Wzrok Ethana spoczął na świecącym w ciemności symbolu, ale kiedy tam dotarł, był kilka kroków za swoimi ludźmi, którzy już zdołali zająć pozycje.
– Hayden! – Ethan głośno zawołał przyjaciela.
– Nic mi nie jest! – odparł Hayden, podczas gdy jego ludzie tłoczyli się wokół niego niczym grupa żywych tarcz.
– Musisz mi ze szczegółami opowiedzieć, jak się z tego wywinąłeś... – rzucił żartobliwie Ethan,






