languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Avelina Moreau 4 kwi 2026

„Stephie, dziękuję ci. Nie wiedziałam, że jesteś taka odważna”.

Yasmin podeszła do mnie ze swoją fałszywą wdzięcznością, by porozmawiać. Ujęła moje dłonie. Jej spojrzenie było pełne gróźb.

Odepchnęłam jej ręce i opuściłam rezydencję Fordów.

Szczerze mówiąc, już w tamtym momencie powinnam była całkowicie się poddać.

Po wyjściu z domu pojechałam do szpitala.

„Jest pani w drugim miesiącu ciąży. Jak mogła pani nie wiedzieć? Przez kilka najbliższych dni powinna pani się obserwować”.

Siedziałam na krześle w szoku, patrząc na wyniki badań. Czułam, jak drży całe moje ciało.

Byłam w ciąży.

Naprawdę zaszłam w ciążę w takim właśnie momencie.

Michael mnie nie kochał. Naturalnie, nie zaakceptowałby dziecka, które nosiłam.

Nawet gdybym była w ciąży, nigdy nie zmieniłby o mnie zdania. Pomyślałby tylko, że stosuję sztuczki, by zmusić go do ślubu.

Wkrótce nadeszło pięć dni przed tamtym wydarzeniem.

Zebrałam w sobie siły i zaplanowałam, że powiem Michaelowi o ciąży.

Jeśli nie zechce tego dziecka, nie urodzę go. A potem odejdę.

Nigdy więcej nie będę mu się narzucać.

Jednak bez względu na to, ile razy próbowałam do niego dzwonić, w ogóle nie odbierał.

Kiedy spróbowałam zadzwonić po raz ostatni, połączenie w końcu zostało odebrane.

Jednak to Yasmin podniosła słuchawkę.

„Stephie, potrzebujesz Michaela do czegoś? Jest zmęczony i musi odpocząć”.

„Po co w ogóle strzępić na nią język? Po prostu powiedz jej, żeby dała mi spokój”.

Słyszałam zirytowany głos Michaela i chichot Yasmin po drugiej stronie słuchawki.

„Przestań, Michael. Mam te dni, więc nie możesz mnie dzisiaj dotykać…”

Z telefonem w dłoni zamarłam i poczułam otępienie, siedząc na kanapie.

Tamtej nocy Michael nie wrócił sam. Przyprowadził ze sobą Yasmin.

„Dlaczego ją tu przyprowadziłeś?” Ciocia Lois zmarszczyła brwi z niezadowoleniem.

„Mamo, Yas i ja się zaręczamy. Jesteśmy tu, by ci o tym powiedzieć”. Ton Michaela był pełen determinacji.

Ciocia Lois była zszokowana i odruchowo spojrzała na mnie.

Choć moje oczy były pełne łez, milczałam.

„Nie pozwolę na to. Masz umowę małżeńską ze Stephie…” Ciocia Lois chciała kontynuować.

„Morderca obrał Yas za cel. Ponieważ poluje tylko na samotne kobiety, nagłośnię nasze małżeństwo, żeby Yas przestała być jego celem”.

Stronnicza miłość Michaela do Yasmin stała się już tak ewidentna.

Z przewracającym się żołądkiem wstałam gwałtownie. Następnie gorączkowo pobiegłam do łazienki i wymiotowałam, jakby jutra miało nie być.

Kim ja dla niego byłam?

Kiedyś, gdy moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a ja miałam osiemnaście lat, również byłam uwięziona w zmiażdżonym pojeździe. Samochód już płonął i mógł w każdej chwili eksplodować.

To Michael pobiegł do mnie jak szaleniec, by mnie uratować. Dał z siebie wszystko, żeby rozbić szybę. Choć jego ręce były pokryte krwią, nie poddawał się w przecinaniu mojego pasa bezpieczeństwa.

Następnie wyciągnął mnie z auta i zaniósł w bezpieczne miejsce. Potem nadal ryzykował życie, próbując ocalić moich rodziców.

„Michael… To zbyt niebezpieczne…” – krzyczałam osłabionym głosem. Mogłam tylko patrzeć z daleka, jak ryzykuje wszystko, by uratować moją rodzinę.

Właśnie wtedy, gdy moi rodzice mieli zostać uratowani, samochód eksplodował.

Szalejące płomienie i huk sprawiły, że moje serce zamarło.

Mimo że moi rodzice ostatecznie i tak zginęli, nadal pamiętałam, jak Michael robił wszystko, co w jego mocy, by ocalić innych.

Był dobrym człowiekiem. Zawsze był. Tyle że mnie nie kochał.

Kiedy zwymiotowałam już wszystko, co mogłam, pociemniało mi w oczach i upadłam na ziemię.

Michael żenił się z Yasmin.

Od samego początku byłam tylko żartem.

„Stephie, nie bój się. Będzie dobrze, Stephie… Stephie…”

Wciąż pamiętałam, jak bez przerwy wywoływał moje imię tam, przy wypadku. Chciał, żebym wytrzymała, bo karetka była już blisko.

Wtedy myślałam, że on też mnie lubi.

To nieporozumienie trwało przez tyle lat.

„Stephanie, dlaczego znowu udajesz martwą?”

Drzwi łazienki zostały otwarte kopnięciem, a Michael spojrzał na mnie ze złością.

„Pójdziesz na Serenity Lane jutro wieczorem. Już o tym zdecydowaliśmy, więc nie próbuj żadnych sztuczek”.

„Michael… Czy naprawdę cię to nie obchodzi, jeśli zginę?” – zapytałam ochrypłym głosem.

„Stephanie, jesteś zbyt uparta, żeby umrzeć, więc stanowisz idealną kandydatkę, by stanąć twarzą w twarz z mordercą!

„Jeśli masz w sobie tę determinację, której używałaś, by się mnie czepiać, możesz doczepić się do tego mordercy. Może w ten sposób przynajmniej odrobinę przysłużysz się społeczeństwu!”

„Jeśli zginę… Będzie ci przykro?” – dopytywałam skrzeczącym głosem.

Michael zmarszczył brwi. „Zebrałabyś się na to, żeby umrzeć? Odpowiem ci na to pytanie po twojej śmierci”.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 4 - Mój morderca, mój mąż | StoriesNook