Kiedy Steven i ja dotarliśmy do laboratorium medycyny sądowej, Eason siedział na kanapie w poczekalni. Miał na twarzy niezwykle poważny wyraz.
Nie był tam sam. Otaczało go kilkoro ludzi w białych fartuchach, których miny były równie posępne. Wyglądali na badaczy naukowych.
„Spójrz sam” – powiedział Eason, kładąc na stole wydrukowany raport.
Steven podniósł dokument i rzucił na niego okiem. Nie wyd






