w naszym mafijnym świecie karzemy ludzi odcinając im część ciała lub usuwając narząd. Być może widziałaś coś w tym stylu na filmach? W rzeczywistości to niewiele się różni... – powiedział swobodnie Hayden.

– Chyba sobie żartujesz... – wybełkotałam.

– Chciałbym. Ale widzisz, jestem dżentelmenem, a krzywdzenie kobiet to nie w moim stylu, więc odrobinę dostosuję karę dla twojego dobra... a także dla mojego – rzekł Hayden, a jego usta wykrzywił sadystyczny uśmiech.

To był prawdopodobnie pierwszy raz, kiedy widziałam, jak się uśmiecha, i nie było to przyjemne.

– Co... masz na myśli? – zapytałam szeptem. W ogóle nie mogłam przewidzieć, co miał w głowie, ale przynajmniej nie zamierzał pociąć mojego ciała na kawałki, więc chyba to dobra wiadomość?

– Za każdym razem, gdy złamiesz którąś z zasad, zabiorę część twojego ciała jako moją – powiedział Hayden, lekko mrużąc oczy.

– Na mój sposób. – dodał.

--Ciąg dalszy nastąpi...

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: Rozdział 6 Jego zasady - Jego 30-dniowy kontrakt: Zdobyty przez szefa mafii | StoriesNook