Prezentuje zabawkę – nie, nie zabawkę – niemal dokładną kopię czegoś, co już jest na rynku. Nawet nie czekam, aż zacznie mówić.
– Chyba sobie, kurwa, żartujecie – warczę, pochylając się w fotelu. – Gdybym chciał skopiować produkt innej firmy, nie płaciłbym wam. Mógłbym zrobić to sam za darmo. – Mój głos staje się ostrzejszy, a facet wygląda, jakby miał zemdleć. Jąka coś pod nosem, ale ja zbywam go






