SLOANE
– Jesteś tu najpiękniejszą kobietą. Twoje włosy... jakiego są koloru? –
Czerwienię się na ten komplement. – Rudawy blond. –
Podnosi dłoń i wsuwa palce w moje włosy, masując mi skórę głowy. To kojące. Wtulam się w jego dotyk, uwielbiając każdą jego odrobinę.
– Nigdy nie słyszałem takiej nazwy. Podoba mi się. Uwielbiam twoje włosy. –
– Co jeszcze ci się podoba? – pytam, moszcząc głowę w zagłębieniu jego szyi. To nie jest wolna piosenka, ale to, co między nami kiełkuje, nie potrzebuje pomocy, by się zamanifestować. Jest takie prawdziwe i takie proste.
– Twój uśmiech. Kiedy wcześniej wszedłem przez drzwi i uchwyciłem twój grymas, wyobraziłem sobie zamiast niego twój uśmiech, a obraz, który stworzyłem, nie różnił się od tego, co w końcu zobaczyłem. Twój uśmiech działa terapeutycznie. Jest jak latarnia morska w pogrążonym w mroku lesie. Kojący wyraz, który potrafi zamienić wszystko w blask. –
– Teraz to przesadzasz. – Śmieję się cicho, ale moje serce unosi się z radości.
Opuszcza twarz i całuje mnie w głowę, zagrzebując nos w moich włosach. Kiedy mówi, jego słowa są stłumione, ale słyszę je głośno i wyraźnie.
– Nie przesadzam. Jeśli już, to mówię za mało. –
Zostajemy tak złączeni przez następne trzydzieści minut, poruszając się w rytm muzyki i śpiewając razem z tłumem. Nie zna części tekstów, ale nuci, a jego oczy płoną z intensywnością, która osłabia moje kończyny.
– Powiedz mi, jak masz na imię. – Wpatruję się w jego oczy, mrugając, gdy mój wzrok opada na jego usta. Co by zrobił, gdybym się pochyliła i ich zasmakowała?
– Nie. –
Jestem zaskoczona jego odpowiedzią. Marszczę brwi, przypatrując się uważnie jego twarzy. – Dlaczego? –
Obraca mną i puszcza do mnie oczko, z zawadiackim uśmiechem rozciągającym się na ustach. – Bo chcę, żebyśmy się jeszcze spotkali. Lubię twoje towarzystwo. –
– Brakuje ci żony? Czy ty... wciąż o niej myślisz? –
Nie mam pojęcia, skąd to się wzięło. Rozchylam wargi, próbując cofnąć te słowa i przeprosić, ale jego wyraz twarzy mówi mi, że usłyszał.
Odsuwa się nieznacznie, ale wciąż trzyma ręce na mojej talii. Na jego szczęce pulsuje mięsień. – Tak. –
Tak?
Czy „tak” oznacza, że mu jej brakuje, czy to, że wciąż o niej myśli?
Jego dłonie opadają na moje biodra. Lekko je ściska, po czym opiera swoje czoło o moje.
– Dlaczego tu dziś przyszłaś? –
Nieźle. Próbuje zmienić temat. – To nie był mój pomysł. Chlo, moja najlepsza przyjaciółka, zasugerowała, że dobrze by było utopić żale w alkoholu. –
– I jak ci idzie? –
Jedyną rzeczą, którą jestem upojona, jest dotyk jego twardych mięśni o moje ciało. Mimo grubego materiału jego czarnego smokingu wciąż czuję, jak bardzo jest solidny. Chlo kazała mi wyobrazić go sobie w obcisłym T-shircie. Chichoczę, przypominając sobie jej reakcję, gdy wcześniej zobaczyła go w drzwiach.
Koszulka nadal zakrywałaby jego dobrodziejstwa. Wyobrażam go sobie nagiego. W pełni gotowego dla mnie. Ta myśl sprawia, że przepływa przeze mnie erotyczny ładunek. Muszę wziąć głęboki oddech, a potem może jeszcze jednego drinka. Cokolwiek, byle uspokoić tę bestię pożądania, grożącą mi, że rzucę się na ciało obcego mężczyzny.
– Czuję się lepiej. Ale na jak długo? –
Przez jego oczy przemyka dziwna mieszanka bólu i zrozumienia. Zaskakuje mnie to, jak dobrze potrafię go odczytać.
– Kochałaś go? –
Mój brzuch się zaciska na to pytanie. Miłość. Nie tylko kochałam Prestona, oddałam mu wszystko.
– Bardziej, niż powinnam. Był mężczyzną moich marzeń, dopóki nie zdałam sobie sprawy, że to koszmar. Tolerowałam go tak długo, że w dniu, w którym zdecydowałam się zerwać, czułam się, jakbym była... Nic do niego nie czułam. Raczej poczułam ulgę. –
Znowu jesteśmy przy barze. Nie mam pojęcia, jak w ogóle się tu znaleźliśmy. Barman przesuwa w moją stronę drinka. Nie zadając pytań, biorę go i połykam jednym haustem.
– Jeszcze jednego. – Przenoszę uwagę na nieznajomego. – Nie pijesz? –
Uśmiecha się. – Jedno z nas musi zachować zdrowe zmysły. –
To samo powiedziałam Chlo. A jej odpowiedź brzmiała: „Pij do dna. Będzie zabawniej, jak obie nawalimy się jak stodoły”.
Kąciki jego ust unoszą się w uśmiechu. – Racja! –
Podczas gdy wokół nas brzęczy muzyka i szumią ludzie, my dalej rozmawiamy o przypadkowych rzeczach, pochłaniając kolejne shoty. Rozśmiesza mnie tak bardzo, że aż boli mnie brzuch.
– Widzisz tego gościa tam? Myślę, że uda mu się zdobyć tę dziewczynę – mówi, kierując wzrok w kąt sali.
– Po czym wnosisz? – pytam, podążając za jego spojrzeniem.
On się śmieje. Ja też. Kilka głów się odwraca, ale my nie przestajemy. Zsuwając się ze stołka i zginając wpół, śmieję się jeszcze głośniej.
– Chodź, zatańczmy jeszcze raz – mówi, kiwając głową w stronę ciał.
Lubię tu siedzieć i po prostu z nim rozmawiać. – Jestem ciekawa, dokąd prowadzą te drzwi – mówię, kiwając w ich stronę głową. Wcześniej próbowałam odczytać napis, zanim on wszedł tam pewnym krokiem, jakby to miejsce należało do niego.
Pochyla się. – A może pójdziemy się przekonać? –
***
– Wody? – pyta kilkadziesiąt minut później, podając mi butelkę wody.
Biorę ją i opróżniam jej zawartość wprost do ust. Znowu kręci mi się w głowie. Naprawdę nie powinnam była zamawiać kolejnej kolejki przy barze.
– Wszystko w porządku? –
Unoszę dłoń do głowy i delikatnie masuję skórę, jakby miało to powstrzymać otoczenie przed nieustannym wirowaniem. Siedzimy na kamiennej ławce w czymś, co wygląda na ogród. Nasze uda ocierają się o siebie, gdy któreś z nas poprawia pozycję, a efektem jest doznanie, które raz za razem przeszywa moje ciało.
Nie chcę, żeby ta noc się skończyła. Bawię się tak wspaniale, a jednak na ułamek sekundy przez moją głowę przemknęła myśl o jego wieku. Jeśli on zechce spotkać się ponownie, wątpię, żebym była na tyle odważna, by odmówić.
– Nic mi nie jest. –
Jego dłoń zastępuje moją. Masuje mi głowę, nie śpiesząc się z rozluźnieniem wszystkich węzłów napięcia. Kładę głowę na jego szerokiej piersi. Cholera, kiedy on zdjął marynarkę? Czuję jego nagą pierś, jako że rozpiął kilka guzików. I mój Boże, to najwspanialsza rzecz, jaką kiedykolwiek czułam. Pozwalam moim ustom musnąć jego odsłoniętą skórę, wodząc po niej językiem.
Przestaje gładzić mnie po głowie, a jego dłoń opada na moje ramiona. Cześć mnie spodziewa się, że każe mi przestać, ale on mnie zaskakuje: ujmuje moją twarz w dłonie i oblizuje moją dolną wargę swoim gorącym jak wrzątek językiem. Z moich ust wyrywa się jęk, gdy on nie przestaje się ze mną droczyć, a moje ciało staje w płomieniach, podczas gdy namiętność rozprzestrzenia się z prędkością pożaru. To tak cholernie dobre uczucie. Lepsze, niż mogłabym sobie wyobrazić.
– Pragnąłem to zrobić przez całą noc, Aniele – wdycha powietrze tuż przy moich rozchylonych ustach, zanim zagarnia je w przyprawiającym o dreszcze pocałunku.
Odwzajemniam pocałunek z nieznaną mi dotąd żarliwością. Jego smak, dobry Boże, to gorąco. O rany! Mój środek pulsuje z rozkoszy. Chcę, by jego dłonie znalazły się na moich piersiach, moich biodrach i w moim centrum. Chcę, żeby dotykał mnie wszędzie.
Porusza się powoli, dając sobie czas na to, by rozpalić moje ciało do czerwoności. Jego dłonie suną po mojej linii szczęki, a potem przesuwa je do moich uszu i pieści miękkie płatki. – Mój Boże, jesteś nieporównywalna – szepcze do mojej skóry i delikatnie zatapia zęby w mojej kości szyjnej. Zamiast ukłucia bólu, doznanie się potęguje, a ja zaciskam uda, napierając do przodu.
– Cierpliwości – chrypi, a w jego oczach tańczą iskierki psoty i namiętności. Tej samej namiętności, która odzwierciedla to, co sama w tej chwili czuję.
Czy ten człowiek wie, jaką ma nade mną władzę? W tej chwili, gdyby kazał mi skakać, zapytałabym: jak wysoko? Nie wiem, czy to wina alkoholu, czy fakt, że wyobrażałam sobie, jak by to było pozwolić mężczyźnie takiemu jak on – seksownemu, cholernie czarującemu i będącemu całkowitym dżentelmenem – jak by to było zrobić z nim coś więcej, niż tylko się całować?
Jakby w odpowiedzi na moje pytanie, kładzie dłonie na moich obolałych piersiach przez koronkowy materiał bluzki, tocząc moje sutki palcem wskazującym. Unoszę wzrok, by spotkać jego spojrzenie, i niemal spalam się od intensywności w jego niebieskich oczach.
Wyginając plecy w łuk, zachęcam go, by podciągnął bluzkę i rozkoszował się...
– Nie tutaj – mówi, odsuwając się.
Mam ochotę na niego nakrzyczeć za to, że ośmielił się przestać. Co jest, do cholery?!
– Co... gdzie... dlaczego przestałeś? – mój głos się łamie.
Poprawia moją bluzkę i pociąga mnie do góry, prosto w swoje ramiona.
– To jest otwarta przestrzeń i każdy może tu na nas wpaść. Nie chcę tego. Nie chcę, by ktokolwiek inny widział cię nagą i jęczącą w ekstazie. Chcę się w tym pławić w samotności. –
O jasna cholera! Ten facet musi być bogiem, bo wpadam w nim po uszy milion razy. Wątpię, by to była zasługa alkoholu.






