languageJęzyk

Klubowa toaleta.

Autor: Aeliana Moreau 13 kwi 2026

Rozdział 5.

Następnego Dnia

Hazel obudziła się w okrutnych objęciach ostrego bólu głowy.

Ból pulsował w jej czaszce, uderzając w rytm wielkiego ciężaru wspomnień ubiegłej nocy, które na nią spadły. Wydarzenia odtwarzały się żywo, przeszywając jej umysł niczym odłamki szkła.

Jej klatka piersiowa się zacisnęła, a ostry ból rozkwitł głęboko w niej, jakby sztylet wbito prosto w jej serce. Ledwie mogła oddychać. Ten ból był nie do zniesienia, sprawiając, że każda sekunda wczorajszych zdarzeń stawała się jeszcze bardziej przerażająco wyraźna — wyryta w niej niczym nieuchronne, permanentne piętno.

Axel.

Sposób, w jaki jego dłonie poruszały się po jej skórze. Sposób, w jaki jego język kradł jej oddech, prowadząc ją w odurzającą rozkosz, jakiej nigdy dotąd nie znała.

Dreszcz przebiegł po jej kręgosłupie, a gorąco rozlało się po jej ciele, gdy wspomnienie ponownie zagroziło, że ją pochłonie.

Hazel czuła się jak latawica.

Miała chłopaka. Dobrego chłopaka. A jednak zeszłej nocy bezwstydnie rzuciła się na Axela — a co gorsza, na początku jej odmówił, a mimo to posunęła się dalej.

Paliło ją upokorzenie, ale to, co naprawdę ją niepokoiło, to fakt, że wcale nie tonęła w poczuciu winy. Powinna czuć do siebie obrzydzenie, a zamiast tego mroczny szept omiatał jej myśli...

Pragnęła więcej.

Zacisnęła mocno oczy, próbując odgonić to brudne pragnienie.

Hazel nienawidziła samej siebie za to, że zdradziła swojego niewinnego chłopaka. Ale jeszcze bardziej nienawidziła się za to, że nie czuła tego rodzaju poczucia winy, które powinno temu towarzyszyć. Zamiast tego toczyła jeszcze mroczniejszą bitwę — z głodem ponownego poczucia ust Axela na swoim ciele.

Nie. Nie.

To było złe.

Wywlekła się z łóżka, a jej ciało wciąż brzęczało od niezachwianej świadomości. Wpadając do łazienki, wyszorowała się do czysta, jakby chciała zmyć grzechy wczorajszej nocy. Ale nic — ani parząca woda, ani gorączkowe tarcie skóry mydłem — nie było w stanie ugasić ognia, który rozpalił Axel.

Kilkanaście minut później szybko się ubrała, narzucając na siebie skromny strój przed wyruszeniem do drzwi. Ale gdy tylko sięgnęła po klamkę, oddech uwiązł jej w gardle.

Axel.

Szedł w stronę jej pokoju.

Panika przez nią przepłynęła. Serce Hazel waliło, gdy zaczęła się wycofywać, dociskając kręgosłup do drzwi, jakby to jedno mogło powstrzymać go przed wejściem. Oddychała krótkimi, urywanymi wdechami.

Pukanie.

Przygryzła wargę, zmuszając się do zachowania ciszy.

Po czasie, który wydawał się wiecznością, dźwięk oddalających się kroków uświadomił ją, że odszedł. Dopiero wtedy wypuściła drżąco powietrze.

Poczekała kilka minut, zanim wymknęła się ze swoimi pośpiesznymi krokami. Nie mogła pozwolić, żeby ją zobaczył. Nie. Zmiana oświadczenia. Nie mogła sobie pozwolić na spotkanie z nim. Pragnęłaby coraz więcej i więcej, dopóki nie stałaby się niczym innym jak tylko potrzebującą, małą, zdradzającą rzeczą.

Pomijając śniadanie, pośpiesznie ruszyła do wyjścia, wślizgując się do samochodu tuż przed tym, nim Axel zdołał zejść na dół.

Na uczelni

Dzień wlókł się boleśnie, a jej myśli były w niewoli jednego, dręczącego wspomnienia—

Axela.

Jego rąk. Jego ust.

Wciąż potrafiła je poczuć. Nie wiedziała, co było gorsze. Uczucie winy, które odmawiało nadejścia, czy niewypowiedziane pragnienie i tęsknota za czymś więcej z tego, co miał do zaoferowania Axel.

Obrzydzenie toczyło wojnę z rozkoszą. Hazel próbowała utopić myśli w zadaniach z zajęć, ale nic nie działało. Wciąż zastanawiała się, do czego jeszcze zdolne były dłonie i język Axela.

To doprowadzało ją do szału.

Powinna być przeżarta poczuciem winy. Więc dlaczego nie była? Dlaczego zamiast tego pragnęła jego? Sama ta myśl wywracała jej wnętrzności.

Delikatny głos wyrwał ją z tego transu.

"Wszystko w porządku?"

Hazel zamrugała, odwracając się do Tracy, której oczy wpatrywały się w nią z troską.

Wymusiła z siebie uśmiech — fałszywy, ale wystarczająco przekonujący.

"Wszystko gra."

Tracy nie dała się na to nabrać.

"Jesteś pewna?" - drążyła.

Hazel zawahała się. Część jej chciała wyznać wszystko. Ale nie mogła. Nie, gdy Tracy zawsze ostrzegała ją przed Axelem.

Więc przełknęła prawdę i uśmiechnęła się ponownie, tym razem wkładając w to nieco więcej wysiłku.

"Nic mi nie jest."

Tracy przyglądała się jej przez kilka sekund, ale ostatecznie dała za wygraną.

Kiedy już miała się znów odezwać, Hazel przerwała jej, dokładnie wiedząc, w jakim kierunku potoczy się ta rozmowa.

"Powinnyśmy pójść dziś wieczorem do jakichś klubów. Czy to nie byłoby zabawne?"

Tracy zamrugała, zszokowana.

"Kim jesteś i co zrobiłaś z Hazel?" - zażartowała. "Od kiedy chcesz chodzić do klubów?"

Hazel przewróciła oczami. "Od dzisiaj."

Potrzebowała odwrócenia uwagi. Potrzebowała czegoś mocnego — wódki, tequili, czegokolwiek — by wymazać Axela z pamięci.

Tracy rzuciła jej podejrzliwe spojrzenie, mając trudności z kupieniem tego powodu.

"Posłuchaj." Zamyśliła się Hazel.

"Nigdy nie miałam problemu z klubami, po prostu miałam ojca, który myślał, że jestem wymarzoną damą każdego mężczyzny, zanim w ogóle zaczęłam chodzić z wyposażeniem cięższym niż niejedna dwudziestojednoletnia kobieta i..." - jej słowa rozmyły się w powietrzu, gdy opadła na stół, nie bardzo wiedząc, jak kontynuować te słowa.

"O mój Boże! Musimy to uczcić!" - Tracy praktycznie krzyknęła, przyciągając uwagę połowy biblioteki.

Hazel wydała z siebie szczery chichot po raz pierwszy tego dnia.

"Ciszej, wariatko."

Tracy uśmiechnęła się szelmowsko. Rzeczywiście, Hazel w końcu przemówiła do niej z sensem.

"Zaraz — a co z Axelem? Nie wkurzy się, jak się dowie?"

Hazel wypuściła z sykiem powietrze. Z Tracy u boku najwyraźniej nigdy nie ucieknie od Axela. Nie z jego imieniem wylatującym z jej ust co sekundę. "Zapomnij o nim, Tracy. On nie jest moim właścicielem."

Nigdy nie może się o tym dowiedzieć.

Tracy posłała jej szczery uśmiech, chichocząc na widok nowej, ulepszonej wersji Hazel.

Później Tej Nocy

Hazel, Tracy i Armstrong poszli na zakupy po nowe ubrania, zanim udali się do klubu.

Kiedy weszli do środka, wszystkie oczy skierowane były na Hazel.

Wyglądała zjawiskowo — jak uosobienie czystej pokusy owinięte w grzeszny materiał.

Jej czarna skórzana mini spódniczka opinała biodra, odsłaniając dokładnie tyle ud, by kusić. Jej biały crop top, za duży i bezwysiłkowo seksowny, był ozdobiony odważnymi, zmysłowymi słowami:

'Ssij mnie.'

Szła przodem, emanując pewnością siebie. Kołysanie jej bioder wystarczyło, by ukraść każde spojrzenie w sali.

Dłoń Armstronga lekko spoczywała na jej talii.

Torowali sobie drogę do baru.

"Trzy butelki wódki" - zamówił Armstrong.

Otworzyli drinki, a noc przerodziła się w coś dzikiego i lekkomyślnego.

Gdzie indziej...

Axel spędził wieczór w studiu modowym, zanim zgodził się spotkać ze swoim najlepszym przyjacielem, Alexem, w dyskretnym klubie.

Klubie, w którym nie zostałby rozpoznany.

Siedząc w sekcji VIP, Axel sączył swoją whiskey, gdy—

Ona weszła do środka.

Jego uścisk na szklance zacisnął się. Zaczęła mu się gotować krew.

Hazel.

Wyglądała oszałamiająco. Ubrana w niebezpiecznie krótką spódniczkę, z czerwonymi ustami wygiętymi w czymś nieodparcie kuszącym.

Ale to nie tylko jej strój sprawiał, że Axel widział wszystko w czerwonych barwach.

Chodziło o mężczyznę, który stał u jej boku.

Armstrong.

Jego dłoń spoczywała na jej talii. Zaborczo.

Wzrok Axela pociemniał. Szczęka się zacisnęła, a dłonie zwinęły w pięści, gdy czysta, nieprzefiltrowana wściekłość targała jego wnętrzem.

Jak ten skurwiel śmiał?

Wstał z miejsca, a potrzeba oderwania rąk Armstronga od ciała Hazel stała się nie do zniesienia.

Alex szybko pociągnął go z powrotem.

"Axel, siadaj."

"Zabieraj ode mnie ręce."

"Axel, proszę. Nie rób sceny."

Axel wypuścił z sykiem powietrze, zmuszając się do powrotu na siedzenie. Jego oczy pozostały jednak zablokowane na Hazel.

Ona należała do niego.

A jednak stała tam i pozwalała innemu mężczyźnie się dotykać.

Alex zawahał się przed zabraniem głosu. "Co się dzieje, stary? Dlaczego jesteś taki wkurzony?"

Głos Axela przypominał lód.

"Ponieważ ten bękart dotyka mojej własności."

Alex uniósł brew. "Twojej własności? Nie masz dziewczyny."

Mordercze spojrzenie Axela wyostrzyło się.

"Nie potrzebuję dziewczyny, by mieć własność. Hazel jest moja."

Alex westchnął. "Co zamierzasz zrobić?"

Uśmieszek Axela był zabójczy.

"Zabiję jej kierowcę. Przydzielę jej nowych ochroniarzy. I... dam jej lekcję."

Alex przełknął ślinę. "Jaką lekcję?"

Oczy Axela pociemniały.

Taką, której nigdy nie zapomni.

Hazel, nieświadoma palącego spojrzenia Axela, była w ramionach Armstronga, gdy jej drink przypadkowo wylał się na jej ubranie.

"Niech to szlag" - mruknęła.

"Bardzo cię przepraszam, Hazel."

Machnęła na to ręką. "W porządku. Pójdę tylko skorzystać z toalety."

Ale w momencie, gdy weszła do środka—

Głos.

Głęboki. Szorstki. Niebezpieczny.

"Jesteś w Waszyngtonie po to, by chodzić po klubach, czy po to, by się uczyć?"

Jej serce się zatrzymało.

Odwróciła się—

I napotkała oczy Axela. Iskry rozkoszy wymieszanej ze strachem przebiegły przez jej ciało, chociaż jego głos brzmiał surowo, w tym wszystkim była jakaś część, która sprawiła, że jej cipka zaczęła pulsować, gdy myśli o tym, co wydarzyło się wczorajszego dnia zagrały świeżo w jej umyśle po raz kolejny.

"Nagle dostałaś gorączki? Dlaczego nie możesz nic powiedzieć albo nawet chociażby spojrzeć mi w twarz?"

Hazel poczuła, że uginają się pod nią nogi, gdy strach wtłoczył się w każdą żyłę jej ciała.

Jego dłonie chwyciły ją za ramiona i brutalnie przyparł ją do ściany.

"Kto to był?" - jego zimne, a zarazem pełne gniewu oczy wwiercały się w nią, a ona drżała na widok tej nowej strony jego osobowości, z którą nigdy się nie zetknęła.

"Odpowiedz mi" - wrzasnął jej w twarz, a ona wydała z siebie cichy jęk strachu, podczas gdy łzy popłynęły z jej oczu.

Jego serce zostało przeszyte, jakby właśnie ktoś wbił w nie sztylet; powoli porzucił potworny wyraz, który malował się na jego twarzy, a serce ściskało mu się z bólu, że tak bardzo ją przerażał i wywoływał w niej ból.

Jego dłonie ujęły jej miękkie policzki, po czym wsunął jeden ze swoich palców do jej ust, mocno ciągnąc jej wargi, podczas gdy ona po prostu oparła głowę o ścianę, a jej cipka zrobiła się całkowicie mokra na ten jeden, mały gest.

"Nie chcę cię widzieć w pobliżu nikogo, mamuśko." - jego głos stał się zaledwie szeptem, a ona poczuła, jak jej cipka pulsuje w reakcji na jego głos.

Pochylił się i wdychał jej zapach, a jego dłonie naciskały na nią i ją ściskały, podczas gdy ona przygryzała dolną wargę, próbując naprawdę mocno stłumić jęk, który groził wymknięciem się z jej ust.

Jego zęby drasnęły jej szyję, a ona zadrżała.

"Tylko ja mam prawo do twojego ciała, mamuśko, tylko ja mam prawo do twojego pieprzonego ciała. Nigdy nie oddawaj nikomu mojej własności." Ścisnął ją jeszcze mocniej, a ona znowu zaskomlała; jego głos był zniewalający i dominujący, a jednocześnie miał w sobie ten podtekst, który trzymał jej cipkę na samej krawędzi przed eksplodowaniem.

"Nigdy bym się nie ośmieliła." - podświadomie przyznała mu rację z samej rozkoszy, a on zgrzytnął zębami, całując ją w kark, podczas gdy ona wdychała własne jęki.

Odsunął się od niej, a jego oczy pieściły całe jej ciało.

Chciał ją puścić.

Chciał patrzeć, jak się zmienia bez zmuszania jej, ale jego kutas już rwał się do tego, by ją mieć.

Hazel poczuła, jak jej serce drży, gdy górował kilka centymetrów nad nią. Wiedziała, że musiała trzymać się od niego z daleka, zwykła Hazel nakrzyczałaby na niego i kazałaby mu nigdy więcej się nie zbliżać, ale nie potrafiła poradzić nic na uczucie, które gnieździło się między jej nogami — uczucie, na które tylko on posiadał antidotum.

Jej umysł mógł tego nie chcieć, ale jej ciało i oczy mówiły zupełnie co innego.

Jednym, płynnym ruchem uniósł ją i posadził na umywalce, rozkładając szeroko jej nogi, a jego dłoń pieściła jej miękki tyłek przez materiał jej ubrań.

"Ukarzę cię w sposób, który nakazuje twoje ubranie, mamuśko. Będę cię ssać tak długo, aż nie będziesz czuła własnych nóg, mamuśko." Jego chrypliwy głos brzmiał mrocznie, podczas gdy jego oczy pochłaniały każdy centymetr jej ciała.

Hazel nie była w stanie wydusić z siebie słowa, mogła jedynie gapić się na napis na swoich ubraniach i trzęsła się niekontrolowanie.

"Zmysłowe życzenie twoich ubrań to upragniony rozkaz dla mojego języka!"

Z tymi słowami podciągnął jej spódniczkę, a jego dłonie musnęły jej cipkę, gdy sięgnął po majtki, ściągnął je w dół i wsunął prosto do swojej kieszeni.

"Ummmm" - zliznął te kilka kropel soku, które jego dłoń zdobyła poprzez samo muśnięcie o jej cipkę.

"Niebiosa, Mamuśko. Smakujesz jak grzech."

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Klubowa toaleta. - Kara Tatusia: Sekretne życie z idolem | StoriesNook