Rozdział 4.
Axel zaniósł ją bez najmniejszego wysiłku do jej pokoju, jej drobne ciało dociskało się do jego klatki piersiowej, a ramiona bezpiecznie oplotły jego szyję. Jej głowa spoczywała delikatnie tuż nad biciem jego serca, i przez chwilę pozwolił sobie rozkoszować się jej ciepłem, pragnąc wszystkiego, co dalece mijało się ze świętością.
Kiedy dotarł do jej łóżka, położył ją z troską, która przeczyła burzy szalejącej w jego wnętrzu. Poprawił kołdrę na jej ciele, a jego palce drgały z powstrzymywanego napięcia. Jasna cholera! Robił wszystko, co w jego mocy, żeby nie rozerwać jej ubrań i nie obmacać tych ciężkich piersi, które jeszcze chwilę temu mocno napierały na jego klatkę.
Chciał pocałować ją w czoło. A potem poprowadzić te pocałunki w dół, smakując każdego centymetra jej ciała, dopóki nie dotrze do miejsca, o którym nie powinien w ogóle myśleć — słodkiej, ciasnej, różowej cipki.
Jednak zacisnął pięści i zmusił się do zrobienia kroku w tył.
"Nie jestem dzieckiem, Axel. Przestań mnie tak traktować" - powiedziała z dąsem, wiercąc głową na poduszce, aż znalazła wygodną pozycję.
Jego szczęka zacisnęła się. Ten dąs. Ten cholerny dąs. Jego pięść się zacisnęła. Odwaliłaby zajebiście dobrą robotę z tymi ustami mocno owiniętymi wokół jego kutasa.
"Idź spać, dziewczynko. Musisz wcześnie wstać." Jego głos brzmiał szorstko, podszyty czymś, do czego nie zamierzał się przyznać.
Skinęła sennie głową, poprawiając znów kołdrę. Zmusił się, by się odwrócić i odejść, a każdy jego krok był cięższy od poprzedniego.
Gdy tylko zamknął za sobą drzwi, spojrzał w dół na swoje krocze.
Kurwa.
Jego kutas boleśnie pulsował.
Sam widok jej uroczego dąsania przyprawił go o twardy wzwód.
Jak do cholery miał utrzymać przy sobie ręce?
Ale najpierw było coś znacznie ważniejszego.
Musiał dowiedzieć się, kim był skurwiel, który ją śledził. Ponieważ kiedy to zrobi — kiedy w końcu zdobędzie dowody — nie oszczędzi go.
Następnego Dnia
Hazel wyszła z pokoju, schludnie ubrana i gotowa na uczelnię.
Ogromne schody rozciągały się przed nią, wyglądając bardziej jak góra niż zwykłe stopnie. Wypuściła powietrze i schodziła po nich powoli. Schodzenie w dół było o wiele łatwiejsze niż wchodzenie pod górę.
Kiedy dotarła do jadalni, poczuła falę ulgi. Axela tam nie było.
Dobrze. To oznaczało, że będzie mogła nacieszyć się spokojnym porankiem.
Jadła w ciszy, delektując się spokojem. Ale gdy tylko wstała, by wyjść, znajomy zapach wypełnił jej nozdrza, owijając się wokół jej zmysłów, zanim w ogóle go zobaczyła.
Woda kolońska.
W żołądku jej się przewróciło, a palce mocniej zacisnęły się na pasku od torebki.
Lekko odwróciła głowę i zobaczyła, jak idzie w jej stronę — wyrafinowany, opanowany, z niewymuszoną potęgą.
Wyglądał dziś inaczej.
Jego włosy układały się w luźne loki, opadając na czoło w sposób, który sprawiał, że wyglądał jeszcze bardziej niebezpiecznie pociągająco. Jego rzęsy wydawały się gęstsze, bystre oczy wręcz lśniły, a jego skóra — Boże, jego skóra — emanowała blaskiem, którego nie potrafiła do końca wyjaśnić.
Jej serce zaczęło bić szybciej, gdy zmniejszył dzielący ich dystans.
Dlaczego czuła się w ten sposób za każdym razem, gdy był blisko?
Ich spojrzenia się skrzyżowały, a powietrze między nimi uległo zmianie.
Jej policzki zapłonęły, gdy jego oczy przesunęły się po niej, zatrzymując się na krągłościach bioder i zjeżdżając w dół, na jej nogi.
Czuła się pod tym spojrzeniem bardziej obnażona niż gdziekolwiek indziej w swoim życiu.
Kazała samej sobie odwrócić wzrok. Ale tego nie zrobiła.
Zamiast tego gapiła się, chłonąc go, zapamiętując ostrość jego szczęki, to, jak koszula opinała jego ciało.
Nawet nie zorientowała się, jak bardzo w tym przepadła, dopóki—
"Twoje dłonie poradzą sobie o wiele lepiej niż oczy, malutka."
Jego głos był głęboki, droczący się, podszyty rozbawieniem.
Żołądek Hazel wykonał absurdalnego fikołka, ale zignorowała to, przewracając oczami na jego słowa.
"Dokąd się wybierasz, ubrany tak odmiennie?" - zapytała lekceważącym tonem.
Jego cwaniacki uśmieszek nie zniknął. "Chyba nie myślisz, że zarabiam na życie zabijając ludzi, co?"
Skrzyżowała ramiona. "Wystarczy, że mi powiesz, że idziesz do pracy, prawda?"
Zachichotał, kręcąc głową.
"Jesteś spóźniona. Przydzieliłem ci kierowcę, który zawiezie cię nowym BMW stojącym na zewnątrz." Jego głos był swobodny, ale kolejne słowa sprawiły, że zamarła. "Odkąd byłaś dzieckiem, to zawsze był twój wymarzony samochód, więc postanowiłem ci go kupić."
Oddech uwiązł jej w gardle.
Nawet mu o tym nie mówiła.
Kochała BMW od dziecka, ale ojciec nigdy jej takiego nie kupił — wolał większe, bardziej imponujące auta.
Mimo to Axel zapamiętał.
Co powinna o tym myśleć?
Emocje zablokowały jej gardło, ale zdusiła je w sobie.
"Dziękuję." Jej głos był cichy, niemal zawahany.
Ale wyraz jego twarzy już powrócił do nieodgadnionego. Zimny. Zdalny.
"Ruszaj. To nie Teksas. Spóźnisz się."
I ot tak, przeszedł obok niej, wsiadając do swojego samochodu. Z tyłu ruszyły trzy inne auta, jego standardowa ochrona.
Hazel wypuściła powietrze.
Znała go całe życie, a jednak czasami czuła, jakby w ogóle go nie znała.
*****
Kiedy wysiadła z auta, jej serce przepełniło się ekscytacją.
Wreszcie.
Uczelnia, o której marzyli od lat, nie była już tylko obrazkiem na ekranie czy artykułem w magazynie.
Tracy i Armstrong natychmiast pojawili się obok niej.
"Strasznie długo ci zeszło" - mruknął Armstrong, przyciągając ją do uścisku.
"Nie obudziłam się wcześnie" - przyznała, przytulając go krótko, po czym się odsunęła. "I musiałam zjeść przed wyjściem z domu."
"Nareszcie tu jesteśmy" - wyszeptała Tracy z błyszczącymi oczami.
"W końcu jesteśmy tu razem" - dodał Armstrong.
Hazel stała przy wejściu, z ramieniem swojego chłopaka owiniętym wokół jej talii i najlepszą przyjaciółką u boku.
Powinna czuć się kompletna.
Armstrong pochylił się, składając miękki pocałunek na jej ustach. Oddała mu pocałunek, ale—
Nie było żadnej iskry.
Nigdy jej nie było.
Ludzie mówili o czuciu fajerwerków, kiedy całowało się kogoś, kogo się kochało, ale Hazel nigdy niczego takiego nie czuła.
Dla niej całowanie było po prostu... czynnością. Niczym więcej.
"Wiecie co?" - prychnęła Tracy, przewracając oczami. "Chyba muszę sobie znaleźć faceta!"
Armstrong i Hazel zaśmiali się z jej dramatyzowania.
Ale wewnątrz Hazel odczuwała dziwną pustkę, której nie potrafiła wyjaśnić.
***********
Wieczór się dłużył.
Nuda wżarła się w kości Hazel i dziewczyna wylądowała w luksusowym barku w domu.
Jej oczy przebiegły po niekończących się rzędach butelek, zanim zatrzymały się na jednej, która wyglądała jak sok.
Smakowała też jak sok — słodka, łagodna.
Zwinęła się w kłębek na kanapie, włączając swoją ulubioną telenowelę na Telemundo.
Mijały minuty.
Wtedy na ekranie pojawiła się scena.
Scena seksu.
Palce Hazel zacisnęły się na szklance, gdy dłonie Willa wsunęły się między nogi Rachel, a jej jęki wypełniły pokój.
Coś wewnątrz niej się zacisnęło.
Jej uda zwarły się ze sobą.
Jej myśli odpłynęły — niechciane, nieproszone — do Axela.
Jego dłonie. Jego palce. Jego dotyk.
Zaczęła oddychać szybciej. Jakie to byłoby uczucie, mieć jego dłoń między swoimi udami? Dokładnie tak jak Will i Rachel?
Gorąco wezbrało między jej nogami, a zanim zdążyła się powstrzymać, jej dłoń powędrowała do piersi, ściskając ją delikatnie.
Skamlenie opuściło jej usta. A jej głowa odchyliła się do tyłu.
Wtedy—
"Co ty robisz, Hazel?"
Głęboki, szorstki głos posłał lód w jej żyły.
Jej oczy gwałtownie się otworzyły.
Axel stał tam i przyglądał się jej.
I to, jak na nią patrzył...
Przełknęła ślinę, ale było już za późno.
Została już przyłapana.
Kurwa! Kutas Axela już drgał na ten niewinny wyraz w jej oczach.
Przełknął gulę w gardle, gapiąc się na seksowny widok jej okrągłych piersi. Chciał na nią nakrzyczeć, zbesztać za to, że jest tak niegrzeczna, ale nie mógł nic na to poradzić, jego własny głos go zdradził. I pożądał jej mocniej niż cholernego pragnienia, by wbić kołek w serce zdrajcy i je rozedrzeć.
Spojrzał w dół na pozycję jej dłoni, na jej niewinną twarz, potem na ekran telewizora, a na koniec z powrotem na drinka na stole.
"Ja pierdolę, mamuśko. Dlaczego to pijesz?" Zniżył się do jej poziomu w chwili, gdy dostrzegł napój, który piła, ale ona tylko jeszcze bardziej nadęła usta.
"Co robisz, oddaj mi mojego drinka" - krzyknęła, a dźwięk ten przeszedł w jęk, i kurwa! jego trzon natychmiast pulsująco odpowiedział.
"Jesteś pijana, mamuśko. Poczekaj, zaprowadzę cię do pokoju." - wydobył z siebie miękki oddech, starając się nie gapić na jej cycki. Próbując oprzeć się kontroli, jaką nad nim miała. Ale...
"Nie" - wydęła wargi Hazel. "Nie jestem pijana, chcę się po prostu tak czuć." Wskazała na Rachel, która dyszała z powodu odniesionego orgazmu, a Axel wziął krótki wdech.
Mięsień w jego szczęce się napiął.
A potrzeba, by przewiesić ją przez kolano i rżnąć przez bitą godzinę, mocno go dręczyła.
Wypuścił miękko powietrze, walcząc o utrzymanie najcieńszej nici samokontroli.
"Nie jestem twoim chłopakiem, malutka." Ostrzegł i zamierzał poderwać ją w górę, ale ona sprawiła, że opadł z powrotem na nią, wbijając twarz w jej ciężkie piersi.
"Nie byłeś moim chłopakiem, kiedy mówiłeś, że wyruchasz mi mózg do ustawień fabrycznych." - jej głos był ledwie szeptem, przez co jego kutas zaczął pulsować jeszcze mocniej.
Jego zachłanne dłonie objęły jej cycki, niby przez przypadek, a ona wcisnęła je mocniej w jego dłonie.
Dreszcz podniecenia połaskotał jej skórę.
"Ummmm...." Z ust Hazel wyrwał się miękki jęk, i to przelało czarę goryczy. Tylko tyle trzeba było, by stracił resztki opanowania.
Jego oddech się urwał.
Napięły się mięśnie w jego żyłach, zmuszając go do działania.
Jego ręce odnalazły jej ubrania i zrzuciły je z jej ciała.
Zdyszane sapnięcie wydostało się z ust Hazel, gdy w trakcie jego dłonie musnęły jej skórę.
Oczy Axela zaczęły błyskać, a jego szczęka drgnęła instynktownie na widok ciężkich, okrągłych piersi, które go powitały.
"Ja pierdolę." Axel zachrypiał, przejeżdżając językiem po dolnej wardze.
Jego dłoń przysunęła się bliżej, zamykając je w swoich dłoniach.
"Dobry Boże, mamuśko! Te piersi są takie piękne."
Nie dał jej szansy na odpowiedź, zanim nie opuścił głowy i nie zacisnął ust na jej sutkach.
Hazel zesztywniała na uczucie jego gorącego języka na swoich sutkach.
Jej kolana ugięły się i opadła głębiej na trzyosobową kanapę.
"O Boże!" - wygięła się w łuk. Skowycząc z rozkoszy, która całowała jej skórę.
Jej ręce wplotły się w jego włosy, mocno ciągnąc za kosmyki, przyciągając go jeszcze bliżej siebie, tak jakby to w ogóle było możliwe.
Jego język przejeżdżał po jej sutkach, ssąc i delikatnie przygryzając, podczas gdy on napawał się wyrazem jej twarzy.
Plecy Hazel wygięły się w łuk.
"Ja pierdolę." - zaczęła się wić, skomląc pod rozkoszą zadawaną przez jego język.
Jej cipka pulsowała z każdym possaniem, pragnąc znacznie więcej, niż była w stanie wyrazić.
Dłoń Axela pieściła drugą pierś. Ugniatając ją i ssąc pierwszą.
Boże! Jego kutas delikatnie pulsował, a on lizał jej sutki, warcząc na ich sterczenie.
"Dalej, dziewczynko, jęcz dla mnie." - jego miękki oddech owiał jej pierś, a ona zadrżała, zamykając mocno oczy, a dłonie zaciskając w pięści.
"Kurwa!" Krzyknęła w czystej ekstazie, gdy jej ciało podskoczyło z rozkoszy, podczas gdy on obracał językiem wokół jej sutka.
Jej dłonie zaciskały się w jego włosach, na tyle mocno, jakby zamierzała zostawić drobne wgłębienia na jego głowie.
Jej nogi owinęły się wokół jego talii, podczas gdy on wpychał się w nią, ssąc coraz mocniej i mocniej; jego trzon gwałtownie ocierał się w spodniach.
Jej ciało zesztywniało, gdy jego zęby drasnęły sutek. I coś ścisnęło jej żołądek.
Axel znał to uczucie, które miała zaraz poczuć, ale nie przestał, ani na moment, zamiast tego jego dłonie jeszcze mocniej objęły jej piersi, zasysając ją tak, jakby od zawsze był ich pozbawiony.
Zapach jej podniecenia go wypełnił i niebiosa...
Chciał zjechać niżej do jej cipki i łapczywie chłeptać jej soki. Ale nie mógł.
Nie zrobił tego.
Poznanie tego, jak smakuje, oznaczałoby posiadanie jej na zawsze.
Nigdy nie byłby w stanie powstrzymać się przed pragnieniem jej posmakowania, przed zjedzeniem jej. Przed uznaniem jej za swoją na wieczność.
Plecy Hazel wygięły się w łuk.
Rozkosz całowała jej skórę, posyłając falę doznań w dół jej brzucha.
Szarpnęła za kanapę, drżąc pod nim.
"O mój pieprzony Boże, Axel. Zaraz się zsikam." Zaczęła bezradnie wykrzykiwać z rozkoszy.
"To nie siki, to squirt, dziewczynko." - poprawił ją w przerwie między ssaniem, a ona zaskomlała, gdy ścianki jej cipki zacisnęły się naprawdę mocno, ciało szarpnęło w rozkoszy i orgazm z siłą uderzył w jej wnętrze.
Głośno zapiszczała, gdy jej ciało ogarnęły konwulsje.
"O mój pieprzony Boże, Axel." Jej krzyki wypełniły powietrze.
Podczas gdy jej ciało się trzęsło.
Serce waliło, chwyciła się kanapy, trzymając się jej kurczowo, podczas gdy obficie trysnęła po całym jego brzuchu, drżąc od rozkoszy, która ją zawładnęła.
"Znakomicie, dziewczynko. Znakomicie!" - zauważył Axel, obserwując, jak jej ciało drga w ekstazie.
Wstał na nogi, wpatrując się w dół w miejsce, którym go obmyła.
Wydał z siebie pełne satysfakcji mruknięcie.
"Najchętniej w ogóle bym tego nie zmywał, dziewczynko, chciałbym to po prostu wysuszyć i zatrzymać tuż przy nosie, żeby móc wdychać ten piękny zapach twojej cipki już na zawsze!"
Jego oczy błądziły po jej bezradnym, drżącym ciele, a jego kutas uderzył mocno. Czy to nie byłoby zabawne patrzeć, jak wije się pod nim? Z jego trzonem idealnie pogrzebanym w jej dziurce? To
List do jego przyjaciela. "Wybacz, Marco, ale to początek podróży, której końca nie potrafię zagwarantować."






