SLOANE
Biorąc głęboki, pokrzepiający oddech, wysiadam z samochodu, nie odrywając wzroku od budynku na szczycie wzniesienia, wokół którego kręcą się i podekscytowanie rozmawiają tłumy ludzi.
Nie potrafię nawet wykrzesać z siebie uśmiechu, podczas gdy ci ludzie zachowują się, jakby słońce wyjrzało po miesiącach ulewnych deszczy.
Podchodzi parkingowy. Bez słowa wręczam mu kluczyki do samochodu, ale n






