SLOANE
Światło księżyca wyłaniające się zza wysokiego budynku nadaje mu tajemniczy charakter. Rozglądam się po parkingu, podczas gdy Chlo parkuje samochód.
– Jest zapchany. Może sprawdzimy inny bar, na przykład Ritz? – pytam Chlo, a mój głos zdradza moje rozczarowanie.
Gdy w mojej głowie migocze miniony tydzień, w moim brzuchu kłębi się mnóstwo gorzkich uczuć. Preston bez przerwy pisał SMS-y, składając miliony obietnic i przysięgając swoje oddanie. Nienawidzę tego narzucania się. Fakt, że nie potrafi dostrzec, iż nic z nas już nie zostało, sprawia, że czuję do niego jeszcze większą niechęć.
Jak on może nie widzieć, że to, co nas łączyło, było toksyczne? Kłóciliśmy się o wszystko, a on kiedykolwiek – prawie w ogóle nie nadawał ze mną na tych samych falach. Gdybym zasugerowała wyjazd w konkretne miejsce na wakacje, on i tak zarezerwowałby apartamenty w innym kraju i nakłoniłby mnie do zaakceptowania jego decyzji.
Głupia ja! Zawsze się zgadzałam! Byłam tak zaślepiona, tak zakochana w jego urokach i w mężczyźnie, którego udawał, kiedy nie zachowywał się jak kutas.
– Zniszczysz mi fotel, jeśli będziesz go tak dalej ściskać, dziewczyno. Rozluźnij chwyt i się zrelaksuj. –
Wzdycham, pozwalając plecom mocno oprzeć się o czarne skórzane siedzenie. – Co teraz? –
– Wchodzimy tam i sprawiamy, że dzisiejsza noc będzie się liczyć. Byłyśmy w barze Ritz w zeszłym tygodniu i tydzień wcześniej. Ten rok jest po to, by odkrywać wszystko, co życie ma do zaoferowania, a to oznacza bary, niebezpiecznie przystojnych mężczyzn – spogląda przez okno, oblizując dolną wargę z rozmarzonym wyrazem twarzy, gdy obok samochodu przechodzi wysoki brunet. – Rozumiesz, o czym mówię, co? Jeśli naprawdę chcesz zostawić tego skurwysyna za sobą, musisz być gotowa zrobić to, co konieczne. –
Nie rozumiem, w jaki sposób pójście do baru ma mi pomóc zapomnieć o moim byłym i pogrzebać niekończący się strumień żalu, który w sobie duszę. Mówię jej o tym, ale zamiast dyplomatycznej odpowiedzi, Chlo otwiera drzwi samochodu i wysuwa się z niego ponętnym ruchem bioder.
– Musisz przestać się dąsać. Rusz tyłek. – rzuca.
Wiem, że siedzenie w samochodzie jej nie powstrzyma. Może i ma rację, poza tym i tak nie mam nic do roboty w domu. Obejrzałam wszystkie moje ulubione filmy i próbowałam czytać moje ulubione książki, ale zawsze kończy się na tym, że zwijam się w kłębek i płaczę, dopóki nie pieką mnie oczy ze zmęczenia.
Bar tętni życiem, pełen ludzi i głośnej muzyki, od której dzwoni mi w uszach. Chlo ciągnie mnie do baru, machając w powietrzu wolną ręką.
– Jest dobrze! Czujesz to? – krzyczy przekrzykując muzykę.
Kiwam głową, tłumiąc grymas. Nie ma nic dobrego w byciu w środku baru, gdy wolałabyś być gdzieś indziej i być szczęśliwa. Ale nie ma takiego miejsca. Taty nie ma w mieście, a mama jest po uszy pogrążona w planowaniu jakiegoś przyjęcia. Ona nigdy się nie męczy. Tata mówi, że to dobre dla interesów. Ekspozycja – nawiązywanie kontaktów, no i do tego zabawa. Całkiem sporo zabawy.
– Drinki? –
Znowu kiwam głową. – Szprycer. –
Chlo obrzuca mnie zirytowanym spojrzeniem. – To nie przejdzie. Musisz się skupić na grze! –
– Chlo... –
Ignoruje mnie, wykrzykując nasze zamówienie do barmana. – Podwójne. Nie zapomnij o tym! –
– Zrozumiałem! – odpowiada mężczyzna w białym uniformie z czerwoną bandaną przewiązaną na głowie.
– Tequila? Chcesz czołgać się do domu na własnym języku? – mówię lekko poirytowana.
Śmieje się. – Mój język zdecydowanie będzie pełzał, ale po czymś twardym i ciepłym. Myśl pozytywnie, dziewczyno. Nie mów takich rzeczy. –
Wyłączam się, skupiając uwagę na otwartych podwójnych drzwiach, które prowadzą do... mrużę oczy, próbując odczytać napis. Jakiś mężczyzna wchodzi i zatrzymuje się dokładnie przed znakiem, uniemożliwiając mi przeczytanie. Moje wargi wykrzywiają się w grymasie niezadowolenia. Nie może po prostu stać tam jak jakiś pieprzony posąg.
– Czego ty... – zaczyna Chlo, po czym wydaje z siebie sapnięcie, zasłaniając usta dłonią. – Cholera, już na niego rzuciłaś okiem, co? –
Mężczyzna odwraca głowę i nasze spojrzenia krzyżują się na sekundę. Uśmiecha się kpiąco, po czym sztywno kiwa głową. Dziwne.
– Wygląda na starego – mówię, odwracając się z powrotem do Chlo.
– I na seksownego. Ten smoking nie oddaje mu sprawiedliwości. Wyobrażasz sobie, jak by wyglądał w obcisłym T-shircie? –
Unoszę ze zdziwieniem brew. – Nie, nie wyobrażam sobie. Może weźmy te drinki. – Wolę się napić, niż stać tutaj i rozmawiać o jakimś starym facecie, który prawdopodobnie ma żonę i trójkę dzieci.
Chlo przewraca oczami. – Mnie nie oszukasz. Policzki ci płoną. Ten facet to niezłe ciacho. –
– Cokolwiek, Chlo. –
Biorę na wpół napełniony kieliszek tequili i opróżniam go jednym haustem. Barman gwiżdże, a jego oczy błyszczą z podziwem.
– Tak trzymać! –
Zanim zdążę się obejrzeć, mam w dłoni trzeci kieliszek i kręcę tyłkiem w rytm muzyki. Czy to nowy album Zayna? Przechylam głowę, a gdy słowa piosenki ponownie uderzają, kręcę rękami w powietrzu, kiwając się raz za razem.
Tłum jest teraz dzikszy. Wszystkie krzesła i stoły zostały usunięte, ale i tak miejsce jest wciąż wypchane po brzegi poruszającymi się ciałami. Chlo łyka kolejny kieliszek tequili. To jej piąty.
– Jaki jest cel? – krzyczę, kiwając głową na pusty kieliszek w jej dłoni.
Szczerzy się po pijanemu. – Dopóki nie przestanę czuć nóg. –
Mam ochotę zapytać ją, jak zamierza wrócić do domu, skoro nie będzie mogła chodzić, gdyby nie to, że już znam odpowiedź.
– Może powinnam przestać w siebie to wlewać. Jedna z nas musi zachować zdrowe zmysły. –
Kręci głową i wciska mi do ręki kieliszek. – Pij do dna. Będzie zabawniej, jak obie nawalimy się jak stodoły. –
– Chlo... – Protest umiera na moich ustach, gdy ona wbiega w tłum, znikając mi z oczu. Odchylam głowę do tyłu i przełykam wykrzywiający twarz płyn. Z hukiem odstawiam szklankę na bar i chwytam obiema rękami za jego krawędź, gdy w głowie zaczyna mi się kręcić.
– Spokojnie, paniusiu. Tylko się nie zrań. – mówi jakiś przypadkowy facet, zerkając na moją dłoń mocno zaciśniętą na szklance.
– Odejdź! – wrzeszczę.
Facet unosi dłonie w geście poddania i odwraca się.
Tłum wykrzykuje jakieś imię, gdy DJ puszcza kolejną piosenkę. Optymistyczne brzmienie zachęca mnie, by poruszać czymś więcej niż tylko biodrami. Kładę dłonie na kolanach, obniżam plecy, lekko je wyginam, a potem kręcę biodrami w rytm muzyki. Chlo miała rację. Czuję się dobrze. Czuję się lżejsza, a moja głowa nie pęka już od myśli o przeszłości. Preston może iść do diabła. Dziś wieczorem będę się bawić jak nigdy w życiu.
Zbierając całą swoją przytomność umysłu, proszę o kolejny kieliszek. Robi się tu naprawdę gorąco. Przeszukuję wzrokiem salę w poszukiwaniu Chlo. Pewnie gdzieś poluje na...
– Czego się napijesz? –
Przestaję się ruszać i przechylam głowę, by spojrzeć na mężczyznę, którego przód jest przyciśnięty do mojego boku. To on! Ten starszy facet z zajebistym ciałem. Dlaczego stoi tak blisko? Próbuję się odsunąć, ale moje nogi się chwieją, zmuszając mnie do oparcia się o niego w poszukiwaniu wsparcia.
Obejmuje mnie dłońmi w talii i prowadzi w stronę hokera. – Myślę, że cokolwiek pijesz, to nie jest dobry wybór. Jesteś pijana. –
– Może i jestem pijana, ale nie na tyle, żeby bawić twoje towarzystwo – rzucam w jego stronę.
– Dzięki Bogu. Wątpię, żebym miał ochotę użerać się dziś wieczorem z pijaną kobietą – odpowiada, ale usta go zdradzają, drgając w uśmiechu. Chlo miała rację. Jest po prostu fenomenalny, a w jego oczach mogłabym utonąć. Są tak głębokie i pełne duszy.
– Ślinisz się – mówi z gardłowym śmiechem. – Czy to aprobata, którą dostrzegam w twoich oczach? –
Moja twarz czerwienieje. Czuję, jak płonie z zażenowania. Czy moje emocje są aż tak oczywiste?
– Twoja twarz zdradza wszystko jak na dłoni. Taksowałaś mnie wzrokiem. –
Przewracam oczami z sarkazmem. – Nie pochlebiaj sobie. –
Śmieje się. – W porządku, jeśli nie chcesz się przyznać. Wiem, co widziałem, i to mi wystarczy, żeby się przy tobie zakręcić. –
– Czy twoja żona wie, że tu jesteś? –
Na jego twarzy pojawia się bolesny wyraz. Patrzę, jak opuszcza głowę i powoli masuje palec serdeczny. Jest tam obrączka, więc dlaczego zachowuje się, jakbym kopnęła go w pieprzone krocze?
– Nie żyje. Zmarła dawno temu. –
Mój wzrok pada na jego dłoń i obrączkę. Mężczyzna powoli wypuszcza powietrze, prostując się. Znam ból. Wyczuję go wszędzie. W tej chwili ten facet nie tylko emanuje bólem, on jest nim przesiąknięty. Musiał być tak bardzo zakochany. Pewnie jak moi rodzice. Ta dwójka sprawia, że czasami mam ochotę wpełznąć w kąt i się schować. Ciągle się obmacują, gadają ckliwe bzdury i grają w tandetne gierki.
– Przykro mi. –
Unosi podbródek. – Naprawdę? –
Wzruszam ramionami. – Nie powiedziałabym tego, gdybym tak nie myślała. Przykro mi, że straciłeś żonę. –
– Czy ty kiedyś kogoś straciłaś? –
– Straciłam... tak po prostu straciłam? –
Chichocze. – Tak. Tak po prostu straciłaś. –
– Czy zerwanie się liczy? –
Zapada krótka cisza, po której kręci głową. – Myślę, że tak? Jest to pokrewne do utraty. Oznacza to, że danej osoby nie ma już w twoim życiu i niczego już z tobą nie dzieli. –
– Właśnie o to chodzi. Wątpię, żebyśmy się jeszcze czymś dzielili. Szczerze mówiąc, nawet tego nie chcę. –
– Więc to była twoja decyzja? –
Kiwam głową.
– Czy to było obopólne? –
Te SMS-y i telefony. I, och, wczoraj w moim samochodzie był kwiat i pudełko z biżuterią. Zdecydowanie nie było to obopólne.
– Nie. –
– Byłby szaleńcem, gdyby pozwolił ci wymknąć się bez walki. –
Posyłam mu ukradkowe spojrzenie. – Co masz na myśli? –
Wzrusza ramionami. – Wciąż cię poznaję. Co powiesz na to, byś zadała mi to pytanie za... powiedzmy, tydzień? –
Mam ochotę się roześmiać, ale jego poważny wyraz twarzy spycha ten śmiech z powrotem do mojego brzucha. On nie żartuje.
– To dość śmiałe z twojej strony. Myślisz, że spotkamy się po dzisiejszym wieczorze? Nie lubię tego baru i wątpię, żebym tu wróciła. –
– Są inne bary. –
– Wiem. Mówię tylko, że jest spora szansa, że już na siebie nie wpadniemy. –
– Możemy znaleźć sposób, żeby to zadziałało. Nie zgadzasz się? –
Zatrzymuję się na chwilę, żeby zebrać myśli. Poza tym, że jest oszałamiająco przystojny, jest też przyzwoity i jest prawdziwym dżentelmenem. Kiedy wpadłam w jego ramiona, nie pozwolił swojej dłoni zsunąć się poniżej mojej talii. Większość mężczyzn wykorzystałaby okazję, żeby mnie obmacać i ocierać się o mój tyłek. Ale on jest stary. Stary jak mój tata, a może nawet bardziej.
– Ile masz lat? –
– Mam 45 lat – mówi bez wahania.
Tata ma 47. Dwa lata różnicy. To nie wyjdzie. Czekaj... zagalopowałam się. Co, jeśli on chce się tylko przyjaźnić?
– Marszczysz brwi. Czy mój wiek ci przeszkadza? –
Wyczuwam niepewność w jego głosie. Spoglądam na zatłoczony bar, a potem z powrotem na niego. Zdecydowanie nie szuka tu przyjaźni – nie z tym spojrzeniem – jego oczy błądzą po mojej twarzy, zatrzymują się na ustach i wracają do oczu.
Każda cząstka mnie staje się go świadoma. Moje bicie serca przyspiesza, a nawet oddech staje się odrobinę szybszy niż zwykle.
Przez najkrótszą sekundę wyobrażam sobie milion i jeden sposobów, w jakie mógłby przesuwać dłońmi po mojej skórze. Czy będzie delikatny? Szorstki? Dominujący?
Czy zwróci uwagę na moje najgłębsze zakamarki?
Zamykam oczy, gdy obraz mnie i Prestona uprawiających miłość wypływa na powierzchnię mojego umysłu. Były chwile, kiedy nie pragnęłam niczego innego, jak tylko zamknąć się w łazience, dopóki nie wyjdzie. Byłam zakochana, więc nic z tego nie miało znaczenia, ponieważ znalazłam sposób, żeby to przetrwać.
– Hej. – Jego miętowy oddech owiewa moją twarz.
W ułamku sekundy moje usta stają się boleśnie świadome jego pełnych warg. Muzyka cichnie, a mój umysł zalewa wykreowany obraz jego nagiego ciała. Zaciskam uda, wdzięczna za przyćmione światło, które ukrywa ten ruch.
– Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Czy mój wiek ci przeszkadza? – Ujmuje moje dłonie w swoje i gładzi kciukami ich wnętrze. – Bo jeśli nie, to bardzo chciałbym z tobą zatańczyć. –
Gęsia skórka pokrywa moją skórę. Jego prośba przyćmiewa wszystkie myśli przebiegające mi przez głowę.
Jego oczy wbijają się w moje z nagą emocją. Potrzeba? Błaganie? Lęk?
– Proszę? – Szepcze to słowo, splatając swoje palce z moimi.
Moja głowa wykonuje subtelne skinienie, zanim zdążę wypowiedzieć słowo formujące się na końcu mojego języka.
– Nie masz pojęcia, jak bardzo cieszę się, że cię poznałem – mówi, pociągając mnie delikatnie ku sobie, prosto w swoje czekające ramiona.
Nawet nie znam jego imienia, a moje ciało już rwie się, by się wokół niego opleść. Nie tak wyobrażałam sobie dzisiejszy wieczór. I szczerze mówiąc, to jest dalekie od tego, czego się spodziewałam.






