Następnego dnia, tak jak ustaliliśmy, Hayden zabrał mnie „w jakieś fajne miejsce”. Czekała nas dość długa jazda, zanim dotarliśmy do celu. Hayden wciąż utrzymywał swoją energiczną i radosną postawę z wczoraj, podczas gdy ja po prostu nie potrafiłam się przyzwyczaić do widoku tego tryskającego niesamowitym szczęściem człowieka. To po prostu zupełnie do niego nie pasowało… choć nie żebym nienawidził






