Hayes
Wściekły wracam do stolika, ledwo trzymając nerwy na wodzy. Moja szczęka jest tak mocno zaciśnięta, że czuję napięcie spływające po szyi. – Julian, idziemy – warczę.
Edgar podnosi wzrok znad menu, zaskoczony. – Wychodzimy? Jeszcze nawet nie zamówiliśmy.
– Powiedziałem, że wychodzimy – warczę na niego.
Patrzy na mnie, jakbym postradał zmysły, ale nie drąży tematu. Widzę, że jest zdezorientowa






